Karykatura na cenzurowanem

Głowa charakterystyczna — jedna z reprodukcyj ilustrujących artykuł o karykaturze.

Czyż może być coś bardziej pociągającego, jak zobaczenie swego bliźniego w krzywem zwierciedle satyry optycznej, t. j. karykaturze, odnalezienie tych cech, które nas uderzają w nim, zobaczenie niejako syntezy jego duszy i charakteru? Te wszystkie rozkosze psychologiczne i intelektualne daje nam karykatura. Mało jest gałęzi sztuki malarskiej tak „soczystych”, powiedziałbym, jak właśnie ona, gdyż mało gdzie jest tak bardzo zrozumiała. Chodzi przecież o ludzi takich jak my, i wrodzony człowiekowi instynkt krytyki może tutaj zabłysnąć w całej pełni.

Karykatura jest tak stara, jak ludzka złośliwość; wiek jej więc musi być bardzo… starożytny. Istotnie, wiemy, że Grecy np. znali karykaturę, a nawet możemy przytoczyć kilka nazwisk: Perejkosa, Ktezylocha, ucznia Apellesa, którego karykatura Zeusa rodzącego Bachusa zyskała wielką popularność. U Rzymian cieszył się wielką sławą Antifilus, który stworzył imaginacyjną, a nad wyraz dowcipną postać, nazwaną przez siebie „Grillus”. Rzymianie Calades, Ludius i t. d. rysowali dowcipne afisze teatralne, t. zw. „comica tabella”. Figurki z Tanagry i Mirrhiny również przedstawiają karykaturalne postacie.

Średniowiecze zwróciło żądło karykatury przeciwko mnichom i osobom politycznym, a przedewszystkiem djabłu. Na starych katedrach wiele też można zobaczyć karykatur szatana, np. groteskowe głowy na katedrze Notre Dame w Paryżu, w Chartres, Amiens i t. d.

W ostatnich dwóch wiekach karykatura zadomowiła się w dwóch krajach: Francji i Anglji, ostatnio w Niemczech, dzięki pismom jak „Simplicissimus” z T. T. Heinem, Gulbranssonem, Thönym, bar. Reznićkiem i t. d. Francja pozostaje jednak krajem klasycznym, dzięki swej lekkości i polotowi myśli. Tam też działał Gavarni, genjalnie chłoszczący sfery rządowe, Daumier, Caran d’Ache (Karandasz — ołówek po rosyjsku, pseudonim naturalizowanego we Francji Rosjanina), Sem, hr. Toulouse-Lautrec, Ostoya (pseudonim Soszyńskiego, Polaka osiedlonego w Paryżu) i tylu innych.

Karykaturą zwiemy oczywiście nietylko wyraźne przekręcenie lub przejaskrawienie pewnych cech typowych twarzy ludzkiej lub danego przedmiotu; są obrazy niejako „poprawne”, które mimo to nazwać trzeba karykaturą. Bywa ona nieraz smutna, ba, nawet ponura i tragiczna.

Któż zapomni kiedykolwiek dzieła najgenjalniejszego karykaturzysty Goi, którego oficjalny portret królewskiej rodziny hiszpańskiej z królem Ferdynandem VII również zawierał cechy karykatury, a obrazy z wojny posiadają tyle silnych, rwących za serce chwytów malarskich i psychicznych, że urastają do jakiegoś ponurego symbolu!

Podobnie ponury jest też Toulouse-Lautrec, garbus pokrzywdzony przez naturę, odpłacający się światu za egoizm i brutalność wobec słabszych wielkopańskim prezentem w postaci genjalnych plansz z życia paryskiego. Te same cechy znajdujemy u Ropsa, który również pióro swe poświęcił cieniom i blaskom Paryża i kobiet. Jego „Edukacja młodej dziewczyny” jest szczytem obserwacji ostrej i nieubłaganej.

Jakkolwiek karykatura polska nie posiada tak bogatego repertuaru, jak karykatura francuska i angielska, to jednak sięga ona czasów Wita Stwosza, który w szeregu swych rzeźb, naprzykład w ołtarzu Marjackiego kościoła, dał nam wspaniałe typy w ujęciu karykaturalnem. Nie jest to wypadek odosobniony; np. w kaplicy Zygmuntowskiej i na innych zabytkach architektonicznych i graficznych znajdujemy pierwociny polskiej karykatury, w postaci zwierząt, jak niedźwiadka-trębacza, małpki-skrzypaczki w „Speculum juris” z r. 1430 i t. d.

Jakkolwiek mieliśmy jeszcze Macieja Morawę (ur. ok. 1590, zm. po 1657) i Teodora Konicza (ur. ok. 1690, zm. ok. 1780), to jednak dopiero w XVIII wieku karykatura polska dochodzi w pełni do głosu. Żyje wtedy przedewszystkiem Daniel Chodowiecki, genjalny artysta, a następnie Jan Piotr Norblin, założyciel pierwszej odrębnej szkoły karykaturzystów. Ilustracje jego do „Myszeidy” biskupa Krasickiego są tworem wielkiego artysty. Również bardzo ciekawe pozostawił szkice, przedstawiające ówczesne społeczeństwo, w cyklu „Zbiór strojów polskich”.

Dalsze etapy polskiej karykatury to przedewszystkiem Michał Płoński, zm. 1812, którego niektórzy porównują z wielkim Goyą.

Tygodnik AS nr 10, 5 maja 1935 (s. 4–5)

Udostępnij ten artykuł