Marzenia ludzkości na temat długiego życia i zdrowia są chyba równie stare, jak ona sama. Pod różnemi postaciami, wszędzie i zawsze powtarza się jeden i ten sam motyw przewodni: co czynić, aby dożyć zdrowej i rześkiej starości? Nawet najstarsze legendy opowiadają o tych szczęśliwcach, którym udało się oszukać niejako śmierć i przedłużyć swą wędrówkę na tym świecie.
Gdy w końcu XVIII wieku zjawił się na dworach europejskich monarchów słynny hr. de Saint-Germain, twierdzący, że posiada kilkaset lat wieku, to mimo iż twierdzenie jego brzmiało nieco… dziwnie, uwierzono mu, gdyż chciano mu wierzyć! Jest rzeczą przecież nadwyraz przyjemną zobaczyć na własne oczy człowieka, który zdołał wynaleźć eliksir, oddalający od nas na długi przeciąg czasu fatalną chwilę śmierci.
Na temat długowieczności wiele wygłaszano już teoryj, tworzono program życiowy, mający ją zapewnić, dawano takie i inne wskazówki. Najbardziej jednak chyba przekonywujące będzie to, co powiedzą o swojem życiu właśnie ci ludzie, którzy długowieczność znają nie z teorji, lecz… z praktyki.
Wśród dzisiejszych „asów” długowieczności na pierwsze bodajże miejsce wysuwa się 77-letni król Gustaw szwedzki, grający, jak wiemy, jeszcze świetnie w tenisa, prof. Edward Branly, mający 91 lat, prezydent republiki francuskiej Doumergue, jeden z najmłodszych wśród starych, ale bądź co bądź 72-letni, i słynna gwiazda kabaretów paryskich Mistinguett, o której wystarczy, gdy powiemy, że… nie jest młoda; podanie dokładnego wieku pozostawimy jej samej!
Z prezydentem Doumergue spotkałem się w jego posiadłości wiejskiej w Tournefeuille. Nie jest rzeczą bynajmniej łatwą otrzymać u niego audjencję, niemniej jednak chwile spędzone z nim nie są interviewem, lecz miłym odpoczynkiem. Prezydent czuje się zupełnie młody, zdrowie ma świetne, oczy jego rzucają błyski młodego człowieka.
— Co pan prezydent robi, aby zachować w swoim wieku taką młodość?
— Wstaję i kładę się spać bardzo wcześnie. Od chwili, kiedy opuściłem pałac Elizejski, czas mój rozdzielam między ogrodem a bibljoteką. Przedtem oczywiście musiałem poświęcać dużo czasu na sprawy państwowe; opuściwszy jednak fotel prezydjalny, podjąłem znowu me dawne przyzwyczajenia. Nawet one jednak nie pozbawiły mnie jednej godziny ćwiczeń fizycznych dziennie. Pozatem utrzymuję ścisłą djetę, którą mi przepisał mój lekarz, nie nadużywam niczego, ale też nie pozostaję nigdy bezczynny. We wszelkich okolicznościach życiowych staram się zachować uśmiech na twarzy, stosuję się punktualnie do mojego planu życia, śpię smacznie przez siedem godzin.
Zachować uśmiech na twarzy! Taka mała rzecz, a jednak jak mało ludziom ona się udaje!
Miałem też sposobność pomówić z wiecznie młodą Mistinguett, którą się zwykle przytacza jako wzór młodej starości. Przypominam sobie pewien antrakt w teatrze Folies Bergères, kiedy podczas montowania dekoracyj zwróciłem się do Mistinguett:
— Czy pani pozwoli postawić sobie pewne pytanie odnośnie pani sekretu?
— Jakiego sekretu? — zapytała zdziwiona.
— Sekretu pani młodości.
— Widzę, że pan mnie bierze za osobę żyjącą wspomnieniami! Zresztą mam już dość tego. Zarówno Paul Morand, jak też Clément Vautel wraz z niektórymi innymi przyzwyczaili się uważać mnie za rodzaj starej relikwji! Ja i relikwja! Moja garderobiana może panu pokazać mój akt urodzenia.
— Zaczęłam występować bardzo młodo w music-hallu. Dlatego też oddawna się o mnie słyszy. Jestem zresztą młoda, młoda ciałem i duszą. Mam świetny apetyt, śpię dobrze, a również wypić lubię. Nigdy się nie gimnastykowałam, gdyż zwykła próba w music-hallu starczy za najlepszą gimnastykę. Nie używam nigdy żadnych specjalnych środków ani odmładzających kuracyj, ani też kąpieli z mleka. Piję najchętniej szampana. Tajemnicą mojej młodości jest to, że kocham ponad wszystko życie!
Innym znów razem udałem się do Instytutu Katolickiego, gdzie miałem spotkać się z prof. Edwardem Branly. Spotkałem go przechodzącego przez jezdnię, opartego o dwie laski.
— Dlaczego pan profesor używa dwóch lasek, idąc przez jezdnię, podczas gdy na trotuarze podpiera się tylko jedną? — zapytałem go.
— Widzi pan, to jest tylko sposób na automobilistów — odparł, uśmiechając się, staruszek — gdyż wtedy więcej uważają na przechodzącego starca.
— Wyrażenie to, profesorze, śmiesznie brzmi w pańskich ustach, gdyż nie wycofał się pan nawet ze swojej pracy naukowej…
— Owszem, wycofam się, gdy się postarzeję. Może jak będę miał 100 lat, a może później! Nieraz mi mówią, że powinienem pomyśleć o śmierci — uważam jednak, że można z tem zaczekać, i pracuję dalej po 14 godzin dziennie, jedząc śniadanie w Instytucie, aby nie tracić czasu.
— Jakiż pan posiada sposób, aby dożyć tak długiego wieku?
— Uważam na siebie. Mało jem, raz tylko dziennie obfitszy obiad w południe, a rano i wieczorem tylko coś bardzo lekkiego. Bardzo chętnie pijam szklankę wina z wodą, gdyż wino oczyszcza organizm.
Pożegnawszy słynnego uczonego, przyglądam mu się jeszcze chwilę z boku i stwierdzam, że naprawdę ma ruchy… młodzika!
Trudniej było z interviewem u króla Gustawa szwedzkiego, gdyż trzeba się o to starać u szambelana, pełniącego służbę, i mieć polecający list swego ambasadora. Udało mi się jednak mówić z nim podczas jednej z jego podróży na korcie tenisowym. Na moje pytanie, jakim jest sekret jego młodości, odparł uprzejmie:
— Sekret ten jest bardzo prosty. Od małego dziecka uprawiam sporty, najchętniej tenis i polowanie. W Sztokholmie założyłem „Idrotts Club”, t. j. klub sportowy. Pomimo bardzo krótkiego wzroku, który mnie zmusza do noszenia dwóch nieraz par szkieł, zdołałem odnieść szereg zwycięstw na korcie tenisowym. Uważam sport za najlepszy środek zachowania młodości i cała moja rodzina również go uprawia. Żyję bardzo skromnie, mało jadam. Nigdy nie stosowałem żadnych odmładzających kuracyj.
Jego Królewska Mość Gustaw V, potomek marszałka Bernadotte’a, księcia de Ponte Corvo, ściska mi tak silnie rękę, że nie potrzebuje zapewniać mnie o swej młodości!
Armand Avronsart

Tygodnik AS nr 22, 28 lipca 1935 (s. 19)