Tempo i komfort — oto dwa słowa, któremi w skrócie możnaby określić obecne czasy. Wprawdzie już samoloty w niektórych wypadkach wypierają kolej, która zaczyna uchodzić za „przestarzały” sposób lokomocji, mimo to jednak przejdzie chyba jeszcze sporo czasu, zanim przestanie ona być najważniejszym środkiem komunikacji.
Jak wiadomo, Anglicy odznaczają się wśród narodów bodajże największem zamiłowaniem do wszelkiego rodzaju rekordów, a równocześnie starają się życie urządzić możliwie wygodnie i komfortowo. Nic też dziwnego, że jeden z najszybszych pociągów świata przebiega właśnie w Anglji lśniące szyny kolejowe i że właśnie on wyposażony jest w największe wygody dla pasażerów.
„The Flying Scotsman” („Latający Szkot”) — oto nazwa tego pociągu, kursującego między King’s Cross a Newcastle, rozwijającego fantastyczną szybkość 150 mil na godzinę. Serce niejako i nerwy tego szybkokołowego pociągu stanowi olbrzymia lokomotywa „Papyrus”, a kierowca jej to jeden z najodpowiedzialniejszych ludzi w Anglji. Jest nim mr. H. Gutteridge, który przebył w „Latającym Szkocie” 400 tysięcy mil.
Jadąc tym pociągiem i widząc w szalonem tempie przelatujące osady ludzkie, lasy, łąki i góry, można sobie stworzyć wyobrażenie o szybkości i oszałamiającym wpływie, jaki ona wywiera na człowieka. Nie potrzeba emocjonujących filmów amerykańskich, aby doznać w takim przejeździe silnych wrażeń, chociaż oczywiście nie wolno otwierać okien ze względu na pęd powietrza, ani też, tem mniej, wychodzić na platformę. Pociąg urządzony jest wysoce komfortowo; posiada wspaniały wagon restauracyjny i szereg udogodnień dla pasażerów.
Wyjątkowe uczucia budzi w człowieku taka podróż! Czuje się on naprawdę panem świata, stwierdza naocznie postęp techniki, namacalnie czuje zbliżanie się lądów, zanikanie odległości, przezwyciężanie wielkich przeszkód. Olbrzymią zaletą pociągu jest to, że mimo swej ogromnej szybkości jedzie bardzo równo tak, że pasażerowie nie spotykają się z żadnemi przykremi wstrząsami.
Drugim bardzo znanym pociągiem angielskim jest „The Golden Arrow”, biegnący od brzegu południowego Anglji do Londynu; posiada on jednak znacznie mniejszą szybkość.
Ciekawem jest połączenie spokojnej systematyczności Anglików z zamiłowaniem do wszelkiego rodzaju rekordów, co zresztą da się również zauważyć na „Flying Scotsman”, łączącym solidność budowy i komfort z olbrzymią szybkością.
J.
Tygodnik AS nr 18, 30 czerwca 1935 (s. 16–17)