Promyk

Winieta tytułowa noweli Bogdana Brzezińskiego „Promyk”.

Nowela. Bogdan Brzeziński. Ilustrował Charlie

Gdy Paweł Skrocki uprzytomnił sobie, że przegrał 2138 złotych, z których tylko 97 złotych należało do niego, zrozumiał, że godziny jego życia są bardzo dokładnie policzone.

Był ranek niezwykle piękny. Paweł wlókł się aleją, wysadzaną osypanemi zielenią drzewami. Jakiś szary ptaszek frunął w ślad za nim, przysiadając na gałązkach i ćwierkając wesoło.

Paweł zatrzymał się i przeliczył na dłoni kapitały: dwadzieścia groszy, trzy piątki i dwie dwugroszówki — razem 39 groszy.

— Żyletka — rozmyśla Paweł — będzie kosztowała 25 groszy… I papierosy po 4 grosze. Żebym miał jeszcze dwa grosze, byłyby cztery sztuki! Jeszcze dwa grosze!…

Wchodzi do drogerji i kupuje żyletkę. Potem zatrzymuje się przy kiosku inwalidy. Teraz ma trzy papierosy. Jeden zaraz zapala. Zaciąga się dymem. Głęboko, aż do dna płuc! Pomogło! Może myśleć spokojniej.

— Łaskawy panie, co łaska! — szepcze siwy, beznogi żebrak.

Skrocki wręcza mu zbędne dwa grosze.

— Pomódlcie się, dziadku, za duszę Pawła!

Domy przesuwają się i nikną ze świadomości człowieka, który widzi je ostatni raz. Ulice są coraz węższe i cichsze. Paweł wchodzi po schodach. Długa droga — czwarte piętro. Stolarzowa Jaskólska z trzeciego piętra mija Pawła, niosąc pełny kosz sprawunków świątecznych. I wcale nie zwraca na niego uwagi. Zupełnie, jakby go miała nieraz jeszcze w życiu zobaczyć!

Papieros zgasł. Paweł zapala drugiego i otwiera drzwi. Jest u siebie. Dym błękitnemi smużkami układa się pod szarym sufitem. Paweł otwiera okno. Spogląda przez chwilę na miasto. Niezapomniany obraz! Czy wiecie, jak bardzo piękne jest miasto, które się widzi ostatni raz w życiu?

Paweł wyjmuje żyletkę. Odrzuca kolorowe opakowanie. Wyciera chusteczką. Zabłąkany promyk słońca przejrzał się w stali i zamigotał wesoło. Papieros dopala się powoli.

— Promyk… — myśli Paweł. — Gdyby tak… Gdyby jakiś promyk nadziei…

I wyobraźnia szybko strzępki myśli przekształca w obrazy:

— Gdyby tak… Ktoś puka: puk, puk! Kto tam? Listonosz! Pieniężny listonosz! Ach, proszę, proszę! Czy tu mieszka pan Paweł Skrocki? Tak, to ja! Tu dla pana — 2100 złotych… Nie, to jest: 2500 złotych! Dla mnie?! Od kogo? Od jakiegoś pana Jana Skrockiego… Jan? Jan?… To pewnie krewny. Proszę, proszę! Oto niech pan uważa, panie Skrocki: sto, dwieście, trzysta… Jakie to nowiuteńkie banknoty! (uśmiecha się listonosz — wie, bestja, że dostanie suty napiwek!) tysiąc, tysiąc sto, tysiąc sto pięćdziesiąt… Dziękuję! Tu ma pan na piwo 5 złotych! Nie, 10 złotych!… Dziękuję ślicznie, panie Skrocki. Kupię sobie butelkę wina do święconego!… Ach, drobiazg, panie listonoszu! Gdyby pan spóźnił się o godzinę, toby mnie pan już nie zastał…

Ostatni papieros. Złudzenie rwie się, pryska. Słońce przemknęło bladą pozłotą po czerwonej podłodze i skryło się za chmurą.

— Promyk… — myśli Paweł.

Ktoś głośno mówi na schodach. Stukanie… Boże! Naprawdę ktoś puka!!

— Kto tam? — krzyczy ochrypłym głosem Skrocki.

— Listonosz!

Ręce drżą mu, jak w febrze. Zamek ustępuje. Wchodzi bronzowy, uśmiechnięty człowiek z pękatą torbą.

— Mam dla pana przekazik!

— Ile? — szepce półprzytomnie Paweł.

— 3.000. Ładny grosz! Niech pan tu podpisze…

— Proszę… pozwól pan ołówek! — dyszy Paweł i opada na krzesło. — Gdzie mam podpisać?

— O tu, tu, panie Skrobecki.

— Skrobe…? Ja jestem Skrocki!

— Skrocki!? — listonosz wyrywa gwałtownie przekaz. — To niech pan tak odrazu mówi! Myślał pan, że z nieba forsa spadła?

— Skrobecki mieszka nademną — szepce Paweł Skrocki pokornie, jak winowajca.

Pocztyljon trzaska drzwiami. Papieros wolno dopala się na popielniczce.

Bogdan Brzeziński

Tygodnik AS nr 21, 21 lipca 1935 (s. 10)

Udostępnij ten artykuł
Brak komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *