Podróż — zaczarowane słowo, zaklęte w stalowe, biegnące w nieznaną dal tory kolei żelaznej — w potężne kadłuby pasażerskich samolotów — w szybkobieżne auto sportowe — w buczące „syrenim śpiewem” parowce…
Wszechpotężny dyrektor koncernu pragnie „odwiedzić” Nizzę i złożyć ostatnią może wizytę w ginącem na „uwiąd pieniężny” kasynie Monte Carlo — zakosztować hazardowej gry i zachłysnąć się słońcem południa…
Ubogie dziewczątko „od maszyny” marzy w swych, jakże skromnych, pragnieniach o wyjeździe do… Zakopanego, lub choćby do cichszej Zawoi…
Wielka dama pakuje kufry i wysyła je koleją do dalekiego Biarritz, sama zaś, pochylona nad kierownicą lśniącej Hispano-Suizy, mknie w ślad za swym bagażem.
Podróż — zaczarowane słowo, które w swej pełni zawiera urok dalekich, nieznanych stron, piękniejszych może od tego szarego kąta, gdzie przepędzamy lwią część zapracowanego żywota. Podróż to bajka, opowiadana sobie w głębi rozmarzonego wolnością serca, śmiejąca się oczami dziecka do siebie i świata całego…
Jesteśmy u progu lata, u progu sezonu wyjazdów. Miasto pustoszeje z dnia na dzień; ci, co zostają, liczą tygodnie do własnego urlopu, a ci, co jadą — pakują kufry, walizki i plecaki, każdy wedle swej kieszeni i swego marzenia.
Tygodnik AS nr 10, 5 maja 1935 (s. 16–17)