Wędrówka ludności wiejskiej do miast trwa w ostatniem stuleciu bezustannie na całym świecie. W Anglji mieszka 78% ludności w miastach, w Niemczech 65%, w Ameryce przeszło połowa ludności, a w Polsce 18,2%.
Ludność miast wzrosła u nas gwałtownie. Posiadamy już 11 miast liczących ponad 100 tys. mieszkańców, gdy w r. 1921 mieliśmy tylko 6. Statystyka z okresu ostatnich 30 lat wykazuje podwojenie naszej miejskiej ludności. Obrazowo przedstawić możemy to w ten sposób, iż co roku przybywa nam nowe Wilno lub Kraków.
Wielkie stolice, skoro tylko napęczniały ludnością, przeżywały swój kryzys i upadek, jak Babilon, Aleksandrja czy Rzym. Dziś musimy zdać sobie jasno sprawę, iż nasze miasta czeka podobny kryzys, jeżeli nie wstrzymamy radykalnie automatycznego ich rozrostu.
Historja stworzyła szereg pięknych urbanistycznych rozwiązań, jak w starożytnym Rzymie, Atenach lub Pompei. Rozplanowanie budowy dawnych miast nie uczy nas jednak rozwiązywać teraźniejszych potrzeb szarego mieszkańca miasta, który w starożytnym Rzymie gnieździł się, podobnie jak dziś, w ciemnych zaułkach niehigjenicznych uliczek i czynszowych koszar.
Poza dekoracjami i kulisami architektury dawnych miast, a więc ich placów i gmachów, ukrywał się nierozwiązany problem — wegetacji niewolnych mas ludności, zamkniętej w nieodpowiednich ramach miejskiego życia. W tych okropnych dzielnicach mieszkaniowych nie świecił nigdy promień słońca, a w ciemnościach i nędzy rodziły się w rozmaitych epokach krwawe rewolucje. Wskutek wzrostu cen gruntów w wielkich miastach zabudowywano szczelnie parcele oficynami, pozbawionemi światła i powietrza, co wytwarzało szkodliwe skutki zarówno higjeniczne, jak i socjalne.
W rozbudowie Nowego Jorku, czy też Łodzi lub Warszawy, zapomniano karygodnie w XIX wieku, iż miasto nie może składać się z mas kamienic i wąskich ulic lub drapaczy nieba, które pną się w chmury, pozostawiając na ziemi wieczny cień i mrok wąskich i dusznych ulic.
Do jakich absurdów dochodzą współcześni Amerykanie w pomysłach zaradzenia złemu, tego dowodem następujące orzeczenie komisarza zdrowia w Chicago, stwierdzające, iż „już nie można czerpać dobrego powietrza z ulic. Nowoczesna technika musi uzyskać sztucznie czyste powietrze i światło wewnątrz nowych budynków, izolowanych i uszczelnionych przed wpływem zewnętrznym. Mieszkańcy tych uszczelnionych budynków mają wjeżdżać uszczelnionem autem do miejsc pracy, a przechodząc pieszo przez ulice, nakładać przeciwgazową maskę”…
Według ostatniego spisu ludności, w Warszawie i Zagłębiu przypada w małych mieszkaniach po 5 osób na jedną izbę!… W naszych miastach jest 3/4 nieodpowiednich mieszkań, których zła nie zrównoważy cząstka komfortowych, nowocześnie wyposażonych pomieszczeń.
Ze wzrostem gigantycznych miast rosną odległości potrzebne do codziennego przebycia na miejsce pracy. Ludność traci miljony godzin roboczych i miljony złotych na męczące przejazdy.
Kwestja pracy zajmuje naczelne miejsce w rozwoju współczesnej urbanistyki. Od ilości miejsc pracy musi zależeć ilość ludności w miastach, osiedlach i wsiach. Wydatki komunalne na jednego mieszkańca miasta kosztują dwadzieścia razy drożej, niż na mieszkańca wsi. Gospodarka municypalna miast liczących ponad pół miljona mieszkańców przynosi wszędzie deficyt. Ludność miejska w Polsce wzrosła poważnie ponad ilość miejsc pracy i ponad istotną swą potrzebę, co stwarza przykre skutki utrzymania dziesiątek tysięcy bezrobotnych.
Przyrost ludności w Polsce, pozostawiony automatyzmowi, może przynieść dalsze katastrofalne szkody naszemu państwu!
Inż. arch. Roman Feliński z Warszawy wydał w tych dniach dzieło pod tyt. „Miasta, wsi i uzdrowiska”. Jest to wielce zasłużony, pierwszy w Polsce urbanista, autor kilkudziesięciu planów rozbudowy miast polskich. Inż. Feliński zastanawia się w swem dziele nad splotem poruszonych wyżej zagadnień urbanistycznych i przedkłada program natychmiastowej rozbudowy małych miasteczek, których ludność nie powinna przekraczać 50 tysięcy mieszkańców. Argumenty autora są wysoce słuszne zarówno ze względów urbanistycznych, jak i socjalnych, gospodarczych i strategicznych.
Poruszone zagadnienia, związane głęboko z naszą rzeczywistością, zasługują na szczegółowe zaznajomienie się z poruszonemi śmiałemi projektami, które mogłyby rozwiązać nietylko uzdrowienie warunków egzystencji ludności miejskiej, ale przyczyniłyby się do rozumnej walki z kryzysem gospodarczym i bezrobociem.
W nowym planie rozbudowy Polski uwzględniony być musi los i szczęście szarego człowieka, przeżywającego w dzisiejszych potwornych mieszkaniowych warunkach nędzę i duchowy upadek.
M. Dienstl-Dąbrowa.
Tygodnik AS nr 11, 12 maja 1935 (s. 12–13)