Nowela. — Ilustrował A. Żmuda.
W porze, gdy większość gości udała się do swoich pokoi, aby się ubrać w stroje wieczorowe do kolacji, w wytwornym hallu hotelowym siedziało dwóch panów, rozmawiając ze sobą. Był to dr. Haack, spędzający każde lato w Raguzie, oraz znajomy jego p. Lemons.
Lemons rozglądał się po pustym lokalu i po chwili rozpoczął pogawędkę:
— Nikogo jeszcze niema w sali jadalnej. Panie w tej chwili są bardzo zajęte, przygotowują się przecież do wieczorowego występu. Wyjmują z szaf toalety, piękne futra i błyszczące kolje. Po kąpieli każda kobieta musi nieco odpocząć, to jej dodaje blasku, a oczom głębszego wyrazu. Gdy wykonała ona ostatnie pociągnięcie szminki, wchodzi wtedy majestatycznie do sali. My, mężczyźni, nie zdajemy sobie jednak sprawy, ile trudu przysparza kobiecie utrzymanie swej piękności we właściwej formie. Ileż odbyć musi narad z krawcem i fryzjerem, ile zastosować zabiegów kosmetycznych! Ile też ofiar pieniężnych, ile osobistych wysiłków i czasu ponoszą kobiety, by zyskać naszą miłość!
Podczas opowiadania Lemonsa na twarzy Haacka ukazał się grymas niechęci. Rozmowny Lemons w dalszym ciągu prowadził swoje wywody.
— Nie rozumiem, co właściwie pana tak gorszy? — przerwał Haack słowa swego towarzysza. — Nie dociekam wcale, jak powstaje piękność; upajam się poprostu blaskiem błyszczących oczu, gibkością kształtów, wchłaniam woń włosów, nie staram się jednak dowiedzieć, jakich zabiegów jest to rezultatem.
Lemons nerwowo uderzył cygarniczką w stół.
— Niech pan wierzy dalej, ja tego nie uczynię. Zostałem sceptykiem wskutek pewnego wydarzenia.
[Dalsza część noweli wypełnia dolne szpalty s. 9 i całą s. 10; ze skanu nie udało się jej odczytać w całości.]
Tygodnik AS nr 10, 5 maja 1935 (s. 9–10)