Marynarka, czy smoking?

Drobiazgi dobrze urządzonego gentlemana: składane lusterko do golenia z żarówką ukrytą w blaszanym abażurze.

Z mody męskiej.

Wszyscy narzekamy na kryzys i idąc w ślad za tym pesymistycznym nastrojem dostrajamy nasze potrzeby życiowe do mocno „przystrzyżonego” budżetu miesięcznych wydatków. Ograniczamy się więc przedewszystkiem w przyjemnościach — w szukaniu rozrywek, które pociągają za sobą wymogi ubraniowe. A gdy już nie możemy odmówić sobie przyjemności wybrania się wieczorem do teatru, na dancing lub do jakiejś eleganckiej restauracji (bo chyba tylko o takiej może być tu mowa), natenczas staramy się wmówić sobie, że wystarczy ubrać się w zwykłą ciemną marynarkę i możliwie jasną koszulę, a wymogom kodeksu dobrze ubranego mężczyzny stanie się w zupełności zadość.

Pod tym względem mylimy się jednak zasadniczo. Jeszcze nietak dawno temu żaden szanujący się gentleman nie ośmieliłby się pojawić wieczorem w publicznym lokalu w innym stroju, jak tylko we fraku, lub najmniej smokingu, przyczem smoking używany był przeważnie na zebraniach w męskich klubach. Potem i on uzyskał powoli „prawo obywatelstwa” na szerszej arenie życia nocnego i wyrugował w znacznej mierze najbardziej twarzowy strój gentlemana — frak.

W ostatnich paru latach nastąpił pod tym względem zasadniczy przewrót. Mężczyźni zbuntowali się przeciw surowym przepisom kodeksu ich mody i poczęli je otwarcie ignorować. W ten sposób doszło do wszechwładztwa ubrania marynarkowego, które stało się uniwersalną formą stroju męskiego. Nie ulega wątpliwości, że dużą winę ponoszą tu kobiety, które zamiast bronić się przed tą „demoralizacją” płci brzydkiej, wolały uzyskane stąd, fikcyjne zresztą, oszczędności przelać na konto swych toaletowych potrzeb.

Ostatnio zaczyna u nas objawiać się inicjatywa, zmierzająca do powrotnego wprowadzenia dawnego władztwa fraka i smokinga. Niektóre restauracje, nastawione zresztą na elegancką klijentelę, wprowadziły specjalne zniżki w cenach potraw i napoi dla tych gości, którzy pojawią się w lokalu przynajmniej w smoking ubrani. Nawet teatry, a wśród nich przedewszystkiem scena „Michel” z inicjatywy jej dyrektora Roberta Trebora, wprowadziły zwyczaj wręczania wyfraczonym panom nagrody za strój wieczorowy w postaci wartościowych upominków.

Czy jednak to wiele pomoże i zachęci „zbuntowanych” do zmiany zasadniczych pojęć?

Karol Martel (Paryż).

Tygodnik AS nr 2, 10 marca 1935 (s. 28)

Udostępnij ten artykuł