Teatr na kółkach przestaje być fantazją w świetle śmiałej koncepcji znanego malarza i inscenizatora A. Pronaszki. Jego teatr na kółkach różni się od zwykłego teatru nietylko tem, że jest ruchomy i może być przesuwany z miasta do miasta, ze wsi do wsi. Istnieje inna, głębsza różnica.
Najbardziej nowoczesne teatry szczycą się zastosowaniem najświeższych zdobyczy techniki, udoskonaleniem, wprowadzonem już od szeregu lat w nowobudowanych teatrach — sceną obrotową. Pozwala ona na uniknięcie przewlekłych antraktów, dając możność szybkiej zmiany scen i przygotowania naprzód dekoracyj. Teatr Pronaszki ma ruchomą widownię. Widownia ta może być obracana dookoła swej osi i przypomina płaski talerz, uniesiony jedną stroną ku górze i poprzedzielany równoległemi pasami ławek dla publiczności. Dzięki tej ruchomej widowni staje się właściwie ruchomą i scena, okalająca ze wszystkich stron widownię. Z biegiem akcji widz, siedząc na swem miejscu, przebiega wzrokiem teatr dookoła.
Kryzys teatru w Polsce tkwi nietylko w tem, że zmniejszone zarobki i dochody nie pozwalają publiczności wielkich miast na luksus rozrywki. Wielokrotnie ujawniło się także w dobie kryzysu gospodarczego, że wartościowe i interesujące sztuki w dobrej oprawie scenicznej i trafnej interpretacji spotykały się niemal zawsze z powodzeniem. Publiczność zaniedbuje tylko zły i nieinteresujący teatr.
Ciemną plamą na polskich stosunkach teatralnych jest raczej przepaść, jaka istnieje pomiędzy uprzywilejowaniem mieszkańców wielkich miast a całkowitem upośledzeniem i zaniedbaniem miast i miasteczek głębokiej prowincji, nie mówiąc już o wsiach. Tam teatr nie dociera, a jeśli już, to nigdy teatr dobry. Dobry zespół aktorski z ciekawem widowiskiem nie zdobędzie tam nigdy warunków technicznych, które pozwoliłyby, aby spektakl stanął na takim poziomie, jak w dużym, zaopatrzonym we wszystkie urządzenia i rekwizyty teatrze stołecznym. Ludność miast, miasteczek i wsi żyje całkowicie poza sferą wpływu i działania teatru, którego roli kulturalnej i społeczno-wychowawczej niema potrzeby uzasadniać.
Warto jednak przytoczyć charakterystyczną anegdotę, opowiadaną przez pewnego znanego pisarza, świetnego znawcę środowiska chłopskiego. Autor ten, stale mieszkający na wsi i prowadzący tam niewielkie gospodarstwo, wysłał kiedyś do pobliskiego miasteczka chłopa z pięcioma workami mąki na sprzedaż. Wróciwszy z miasta, chłop oddał pokwitowanie, pieniądze i zwrócił cztery worki po mące.
— A gdzie piąty worek? — zapytał literat.
— A dyć beło tylko śtyry…
— Jak to cztery, kiedy żyd pokwitował pięć i za pięć zapłacił.
— Tylko śtyry worki beły…
Pisarzowi uderzała już krew do głowy: krzyczał, tłumaczył, groził. Nic nie pomagało. Chłop uparcie trzymał się swojej mętnej odpowiedzi. Wreszcie pisarz machnął ręką i powiedział:
— Ukradłeś worek, jesteś złodziejem. Gdybyś mi powiedział, że worek jest ci potrzebny, dałbym ci go chętnie.
Pisarz rozwijał w okolicy na szeroko zakrojoną akcję kulturalno-społeczną. Co pewien czas odbywały się we wsi zebrania i pogadanki, urządzano przedstawienia amatorskie, a nawet czasami przyjeżdżał prawdziwy teatr z miasta. W kilka miesięcy po wyżej opisanym wypadku przyjechał teatr z „Kościuszką pod Racławicami”. Wielka sala szkolna wypełniona była do ostatniego miejsca; wrażenie wśród widzów ogromne. Publiczność reagowała żywo na każdą scenę, niemal na każdy akcent. Gdy po przedstawieniu pisarz opuszczał salę, przeciskając się wśród ciżby, schwycił go za rękaw ów chłop, który woził mąkę do miasta, i, silnie wzruszony, ze łzami w oczach, powiedział:
— Panie, to ja ukradłem ten worek…
* * *
Teatr Pronaszki chce dotrzeć właśnie do tych najszerszych mas publiczności. Pragnie wzruszać, bawić i kształcić najszersze sfery społeczeństwa wsi i miast.
Jaka jest jego konstrukcja? Wszystkie ściany budynku mają być zbudowane ze stalowych części, łatwych do zmontowania. Ściany i dach teatru pokrywa się od wewnątrz i zewnątrz brezentem, który, przedzielony warstwą powietrza, chroni przed zimnem i deszczem. Podłoga, również konstrukcji żelaznej, obracana być może ręcznie przy pomocy lin lub mechanicznie przy użyciu motoru elektrycznego. Widownia, umieszczona na okrągłej tarczy obrotowej, pomieści około 400 widzów. Dla oszczędności miejsca i uproszczenia konstrukcji, zamiast krzeseł ustawione będą ławki.
Dookoła widowni, pod ścianami, we wszystkich kątach staną dekoracje. Widownia, wzniesiona amfiteatralnie dalszymi rzędami ku górze, obracać się będzie ku terenom akcji. Cały teatr, z wyjątkiem sceny, na której rozgrywa się akcja dramatu, pogrążony będzie w ciemnościach. Światła reflektorów podążą za osobami dramatu, które z rozwojem akcji przechodzą stopniowo z jednego terenu na drugi. To pozwoli na odegranie sztuki bez antraktów i przerw. Akcja toczy się równo i szybko, jak w filmie. Przedstawienie musi być skonstruowane tak, żeby tworzyło jedną nierozerwalną całość; niema ona naogół trwać dłużej niż półtorej godziny. Dzięki temu spektakl może być powtórzony dwa, a nawet trzy razy.
Autorem projektu jest Andrzej Pronaszko. Konstrukcję architektoniczną opracował prof. inż. Bryła. Obliczył on, że lekkość ścian, dachu i podłogi pozwoli przewozić cały ten gmach teatralny z miejsca na miejsce na czterech samochodach ciężarowych z doczepkami. Gmach można będzie postawić w ciągu 8 godzin; rozebranie potrwa oczywiście krócej. Dekoracje, skomponowane zgodnie z potrzebami dzieła i koncepcją teatru, zostaną ustawione na stałe i dzięki temu publiczność z zapadłej wsi będzie miała możność oglądania spektaklu w tej samej oprawie, co widz z wielkiego miasta. Koszt budowy teatru ruchomego nie przekroczy 40 tysięcy złotych.
Przenoszenie się z miejsca na miejsce na samochodach przyniesie w rezultacie wiele oszczędności, a poza tem przyczyni się do rozgłosu imprezy w danej miejscowości. Wjazd takiego teatru do miasta sam w sobie stanowi już duże zdarzenie, które zaciekawia publiczność. Z jedną sztuką, świetnie wykonaną i oprawioną w pomysłowe ramy sceniczne, można przejechać cały kraj. Sieć takich teatrów mogłaby pokryć całą Polskę. Przybycie też teatru ruchomego do zapadłej wsi czy miasteczka byłoby wydarzeniem o wielkiej wadze kulturalno-oświatowej.
Entuzjastą teatru ruchomego jest nietylko projektodawca, Andrzej Pronaszko. Również wybitny uczony i konstruktor, prof. inż. Bryła, mówi o nim w słowach pełnych uznania jego wartości:
— Projekt jest nietylko realny i praktyczny ze strony technicznej, ale i doniosły artystycznie i społecznie. Jego misja kulturalna może się stać dobroczynną w skutkach.
Projektem zainteresowały się sfery rządowe i teatralne. Bez czynnego ich udziału i poparcia nie może być mowy o realizacji teatru ruchomego.
W. M.
Tygodnik AS nr 17, 23 czerwca 1935 (s. 6–7)