…to Gdynia i polskie morze

Pod polską banderą — okładka numeru.

Gdynię nazywają „nowem miastem”. Miastem, które nie posiada świadectwa wiekowego bytu. Wszystko, co powstało w ostatnich latach na piaszczystem wybrzeżu, w załamaniu lądu między Orłowem a oksywskiemi pagórkami, jest dziełem lat ostatnich, dziełem pozbawionem prawie zupełnie tradycji.

Dzisiejszy pęd Polski do morza — to głos rozsądku, to konieczna reakcja po minionych niepowodzeniach. Tradycja tych niepowodzeń stała się fundamentem Gdyni, tego miasta bez tradycji.

* * *

Od czasu, kiedy król duński zrzeka się praw do Pomorza w r. 985, poprzez stulecia toczy się właściwie jedna nieustająca walka — dziś tak wytężona i z takiem zrozumieniem przez Polskę prowadzona — o dostęp do morza, które już od zamierzchłych czasów dawało narodom przywilej mocarstwowości, bogactwa, szerokiego oddechu. Potęgę Anglji zbudowały szare fale wszystkich mórz. Henryk VIII musiał pokonać nietylko olbrzymie przestrzenie wód, ale i protesty, i niechęć ministrów do rozbudowania floty handlowej i wojennej.

Ale oto kilka dat, dotyczących polskiego morza. W r. 994 Bolesław Chrobry zdobywa ujście Wisły. W sześć lat potem zakłada on biskupstwo w Kołobrzegu. Stan posiadania „bramy na świat” trwa do r. 1181, w którym to roku Polska traci Pomorze wraz ze Szczecinem.

Rozpoczyna się okres walk i niesnasek książąt pomorskich. W r. 1225 następuje osadzenie Krzyżaków na ziemi chełmińskiej. Rzucono ziarno zła i niepokoju. Są to narodziny bandytyzmu politycznego. R. 1271 — zajęcie Gdańska przez margrafa brandenburskiego Konrada. 1272 — Mściwoj II, książę pomorski, odzyskuje zagrabiony Gdańsk. 1290 — tenże Mściwoj oddaje Pomorze i Gdańsk Przemysławowi II polskiemu. 1308 — pierwsze zbrodnie krzyżactwa: zajęcie Gdańska i 14 listopada tegoż roku rzeź 10.000 polskiej ludności. Rzucone w r. 1225 ziarno kiełkuje!

Dopiero w r. 1454 Kazimierz Jagiellończyk odzyskuje Pomorze dla Polski. Jest to początek trzynastoletniej wojny z krzyżactwem, którą kończy klęska najeźdźców w r. 1466. W tym roku podpisany zostaje pokój w Toruniu. Polska zatrzymuje Pomorze z Gdańskiem pod nazwą Prus Królewskich, Prusy Książęce uznają się za lenno polskie. W 1520 r. wojska polskie zajmują Prusy Książęce, uchylające się od składania hołdu. 1525 — hołd pruski na rynku krakowskim.

Następuje okres walk przeciw Szwecji. Dnia 28 XI 1626 r. flota polska wyrusza na Bałtyk przeciwko Szwecji! Wojnę w ten sposób rozpoczętą kończy w r. 1660 pokój ze Szwecją w Oliwie. 1772 — pierwszy rozbiór, Polska traci Pomorze. 1793 — drugi rozbiór, Polska traci Gdańsk. 1815 — perfidna dyplomacja europejska na Kongresie Wiedeńskim darowuje polskie Pomorze Prusom.

Od tej daty mija przeszło sto lat. Koniec roku 1918 — to tworzenie się rad ludowych na Pomorzu. W 1920 r. Niemcy, przynagleni, spiesznie opuszczają Pomorze. W tym samym czasie powstaje pierwsza polska ustawa morska o polskich statkach handlowych. W sześć lat potem powstaje państwowe przedsiębiorstwo żeglugowe, zaś w r. 1930 odbywa się pierwsza oficjalna podróż morska.

* * *

To wielkie, białe i jakże czyste miasto przed nami — to Gdynia. Przed paru laty można było ogarnąć całą niezabudowaną płaszczyznę jednem, powolnem spojrzeniem. Dziś labiryntami ulic dojeżdża się do różnych punktów miasta i portu. Gdynia do niedawna liczyła około 50 tysięcy mieszkańców. Obecnie, po rozporządzeniu Rady Ministrów, rozszerzającem granice miasta Gdyni — razem z Chylonją, Obłużem, Witominem, Orłowem i Zagórzem — liczyć będzie zapewne około 130 tysięcy mieszkańców. Obszar jej wzrósł ogromnie. Gdynia dzisiejsza pokrywa 5 km szerokości i 20 km długości.

Olbrzymie rzesze pracowników umysłowych oraz całe falangi robotników dojeżdżają do śródmieścia oraz do portu pociągami, autobusami i okrętami. Nowobudujące się domy i osiedla, położone wśród pagórków, wznoszących się wkoło Gdyni, posiadają wciąż niedostateczną ilość mieszkań. Gdynia rośnie.

Port gdyński jest dziś jednym wielkim labiryntem betonu i stali o gigantycznych rozmiarach i nowoczesności urządzeń, niespotykanych gdzieindziej na świecie. Port w Gdyni rozpoczyna się przy Kamiennej Górze — przystanią dla jachtów i komunikacji przybrzeżnej. Dalej mieści się drugi basen zewnętrzny, obejmujący port rybacki i stocznię gdyńską.

Jeżeli chcecie spotkać ludzi, nad którymi nie ciąży przekleństwo paszportów, ludzi wolnych, idźcie na nadbrzeże rybackie, a w okolicy składów i chłodni usłyszycie i zobaczycie tych, którzy przyjechali lub wyjeżdżają lada dzień do zamorskich krajów na połowy. Są to rybacy. Odwiedzają oni równie często Danję, Szwecję, Norwegję, jak ludzie z miasta podmiejskie restauracje i letniska.

Za stocznią mieści się olbrzymi, świetnie wyposażony basen węglowy. Przy jednym z nadbrzeży ładują ropę. Na lewo dworzec morski z pomostem, prowadzącym z poczekalni i peronów dworcowych wprost na pokład transatlantyków. Dworzec rozpoczyna olbrzymi kanał wewnętrzny z szeregiem basenów. Tam ładują wszystko, od drzewa aż do skrzynek z drobnicą. Przy jednym z basenów wewnętrznych mieści się również rozległy teren i magazyny wolnocłowe. Obecnie pracuje się u wejść do portu nad nowemi falochronami, które uniemożliwią spiętrzanie się wody w basenach wewnętrznych.

Miasto i jego dzielnica portowa przedstawiają w wielu miejscach wprost nieprawdopodobne nagromadzenie kontrastów. Często wśród asfaltowych ulic tkwią skrawki pola i stare domy rybackie. Kilka chałup, które wyraźnie przypominają holenderskie wzory, zamieniono na nowoczesne składy i restauracje. Neonowe reklamy dziwnie błyszczą na tych domach ze starych sztychów.

Gdynia jest miastem kontrastów i postępu. Krótka historja tego miasta brzmi dość fantastycznie. Warto sobie ją przypomnieć. A więc: w r. 1920 rząd polski asygnuje 40 miljonów marek na przedwstępne prace przy budowie portu. W r. 1921 rozpoczyna się wbijanie pierwszych pali mola południowego. W dwa lata potem oglądamy z zachwytem pierwszy statek pasażerski pierwszej linji regularnej w Gdyni. Jest to stary gruchot francuski, nazwany cynicznie „Pologne”. Kursuje on między Hawrem a polskiem wybrzeżem. Wtedy też włóczą się po zatoce pierwsze okręty polskiej floty wojennej. Portem dla tych kanonierek jest Puck.

Również w r. 1923 położono kamień węgielny pod dworzec kolejowy w Gdyni. W rok później następuje umowa z towarzystwem polsko-francuskiem o budowę portu. W r. 1925 Gdynia jest już zelektryfikowana. Rok 1926 przynosi przekształcenie Gdyni w gminę miejską. Wtedy jeździło się po zatoce rybackiemi kutrami, aby odwiedzić Gdańsk, a kanonierki wzbudzały niekłamany podziw. W tymże roku odwiedzający Gdynię, po przedarciu się przez piaszczyste ścieżki jej pustkowia, mogli w jedynej restauracyjce wypić piwo i usłyszeć wiele ciekawych rozmów. Kaszubi szeroko opowiadali o budowie portu i byli wprost olśnieni. Dziś ci ludzie posiadają niejednokrotnie kolosalne majątki i niczem się już nie zachwycają. W r. 1929 wydzielona zostaje Gdynia z powiatu morskiego jako miasto.

A dziś? Trzy czwarte polskiego eksportu idzie drogą morską. Obrót towarowy Gdyni wynosi ponad 6 miljonów tonn rocznie. Gdynia i Gdańsk to największe dziś porty na Bałtyku. Obroty wyższe od tych dwóch portów wykazują zaledwie cztery dalekie porty europejskie. Polska flota handlowa posiada szereg jednostek o wysokim tonażu. W najbliższej przyszłości odbędą swą pierwszą podróż dwa nowe polskie transatlantyki, każdy o pojemności około 30 tysięcy tonn. Warto nadmienić, że długość tych statków wynosi o połowę zaledwie mniej niż długość największego statku świata, „Normandie”. Transatlantyki te są wyposażone w ostatnie zdobycze techniki i urządzone luksusowo.

A teraz kilka cyfr, dotyczących kosztów budowy portu gdyńskiego i samego miasta. W Gdyni inwestowano 90% kapitału polskiego; poza nim kapitał francuski, angielski, amerykański i niemiecki. Gdynia kosztowała Polskę przeszło 2 miljardy złotych — czyli że całe zadłużenie Państwa to wydatek na budowę tego wielkiego portu. Rzecz jasna, że suma ta nie obejmuje majątku i inwestycyj prywatnych w mieście i porcie. Wystarczy przypomnieć, że prawie wszystkie nadbrzeża basenu węglowego zostały zagospodarowane i wyposażone w najnowsze urządzenia przez firmy prywatne.

Dwa miljardy — to fura pieniędzy. Jest to jednak kapitał dobrze ulokowany i świetnie się amortyzujący. Kwestja obrony tego majątku jest oczywiście kwestją pierwszorzędnej wagi. Z roku na rok buduje się w stoczniach zagranicznych nowe okręty wojenne. W niedługim czasie przybędą do Gdyni nowe jednostki, m. in. największy dotychczas polski okręt wojenny — stawiacz min, dwa kontrtorpedowce najcięższego typu i szereg małych jednostek. Jednocześnie w basenie wewnętrznym powstaje stocznia, która w przyszłym już roku rozpocznie budowę łodzi podwodnych. Nareszcie zrozumiano błędy dziejowe. Polska co roku silniej umacnia swą pozycję na morzu.

Polskie wybrzeże morskie ciągnie się zaledwie 143 km. Jest to przestrzeń bardzo skromna w porównaniu z dostępem do morza innych krajów. Wybrzeże jednak polskie jest zagospodarowane (może właśnie dzięki temu) znakomicie. Począwszy od budowy linji kolejowej, biegnącej półwyspem aż do Helu, a skończywszy na betonowych i granitowych autostradach, łączących wszystkie ważniejsze ośrodki wybrzeża — każdy metr jest przedmiotem opieki i stanowi cząstkę doskonale wyposażonej i świetnie funkcjonującej maszyny.

Wzdłuż prawie całego wybrzeża ciągnie się nieprzerwanym, złotym pasem plaża. Miejscowości kuracyjne nie stanowiły dotychczas centrów zainteresowania sfer rządzących. Tego rodzaju postępowanie, spowodowane koniecznością jak najszybszej rozbudowy Gdyni, dziś ulega zmianie. Orłowo, Jastrzębia Góra, Jurata, Jastarnia, Hel — to rosnące i coraz lepiej wyposażone letniska, nieraz o europejskim wyglądzie.

* * *

W miesiącach letnich nad morze zjeżdża cała Polska. Plaże stają się rojne i gwarne. Oto odcinek piaszczysty koło Orłowa.

— …ale szanownej pani nie wpuszczą na okręt wojenny, bo szanowna pani nie jest obywatelką polską… — 5-letni bohater, który zwiedzał okręty wojenne, wrzeszczy nad uchem swej małej towarzyszki.

— Przecież mamusia ma dowód osobisty! — sepleni mała.

— Ale szanowna pani nie jest obywatelką polską?

Mała szanowna pani bliska jest płaczu, ale małą Inkę przestaje wszystko interesować, poprawia gumową czapkę na głowie, zrywa się i z piskiem wpada do wody.

Niebo jest koloru czystego kobaltu, a od piasku bije żar. Spienione morze rzuca na wybrzeże podłużne fale. Wszystkich ogarnia senność w tem poczuciu zadowolenia i sytości. Chmury, które na chwilę zakryły słońce, zapadły się gdzieś za wzgórzami, koło mola błyszczą srebrne fale i spieszą ku plaży.

Mija jakaś nieuchwytna godzina. Wszyscy podnoszą się i idą ku wodzie. Cienie drzew na plaży wydłużają się. Dochodzi druga godzina. Zwolna piasek pustoszeje. Korowody przybyszów spieszą na obiad. Plaża jest teraz senna i chłodna.

* * *

A teraz sprawdźmy naocznie cyfry i nastroje. Pójdźmy do portu, miasta i na plażę — otoczeni śpiewem pracującej stali i słonemi podmuchami wiatru znad morza. Nad nami falują miękko mewy i łopoczą flagi wszystkich państw świata. To Gdynia i polskie morze!

J. M. Brzeski

Tygodnik AS nr 17, 23 czerwca 1935 (s. 4–6)

Udostępnij ten artykuł
Brak komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *