— Proszę, niech pan pozwoli…
Doktór otworzył bramę pawilonu. Wchodzimy. Za nami zatrzaskują się drzwi. Skręcamy na lewo. Mały, czysty pokój mieści kaszty z czcionkami. Obok słychać turkot prasy drukarskiej.
Właściwie nie przyjeżdżałem tu, aby badać poziom i wartość obrazów i szkiców obłąkanych. Może myślałem o tem, gdy tu jechałem, ale o wiele bardziej interesowały mnie wtedy pawilony dla podnieconych.
Pawilon, do którego weszliśmy, przeznaczony jest dla chorych umysłowo, których stan uległ poprawie, lub dla tych, którzy zostali wprost z pawilonu rozpoznawczego tu odesłani. W ogrodzie przed domem pracują chorzy. Sam pawilon mieści różne warsztaty, wzorowo pomyślane, oraz drukarnię. Zdziwiłem się bardzo, gdy mi powiedziano, że tu wykonuje się druki dla wszystkich szpitali w tym okręgu.
— Mało tego — mówi do mnie doktór. — Niech pan spojrzy na tę książkę i na te dyplomy…
Biorę do ręki teczkę z różnemi drukami. Są one bardzo starannie wykonane. Niektóre odznaczają się ładnym układem i dość pomysłową kompozycją graficzną.
— Czy to dzieła obłąkanych? — pytam.
— Gdy obejrzymy pawilon i warsztaty, coś panu pokażę… — odpowiada doktór z tajemniczą miną.
Przechodząc przez tkalnię, widzę na ścianie jakieś obrazki. Okazuje się, że malował je jeden z chorych. Nie były wcale ciekawe. Ani z punktu artystycznego, ani lekarskiego. Takie sobie zwyczajne „malunki”, wykonane przez amatora, a może przygodnego artystę w rodzaju tych, których w literaturze zwykliśmy nazywać grafomanami…
W pół godziny potem znaleźliśmy się w archiwum przedmiotów szpitalnych. Doktór siadł nad jakąś skrzynią i zaczyna w niej szperać. Ja tymczasem oglądam papierowy parowóz, wiatrak, obracający się na skutek ciepła ustawionej pod spodem świecy, i jakąś figurę, wydłubaną w drzewie… Wszystkie te przedmioty charakteryzuje niezwykła pasja do drobiazgów. Te zabawki zostały wykonane przez obłąkanych.
— Może to pana zaciekawi — odzywa się doktór i wręcza mi teczkę, którą wydobył z paczki.
Biorę papiery i zaczynam je przeglądać. Teczka zawiera rysunki. Niektóre są bardzo zajmujące, niektóre wprost frapujące. Przedstawiają one najczęściej jakieś sceny, czasem postacie lub twarze. Wszystkie te rysunki charakteryzuje silna, nieomal sugerująca widza treść literacka. Forma tych szalonych dzieł jest prawie zawsze bardzo nowoczesna — nie ze względu jednak na rysunek. Decyduje treść, która, jak zaznaczyłem, narzuca się bardzo widocznie.
Autorzy tych prac, jakby w obawie, że treść kompozycji będzie niejasna, umieszczają obok, pod spodem czy wreszcie w środku rysunku komentarze, pisane naiwnie i za bardzo rzeczowo. Ciekawe, że te napisy są dobrze wkomponowane w obraz i tworzą niejako jego część składową.
— Schizofrenicy — wyjaśnia doktór — obarczają swe dzieła skomplikowaną, ale zarazem bujną treścią. Charakterystyczną jest dla ich prac drobiazgowość i pasja podkreślania różnych szczegółów. Muszę panu wyznać, że wiele obrazów i znanych dzieł sławnych malarzy nosi te cechy. Obserwowałem nieraz doskonałe i skoncentrowane dowody pewnych zaburzeń u malarzy za pośrednictwem ich dzieł. W zakładzie naszym przebywał swego czasu artysta malarz. Pozostawił kilka obrazów. Niech je pan zobaczy, a przyzna pan, że zbliżone w pomyśle i kompozycji można spotkać i gdzieindziej.
Niektóre kompozycje obłąkanego malarza przedstawiają normalnie obserwowaną rzeczywistość, którą otacza jedynie zbyteczny i zagmatwany ornament. Są to jego wczesne rysunki. Zwolna stają się one coraz bardziej zawiłe, płaszczyznę zapełniają objaśnienia lub oderwane podpisy i zbyteczne komentarze.
Przeglądam zawartość teczki. Widzę manifest do poddanych jakiegoś urojeniowca, który zmarł tutaj jako niekoronowany król. Między pożółkłemi kartkami znajduję też rysunki techniczne — dość prymitywne, ale zaopatrzone w tak szaleńcze notatki, że czytam je z uwagą…
Ludzie, którzy nigdy przedtem nie mieli ołówka w ręku, podczas choroby zapadali często w autyzm. Wtedy zamiłowanie do rysunku uwidaczniało się u nich jako jedyna chęć uzewnętrznienia się.
Znajduję rysunki, które zdają się potwierdzać wywody doktora. Oglądam je uważnie. Przypominają niesamowite wizje Barlacha, Ensora, Heinego. Są tu też rysunki, przedstawiające kwadratowe twarze i jakieś geometryczne wzory w pięknej kolorystyce. Wszystkie jednak robią przygnębiające wrażenie dzięki swej niesamowitej formie.
(jot)
Tygodnik AS nr 20, 14 lipca 1935 (s. 8)