Nieraz podziwiamy piękne architektonicznie formy i linje w budownictwie. Obserwując różne, rozsiane po świecie wspaniałe budowle, odnosimy się z pełnym uszanowaniem do człowieka, jego pracy, owocnej w doskonałe rezultaty, i ducha twórczego, który poprzez wieki kierował jego ręką.
Cały jednak podziw ustępuje miejsca zdumieniu, kiedy poznamy dzieła przyrody, kiedy podpatrzymy jej tajemnice i pomyślimy o niespożytej energji, z jaką tworzyła swe twory w odmianach i gatunkach, niedających się zliczyć.
Oglądając dzieła natury zbliska, nie zgubione wśród parków i łąk, łatwo nabrać słusznego zresztą przekonania, że to nie człowiek, ale przyroda jest tym zdumiewającym budowniczym, pełnym pomysłowości i fantazji. Przypatrzmy się źdźbłu trawy, wiotkiej paproci, kłosom, ciężkim od ziarna, kielichom kwiatów. Przed nami staje otworem — nieznany dotąd — jakże wspaniały świat, pełen nowych, pięknych i nieznanych form o szlachetnej giętkości, subtelnej, rozwijającej się miękko konstrukcji, którą kieruje wszechwładna logika.
Podobną strukturę, jak ta, którą podziwiamy w chińskiej pagodzie, posiada najzwyklejsze źdźbło trawy. W kiściach kwiecia pewnego gatunku trawy odnajdujemy szlachetne kształty wspaniałych wież egzotycznego budownictwa. Gotyk ze swą smukłością, wykrojem okien, ornamentyką i żebrowaniem sklepień nasuwa równie bardzo wiele porównań ze światem roślin. Złoty pastorał biskupi to nic innego, jak powiększona kopja drobnych listków pewnej rośliny wodnej, rozwijającej się spiralnie.
Tych kilka zebranych tu fotografij potwierdzi zapewne przypuszczenie, że odwieczna twórczość przyrody ma decydujący wpływ na rozwój sztuki wszystkich narodów — wszystkich czasów.
Tygodnik AS nr 16, 16 czerwca 1935 (s. 12–13)