Klejnoty, które opowiadają historję Francji

Rue de la Paix w Paryżu. (Fot. Keystone)

Paryscy złotnicy Mellerio-Meller urządzili ostatnio przy Rue de la Paix wystawę historycznych klejnotów, przeznaczając dochód z niej na cele dobroczynne. Już same osoby tych złotników są do pewnego stopnia częścią historji Francji. Od czasów Franciszka I, t. j. od początku XVI stulecia, pracują oni z pokolenia w pokolenie dla arystokracji francuskiej. Z jakąż dumą urządzili ludzie ci swą wystawę bez współudziału muzeów lub innych złotników, tylko własnemi siłami i przy pomocy swej „wysokourodzonej” klienteli, od której wypożyczyli historyczne eksponaty.

Wszystkie klejnoty zgromadzone na wystawie świadczą wymownie o rozwoju sztuki złotniczej we Francji i dowodzą wielkiego mistrzostwa, z jakiem już we wczesnem średniowieczu wykonywano różne przedmioty. Na pierwszy plan wysuwają się cenne kasetki emaljowane, w których przechowywano bądźto relikwie świętych, bądź też… biżuterję bogatych dam. Podziw wzbudzają również przedmioty z doby renesansu, świadczące o tem, jak mistrze sztuki jubilerskiej umieli obrabiać różne kosztowne kamienie, aby tworzyć z nich misterne wisiorki, kolczyki, pierścienie i t. p. Tu i ówdzie owe kosztowne kamienie mają kształt głów lwich, ryb, ptaków i t. p.

Najbardziej interesującą jest sama historja wystawionych tu wspaniałych klejnotów, która sama przez się nadaje im specjalną wartość. I tak n. p. między innemi eksponatami „historycznymi” znajduje się wielki, cenny łańcuch na szyję, który nosił ongiś Karol V. Łańcuch ten składa się z 22 ciężkich złotych ogniw, wysadzanych perłami, rubinami i brylantami. Obok owego łańcucha w gablotce wystawowej spoczywa artystycznie wykonany 8-kątny flakon na perfumy, który był własnością króla Francji Franciszka I (1494—1547).

A oto dalsze eksponaty opowiadają swoje dzieje: jak się z nich okazuje, Djana de Poitiers, przyjaciółka Henryka II, używała przy jedzeniu przyborów, które nie były specjalnie foremne i wybredne, natomiast posiadała dwie wspaniałe cyzelowane solniczki ze srebra, które pochodziły podobno z pracowni sławnego Benvenuto Celliniego.

Widzimy dalej piękną emalję na zameczku do łańcucha na szyję wielkiego Colberta, tudzież przepiękny zegarek ze złota i emalji, który książę de Richelieu trzymał często w swej starannie wypielęgnowanej dłoni. Widnieją tu dalej cztery złotosrebrne szale, które Ludwik XIV posłał swemu sprzymierzeńcowi Jakóbowi II Stuartowi, tudzież przepięknie cyzelowany dzbanuszek na kawę i cukiernica, któremi posługiwała się przyjaciółka Ludwika XV, Madame de Pompadour. Tem większego uroku dodaje tym ostatnim przedmiotom myśl o pięknych rękach ich właścicielki…

Wysoce artystyczną jest waza na zupę, ongiś własność marszałka saskiego, syna Augusta Mocnego. Waza ta zrobiona jest z najcieńszej chińskiej porcelany, oprawnej suto w złoto. Zaciekawienie budzi też tabakiera z szyldkretu z oprawną w perły podobizną, którą bawił się chętnie nieszczęśliwy Delfin jeszcze w więzieniu. Obraz w muzeum w Auxerre wyobraża właśnie małego księcia z ową zabawką w ręce. Później dostała się ona w posiadanie młodego hrabiego de Noinville, a dziś jest własnością hrabiny de Niel.

Także i z doby napoleońskiej pochodzi wiele eksponatów. Okazały naszyjnik z turkusów, otoczonych brylantami, nosiła Stefanja de Beauharnais, wielka księżna badeńska. Bogaty garnitur malachitowy należał do królowej Hortensji, siostry cesarza Napoleona. Prócz powyżej wymienionych, widnieją tu też różne podarki Napoleona dla Józefiny.

Wśród wielu bogatych naczyń srebrnych z doby cesarstwa najbardziej wzrusza zupełnie zwyczajny, mały imbryczek na kawę, z rączką z kości słoniowej. Zabrał go ze sobą Napoleon na wyspę św. Heleny, gdzie przed śmiercią podarował go swemu wiernemu druhowi, gen. de Montholon, w którego rodzinie pamiątkowy ten przedmiot znajduje się aż do obecnej chwili.

Interesująca wystawa budzi refleksje nietylko o wielkich, wybitnych osobistościach z minionych stuleci. Rozmaite zebrane przedmioty opowiadają też o starych, a osobliwych zwyczajach. I tak np. duży puhar srebrny bez nóżki musiał być wychylany jednym haustem. Inny znów ozdobiony jest wiatraczkiem, który poruszał się pod wpływem oddechu pijącego. Przy obracaniu się wiatraczek ten puszcza w ruch małą igłę, która pokazuje na tabelce, jaką siłę ma oddech pijącego, ile zatem puharów może on jeszcze wypić. Tak to zabawiano się podczas uczt w XVI stuleciu.

Tygodnik AS nr 9, 28 kwietnia 1935 (s. 12, 14)

Udostępnij ten artykuł