Nadszedł czas, kiedy tak bardzo zbliżono się do natury, jej prawd i logiki. Czas, w którym według niej poczęto tworzyć proste dzieła z żelaza — do tej natury, która stworzyła kwiat.
Dziś człowiek stawia pomniki naturze. Wieńcem swej wiedzy oplata wszechświat. I myśli, że wydrze mu jeszcze jakieś tajemnice. Że odgadnie siebie i stanie na piedestale.
Kiedy myśli i wiedza człowieka przeszły okres metapsychicznych zapytań, gwiazd i ciemności nocnych, kiedy minęły okresy niewiary, mistycyzmu i ciemnoty, frywolnych żartów i społecznych kataklizmów — a lata Odrodzenia zapomniane — przyszedł wiek zrozumienia i zachwytu dla dzieł natury.
Człowiek dowiedział się wreszcie i potrafił się zdobyć na uczciwe stwierdzenie, że — nic nie wie. Wraz z tem głębokiem i zasadniczem zrozumieniem nastąpił początek ogromnego rozwoju ducha — a co za tem idzie, kultury materjalnej, ogarniającej świat cywilizowany w ostatnich latach.
Setki i tysiące mózgów położyły trwałe i żywe, drgające prawdą i wzorowane na naturze fundamenty pod stalowe dziś.
Gdy ukazały się pod koniec stulecia pierwsze maszyny — początek współczesnej cywilizacji — człowiek odwrócił się od nich ze wstrętem. Była to zabawka o nieskoordynowanych ruchach i nieużytecznych kształtach, posiadająca małą siłę źle skonstruowanych mięśni. Potwór, nieużytek, negacja dobrej budowy, anatomicznie niedorozwinięty — ale, o dziwo, właśnie z niego wyrosło wszystko, co dziś nazywamy pięknem techniki: opływowa linja pospiesznej lokomotywy, gigantyczne zbiorniki fabryki amoniaku w Oppau, stalowa koronka wieży Eiffla.
Tygodnik AS nr 10, 5 maja 1935 (s. 14–15)