Jak pracują „oczy i uszy świata”

Aparatura dźwiękowa wytwórni „Foxa”, zmontowana na własnym samochodzie, podczas zdjęć pogrzebu ś. p. Marszałka Piłsudskiego na Wawelu.

„Oczy i uszy świata” pracują z niebywałą szybkością, pokonując zwycięsko dwóch największych wrogów aktualności: czas i przestrzeń.

Patrząc na tygodnik filmowy przez kilkanaście minut przed rozpoczęciem się właściwego programu, przyzwyczailiśmy się uważać go jedynie za skromny dodatek do przedstawienia. W Paryżu istnieją jednak kina, które wyświetlają wyłącznie tygodniki filmowe i to bez przerwy od godziny 11 przed południem do 11 w nocy. To też, chociaż znamy dokładnie planetarjum światowego filmu, nasze wiadomości o dzienniku filmowym są naogół dość skąpe, mimo że geneza tych krótkometrażówek obfituje w znacznie większą ilość sensacyjnych i interesujących szczegółów, niż realizacja niejednego głośnego super-filmu.

Statystyki podają, że roczna konsumcja taśmy filmowej na całym świecie przekracza 500 miljonów metrów, czyli okrągło pół miljona kilometrów. Stosunkowo znaczny odsetek z tej globalnej cyfry przypada na produkcję tygodników filmowych. „Fox Movietone News” oblicza, że jego tygodnik ogląda tygodniowo 2 miljony ludzi. Uplastyczni się nam wyraźniej ta cyfra, gdy znów zajrzymy do statystyki. Na kuli ziemskiej istnieje 60 tysięcy kinoteatrów. Jeżeli założymy, że kina te dają przeciętnie po trzy przedstawienia dziennie, to otrzymamy miljon dwieście sześćdziesiąt tysięcy przedstawień tygodniowo. Jeżeli zaś przyjmiemy, że przeciętne kino jest w możności pomieścić 500 osób, to przekonamy się, że 30 miljonów ludzi spędza codzień przyjemnie czas w kinoteatrach świata. I dla tych to trzydziestu miljonów kręci „Metro”, „Pathé”, „Fox” i „Paramount” tygodniki filmowe, których „nakład”, jak to widzieliśmy, przekracza wielokrotnie najbardziej fantastyczne nakłady pism i tygodników amerykańskich czy angielskich.

Przypatrzmy się obecnie wewnętrznej organizacji tych wytwórni. Centrale firm, produkujących tygodniki filmowe, mieszczą się wszystkie nie w Hollywood, lecz w Nowym Jorku. Poszczególne filje znajdują się natomiast niemal we wszystkich większych stolicach Europy. Jak na wstępie zaznaczyliśmy, wytwórnia musi walczyć o najwyższy stopień aktualności zdjęć przeciw dwom olbrzymim potęgom, którym na imię przestrzeń i czas. Przestrzeń zwalcza się techniką — czas organizacją.

Przedsiębiorstwa tej branży dysponują niemal wszystkiemi środkami lokomocji doby dzisiejszej, a przedewszystkiem specjalnym parkiem samochodowym i samolotowym. W wigilję dnia pogrzebu ś. p. Marszałka Piłsudskiego mieszkańcy Krakowa mieli sposobność oglądać wspaniały samochód „Foxa”, należący do ekspedycji, której celem było dokonanie zdjęć z przebiegu pogrzebowych uroczystości. Takich samochodów, z kompletną aparaturą do kręcenia filmu dźwiękowego, posiada firma „Fox” 157. Te wytwórnie filmowe na samochodach pracują nietylko w Europie, lecz również w Afryce, Indjach, Japonji i w Australji. Gdzie nie można dotrzeć samochodem ani motocyklem, gdzie nie można przecisnąć się z małą ręczną kamerą filmową — tam wyrusza samolot. Z samolotu reporter „Foxa” dokonał fenomenalnych zdjęć z przebiegu wstrząsającej katastrofy wielkiego transatlantyckiego parowca „Morro Castle”.

O rekord szybkości walczą nieubłaganie cztery największe, konkurujące ze sobą wytwórnie tygodników dźwiękowych: „Metro”, „Pathé”, „Fox”, „Paramount”. Jest to zupełnie zrozumiałe, jeżeli się zważy, że film spóźniony — to znaczy wyświetlony choćby o godzinę później, niż obraz konkurencji — jest stracony. Dlatego też organizacja transportu filmu jest w przedsiębiorstwach tych problemem kapitalnym i powierzana bywa z reguły specjalistom. Trzeba bowiem sobie uzmysłowić, że nawet potężny „Fox” nie wszędzie dysponuje samochodami — nie wszędzie istnieją linje lotnicze.

Pakiet z taśmą filmową nie bywa nadawany jako przesyłka pocztowa. Specjaliści transportowi znają konduktorów sypialnych wagonów, maszynistów i palaczy międzynarodowych, błyskawicznych pociągów, którzy za pewną opłatą, z pominięciem wszelkich formalności (zabierających drogocenny czas nawet przy najsprawniejszem urzędowaniu), przewożą pakiet filmu do odpowiedniego portu morskiego czy lotniczego. Nawet przez ocean odbywa film podróż sposobem kombinowanym. Zazwyczaj kilkadziesiąt kilometrów przed portem przerzucony zostaje do łodzi motorowej, która w błyskawicznem tempie przewozi go do miejsca przeznaczenia na godzinę lub dwie przed przybyciem okrętu.

W trzy kwadranse od chwili otrzymania pakietu film jest wywołany i pocięty. Usunięto z niego wszystkie mniej interesujące miejsca i dosynchronizowano — w miarę potrzeby — muzykę, która gotowa oczekuje w laboratorjach. Jeśli na jednem ze zdjęć przemawiał angielski czy francuski dyplomata i, zaskoczony przez nachalnego Fox-mena, jąkał się przy wygłaszaniu do mikrofonu kilkunastu frazesów o światowej polityce, może być spokojny, że redaktorskie nożyce uczynią z niego świetnego mówcę. W tygodnikach dźwiękowych niema jąkałów — wszystko zbędne i nudne zostaje wycięte wprawną i odpowiedzialną ręką.

Taki Fox-men czy Paramount-men jest bardzo ważną osobistością w filmowo-dźwiękowej służbie informacyjnej. Podobnie jak dla „speców” transportowych nie istnieją żadne trudności komunikacyjne, tak dla takiego gentlemana zwarty kordon policji czy zamknięty dworzec nie może stanowić przeszkody. Musi on wszędzie umieć się dostać, zdobyć minutę czasu u Mussoliniego czy księcia Walji, mieć nieomylny węch aktualności i niebywałą przytomność umysłu. Lecz najważniejszy i obarczony największą odpowiedzialnością jest właściwy twórca reportażu — „człowiek, który kręci”. Dzięki zimnej krwi i niesłychanemu nerwowi zawodowemu jednego z nich posiadamy wierny obraz przebiegu zamachu marsylskiego.

Życie tygodników filmowych nie jest zbyt długie. Są one przecież ustawicznie biegnącą historją świata. Najsensacyjniejsza nowość po kilku tygodniach znika z ekranów i wędruje do archiwum. Po kilkunastu latach stare tygodniki nabierają ceny, która wzrasta z każdym upływającym rokiem. Emocjonujący reportaż zaczyna nabierać charakteru dokumentarnego, będąc zarazem źródłem historycznem o niezbitej sile dowodowej.

Za pół wieku zastosowanie archiwalnych materjałów filmowych osiągnie rozmiary, które dziś jedynie w przybliżeniu da się przewidzieć. Jakież usługi oddadzą zbiory tygodników filmowych przy montowaniu filmów historycznych. Gdy, powiedzmy, po 150 latach pokoju zechce się światu w roku 2100 zrealizować epopeję filmową o wielkiej wojnie — reżyserzy ówcześni będą mogli wmontować w osnowę filmu autentyczne zdjęcia wszystkich wybitniejszych osobistości minionego stulecia.

Poprzednie wieki odchodziły w przeszłość, pozostawiając po sobie ślad w książkach i portretach. I słowo, i pendzel raczej upiększają i idealizują; my natomiast żyjemy i umieramy przed krytycznym i chłodnym objektywem. Takiemi bowiem są „oczy i uszy świata”, które patrzą na wiek dwudziesty.

Tygodnik AS nr 15, 9 czerwca 1935 (s. 18, 20)

Udostępnij ten artykuł
Brak komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *