Ekwilibrystyka ustrojowa

Po rządach despotycznych tureckich sułtanów władzę w tym kraju sprawuje dyktatura w osobie prezydenta republiki Mustafy Kemala, zwącego się obecnie Atatürkiem.

Obserwowałem kiedyś, jak pewien sportowiec, który wrócił właśnie z Anglji, popisywał się rzucaniem bumerangu. Dziwny ten, zakrzywiony pod kątem przedmiot wraca — jak wiadomo — pod tym samym kątem, pod którym wyleciał. Widok określonej przez bumerang drogi wywoływał w moim umyśle dziwny niepokój, starałem się bowiem przypomnieć i konkretnie określić zjawiska życiowe, które tę drogę przypominają. Myśl zasadnicza: przebyć długą drogę i wrócić na to samo miejsce nieraz znajduje swe potwierdzenie w życiu.

Gdy przypatrzymy się baczniej dzisiejszym zjawiskom życia, zauważymy łatwo, że najlepiej do owej bumerangowej trasy podobne są drogi ustrojów współczesnych państw europejskich.

Żeby choć tylko mniej więcej znaleźć tę analogję, trzeba sięgnąć do XVIII wieku, do czasów „oświeconego absolutyzmu”. Po zdławieniu przez wielkich monarchów feudalizmu, t. j. ustroju, w którym każdy stan miał swe drobne wprawdzie pole autonomji i był tylko uzależniony hierarchicznie od monarchy, powoli wszystkie sprawy coraz bardziej zaczęły podlegać osobistej decyzji monarchy i całe życie państwowe toczyć się naokoło niego. Takim klasycznym przykładem tej formy rządów, którą można nazwać despotyczną, był król Słońce, Ludwik XIV, który, nie przesadzając zgoła, mógł powiedzieć o sobie: „L’état c’est moi” — państwo to ja sam!

Nadużycie władzy monarszej sprowadziło wkońcu krytykę warstw oświeconych, przedewszystkiem statystów, uczonych, wkońcu encyklopedystów. Wytworzyła się natomiast inna koncepcja tej władzy, twierdząca, że jest zupełnie uzasadnionem, aby monarcha oświecony, mądry i do rządów przygotowany rządził despotycznie swym krajem dla dobra poddanych, nawet wbrew ich woli. Szczęściem właśnie wtedy, t. j. wkońcu XVIII wieku, znalazło się kilku mądrych i oświeconych władców, jak Katarzyna II, Józef II i Fryderyk II, zwany Wielkim. Jak wiadomo, Józef II tak dalece ingerował w życie swych poddanych, że wydał przepisy nawet odnośnie ilości świec, mających się palić przy katafalku zmarłego, ale wprowadził też wiele mądrych i pożytecznych ustaw i reform.

Gdy jednak światli ci monarchowie ustąpili miejsca mniej mądrym, oświecony absolutyzm zaczął tracić rację bytu i uchodzić coraz bardziej za przeżytek. Początkiem nieporozumień między ludnością a władzą monarszą były, oczywiście poza rewolucją francuską 1789 r., dekrety, które zdławiły cenzurą prasę, a które stały się powodem wygnania króla. W tymże samym czasie, t. j. w 1830 r., Belgja zrzuca panowanie Holandji, a Polska chce potargać więzy rosyjskie. Wkrótce znów walki zaczynają niepokoić Europę. Rok 1848 zaznacza się nieomal wszędzie rozruchami: w Paryżu, Berlinie, na Węgrzech, w Pradze, Wiedniu, we Włoszech — wszędzie wybuchają protesty ludności, domagającej się konstytucji.

I powoli Europa otrzymuje konstytucje. Era konstytucyj europejskich zaznacza się dwiema cechami: parlamenty stają się nieraz forum wygrywania partyjnych i czysto osobistych interesów, co osłabia zdolność pracy produktywnej, a z drugiej strony państwo jako takie zaczyna coraz bardziej wchodzić we wszelkie dziedziny życia człowieka prywatnego i wywierać na niego wpływ równie absolutny, jak dawny monarcha. Dzieje się to jednak w imię abstrakcji — Państwa.

Po wojnie światowej psuje się nietylko stan ekonomiczny krajów, ale też ich ustrój. Panuje bezgłowie we wszystkich dziedzinach, ludzkość ratuje się eksperymentami. Parlamenty radzą bezowocnie, rozprzęgają się coraz bardziej, większość jest zdezorjentowana.

W takich właśnie beznadziejnych okolicznościach powstają w różnych krajach Europy ludzie silni, ludzie znający życie i dynamikę państwową, którzy, nie bacząc na protesty tych, co się trzymają litery prawa, ujmują w swe ręce ster państwa dla dobra ogółu. Większość przyznaje, że tylko jeden człowiek, silny, energiczny i obdarzony zaufaniem ogółu, zdoła sprostać zadaniom chwili. Ludzi tych zwiemy dyktatorami. Mają oni bezwzględną władzę, wszystko kieruje się podług ich woli i kręci koło ich osoby.

Różnica między nimi a dawnymi, despotycznie rządzącymi monarchami jest zasadnicza: służą oni państwu, a nie interesom dynastycznym, a co jest najważniejsze — wychodzą niejako z potrzeb ogółu, są emanacją interesów narodowych. Ludzie ci stanowią w historji świata bardzo ciekawy i dosyć odrębny typ mężów stanu. Charakterystyczną ich cechą jest również to, że są nawskróś nacjonalistami i w pełni symbolizują aspiracje życiowe raczej swego narodu jak swego państwa. Dyktator współczesny niekoniecznie zajmuje miejsce naczelne i najwyższe w państwie, nieraz stoi hierarchicznie niżej od naczelnika państwa, który w tym wypadku jest tylko jego odblaskiem, a nie odwrotnie.

Oczywiście, że nie można stworzyć żadnej konkretnej teorji co do powstania dyktatur: rozwój ich zawsze uzależniony jest od warunków lokalnych, charakteru narodu i tysięcznych szczegółów. W niektórych państwach dyktaturę zdobywa monarcha względnie naczelnik państwa. Tak było w Jugosławji przez pewien czas rządów króla Aleksandra I, tak jest w Portugalji, gdzie prezydent republiki generał Carmona jednoczy w swym ręku całą władzę, tak jest też mutatis mutandis w Bułgarji, a w pełni w Turcji i w Niemczech.

Lecz są też dyktatury, które ze względu na warunki lokalne przybierają postać nad wyraz skomplikowaną. Gdy król Alfons XIII stwierdził, że normalnemi środkami nie da się zaradzić rozkładowi państwa i kreciej robocie skrajnej lewicy, wyniósł nieomal z nicości generała Primo de Rivera, markiza de Estella, który był jednym z prowincjonalnych gubernatorów. De Rivera był narzędziem w ręku króla, niemniej jednak zdobył wkrótce takie stanowisko, że zaczął rzucać cień na osobę monarchy. Gdy rządy dyktatorskie dały się Hiszpanji zbyt silnie odczuć, Alfons XIII usunął dyktatora, starając się zatrzeć jego imię w pamięci Hiszpanów. Przejście gwałtowne od dyktatury do rządów konstytucyjnych było jednym z powodów upadku monarchji.

Jeszcze ciekawiej przedstawia się sprawa dyktatury we Włoszech. Kiedy Mussolini na czele swych czarnych koszul zjawił się przed murami Rzymu celem zrobienia porządku w ojczyźnie i dania jej ustroju, umożliwiającego rozwój drzemiących sił moralnych i materjalnych, król Wiktor Emanuel III znalazł się jak mało który monarcha „w kropce” i… przywitał przyszłego dyktatora, legalizując tym czynem jego samozwańcze bądź co bądź wystąpienie. Od tego czasu genjalny Duce korzysta z powagi królewskiej i, opierając się na tradycjach państwowych, jest nieograniczonym panem Włoch, stojąc niejako obok monarchy.

Jak widzimy, zjawiskiem towarzyszącem nieraz dyktaturze jest, mimo wszechwładzy, korzystanie z istniejących już kapitałów moralnych monarchy czy państwa, chociażby akcja jej szła po linji przeciwnej dawnym instytucjom.

Nad wyraz dziwnie przedstawia się obecny ustrój Rosji, który żywcem przypomina ów przysłowiowy bumerang, wracający do miejsca, z którego wyszedł. Po upadku despotycznego reżimu carskiego Rosję ogarnął szał radości, który doprowadził ją prostą drogą do oddania całej władzy ludowi pracującemu. Oczywiście, że musiał on mieć swych reprezentantów w postaci rządu i sowietów, zgromadzeń, odpowiadających mniej więcej naszym władzom jednoosobowym. Państwo komunistyczne stało się wszechwładnym panem życia i śmierci ludu, dla którego de nomine miało pracować. Zaszło tymczasem zjawisko nieoczekiwane przez samych twórców nowego państwa. Najwyższy reprezentant władzy sowieckiej został dyktatorem, gorzej — satrapą, jakim nigdy żaden car nie był. Opierając rację swego bytu na posłannictwie dla dobra ludu, stał się największym jego ciemięzcą. Od ukazów cara Iwana Groźnego czy szalonego Pawła I do dekretów Lenina czy Stalina był tylko jeden krok i drogi ustroju rosyjskiego, wychodzące z tak odmiennych założeń, zeszły się w jednym krwawym punkcie.

Obraz ten nie byłby kompletnym, gdybyśmy nie dodali, że dzisiejsze dyktatury idą nieraz po drodze, nakreślonej już wieki temu. Czemże innem jak nie dyktatorem był Napoleon I, gdy objął stanowisko pierwszego konsula, lub Cromwell w Anglji? Gdy jednak pierwszy wędrówkę swą polityczną zakończył na stopniach tronu, angielski mąż stanu postąpił podobnie jak Juljusz Cezar, nie chcąc przyjąć tytułu monarszego. Ale i za naszych czasów dyktatura prowadzi nieraz wprost do tronu. Tak stało się w małej Albanji, a oddawna krążą pogłoski o podobnem poczynaniu Kemala Mustafy.

Jak o każdem głęboko uzasadnionem zjawisku, tak również i o dyktaturze nie można wyrażać się ogólnikowo. Jest ona bezwątpienia koniecznością danej chwili, jest zjawiskiem integralnem naszych czasów i w wielu wypadkach jedynem wyjściem przed chaosem społecznym, ekonomicznym i ideowym, zwłaszcza jeżeli chodzi o państwa nowopowstałe.

J. Godziemba

Generał Primo de Rivera w rozmowie z królem Alfonsem XIII
Zmarły dyktator Hiszpanji, gen. Primo de Rivera, podczas narady z królem Alfonsem XIII.

Tygodnik AS nr 22, 28 lipca 1935 (s. 4–5)

Udostępnij ten artykuł
Brak komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *