Wieki całe przeszły, zanim spóźniona miłość morza ogarnęła cały naród polski. Ponad całym krajem wieje z wzrastającą mocą ożywczy wiatr od morza, podniecający obywateli nie do słów pustych, lecz mocnych czynów i ofiar.
„Liga Morska i Kolonjalna” mądrze ujęła w organizacyjną więź szczery afekt społeczeństwa ku morzu, ustanawiając jedno z najmilszych państwowych świąt — „Święto Morza”. W kalendarzu łączy się ono z tradycyjnym słowiańskim obrzędem wianków, spływających wszelkiemi dorzeczami z całego kraju do Wisły, a z nią do morza polskiego. W dniu tym ludność całego Państwa gromadzi się nad wodami, odnawiając swe śluby z morzem, z otwartemi nanowo wrotami na świat Boży.
Dzięki umiejętnej propagandzie „Ligi Morskiej i Kolonjalnej”, na czele której stoi dzielny żołnierz i obywatel gen. Orlicz-Dreszer, z roku na rok wzrasta nasza prężność moralna, wzrasta nasz zdrowy, wielkomocarstwowy apetyt, pragnący coraz mocniejszego władztwa nad morzem.
Już nie zadawalają nas nowiuteńkie modele pasażerskich statków, budowane przez obcych. Pragniemy rozpocząć budowę swoich okrętów na własnej gdyńskiej stoczni! Nie cieszą już nas skromne jednostki wojennej marynarki, lecz pragniemy coprędzej ujrzeć na naszych wodach potężny własny krążownik, wzbudzający wśród obcych postrach i szacunek.
Nie wystarcza nam samo wzrastanie eksportu towarów drogą morską, na coraz to nowych szlakach, wiodących niejednokrotnie do egzotycznych krajów. Zaczynamy coraz głośniej domagać się własnych kolonij, słusznie legitymując się przed areopagiem ludów świata swą chlubnie przez miljony naszych emigrantów spełnianą od dziesiątek lat pracą cywilizacyjną wśród obcych.
Obywatele polscy uświadomili sobie już dokładnie wartość energicznej, wielkomocarstwowej polityki zamorskiej dla naszej przyszłości gospodarczej. Społeczeństwo już wie, iż Gdynia nie jest wartością zamkniętą samą w sobie, nie jest li tylko portem dla ułatwienia rozwoju obcej morskiej żeglugi, lecz odskocznią dla naszej gospodarczej i politycznej ekspansji, która szuka i zdobyć musi nowe tereny dla eksportu towarów i dla miljonów rąk roboczych.
Tygodnik AS nr 19, 7 lipca 1935 (s. 16–17)