Gdyby polityka nie była rzeczą tak nad wyraz smutną w swych następstwach, mogłaby być nawet bardzo wesołą! Te wszystkie bowiem śmieszne epizody, dziwactwa i głupstwa, które w codziennem życiu przeciętnego człowieka zmuszają do ironicznych uwag, spotykamy również w egzystencji narodów, tylko że tym razem chodzi tu o daleko wyższą stawkę.
Zwłaszcza obecna sytuacja polityczna dziwnie nadaje się do sparodjowania. Stworzono bałwana, któremu wszyscy się kłaniają — Ligę Narodów — a równocześnie nikt się z nią nie liczy. Mówi się nałogowo o rozbrojeniu, a wszyscy się zbroją. Swobodę i wolność nazywają zdobyczą XX w., tymczasem robi się wszystko, by ją sprowadzić do minimum. Przechodzi się milcząco koło straszności regimu sowieckiego, rewolucji w Hiszpanji i tylu innych okropności dnia dzisiejszego i twierdzi się, że żyjemy w wieku postępu. Świat współczesny przypomina trochę albo dom złośliwych warjatów, albo też bolesne igraszki źle wychowanych dzieci.
A ileż to powstało nowych centrów niepokoju? Włochy walczą z Jugosławją o Adrjatyk, Austrja, naciskana ze strony Włoch i Rzeszy, „wymiguje się” jak może od swych opiekunów, Węgry dopominają się od Czech i Rumunji o swe dawne terytorja, jakoteż o prawo decydowania o swym królu. Irlandja raz po raz chwyta za broń pod przewodnictwem de Valery. Litwa cierpi na „megalomanję acuta” i żongluje między Rosją a Niemcami; na innym znów odcinku mapy państwa bałkańskie, węsząc w powietrzu burzę, starają się stworzyć silny blok, któryby stanowił mur ochronny. Ale też i biedna, życiem skołatana Marianne francuska znosić musi brutalne zaloty dwóch starających się — Ognistego Krzyża i lewicy.
Nie można powiedzieć, aby obecna sytuacja odznaczała się wybitnym… spokojem! Jedyny sposób, aby żyć w tych czasach, jest… nie przejmować się i czekać, co przyszłość przyniesie.
Jgm.

Tygodnik AS nr 21, 21 lipca 1935 (s. 31)