Sen zimowy pluszowych niedźwiadków

Technika, panująca wszechwładnie, wdarła się również do duszy dziecka: nic dla niego bardziej emocjonującego, jak minjaturowy samochodzik lub rower.

Lato… Słońce praży, a soczysta zieleń parków i łąk nadwodnych wzywa kusząco do zabawy na wolnej przestrzeni. Żegnajcie, ołowiani żołnierze, z których niejeden podczas zimy stał się w zaciekłym boju nieszczęsnym inwalidą! Żegnajcie, pluszowe niedźwiadki! I na was przyszedł czas, abyście udały się za przykładem żywych prototypów na sen zimowy.

Żegnajcie, schludnie urządzone sklepiki z wagami, kuchenki, pokoiki lalek z powiewającemi liliputiemi firaneczkami, ze stoliczkami, nakrytemi serwetkami wielkości przekroju jabłka! Do szaf i skrzyń zamyka się zabawki, ożywiające umysły dzieci w zimie, gdy pozamykane okna stanowią zaciszną zaporę przed wichurą, a łagodny blask lampy wypełnia przytulnie pokój dziecięcy.

Jest lato i nadszedł okres innej zabawy. Z przechowalni zabawek, a przedewszystkiem ze sklepów, przynoszą rodzice, wujaszkowie i ciocie piękne, barwnie pomalowane namioty, między któremi rozegra się na zielonej łące zażarta bitwa Siuksów z Mohikanami. Niejeden umalowany na brązowo prowizoryczny Indjanin straci — naturalnie pozornie — skalp i stanie się jeńcem wrogiego obozu. Z napiętych łuków wylecą ze świstem strzały, przybrane w barwne piórka, a także broń „palna”, nabijana kapslami lub korkami, zajmie właściwe miejsce na placach zabawowych.

Tam, gdzie przestrzeń pozwala na to, krążą trójkołowe rowery, hulajnogi, małe samochody, poruszane nogą, i wreszcie wrotki. Zaczerwienione emocją, rozbawione dzieciaki torują sobie drogę głośnem nawoływaniem. Niejeden Zdziś czy Zbyś wraca podrapany, posiniaczony, ale dumny i szczęśliwy. Pobił dzisiaj wysiłek kolegów, jeździł najszybciej, przebył największą ilość metrów. 10-letni rekordzista placu zabawowego ma się czem pysznić!

Nieśmiertelne są gry na wolnem powietrzu piłkami wszelkiego rodzaju. Wirują w powietrzu barwne, szare i brunatne piłki, od najcięższych skórzanych do najlżejszych gazowych. Po fali wodnej sunie wielka kolorowa piłka, na którą czyha ociekający wodą dzieciak. Improwizowane korty tenisowe i place krokietowe na trawnikach rozbrzmiewają wesołą zabawą.

Na każdym kroku zaznacza się bałwochwalcze naśladownictwo starszych. „Skoro mój tatuś jest lotnikiem, to i ja nim muszę zostać — kombinuje mały Jaś, bawiący się samolotem-zabawką. — Ale nie polecę na tym malutkim samolocie, boby mnie nie uniósł. Narazie ćwiczę się tak tylko, dla zabawy”.

Lecz główną atrakcją dzieci pozostaną chyba zawsze małe stateczki, puszczane z hałaśliwym zapałem na wodę. Czy na plaży morskiej, czy nad brzegiem rzeki lub stawu, wszędzie skupiają się gromadki dzieci z małemi łódkami i okrętami, rozpalone ciekawością, czyj okręt popłynie najszybciej. Odbywają się istne regaty tam, gdzie tylko rozbłyska toń wodna. Zagranicą znajdują się w każdym parku zabawowym specjalne baseny dla dzieci, codziennie oblegane przez tłumy małych marynarzy.

Tak oto spędzają dzieci najrozkoszniejszy okres roku, letnie wakacje szkolne, podczas których nieobciążone nauką małe główki przejęte są tylko jedną myślą: jakiej zabawie poświęcić piękny, słoneczny dzień dzisiejszy?

M.

Tygodnik AS nr 17, 23 czerwca 1935 (s. 25)

Udostępnij ten artykuł
Brak komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *