Tyrolczyk, Bawarczyk, Austrjak kocha swe góry całem sercem. Przyswaja sobie nietylko strój góralski i jego ozdoby, lecz pieśń, muzykę, a nawet gwarę góralską, modną w dzisiejszych salonach niemieckich.
Cesarz austrjacki nie obawiał się narazić swój królewsko-apostolski majestat przez pokazanie się publiczne, z gołemi kolanami, w tyrolskim, tak ulubionym przez niego stroju.
To samo czyni dziś król angielski i lordowie Anglji, noszący z dumą uniform szkockich pułków góralskich, chełpiąc się swą spódniczką i golizną nóg.
Tyrolczycy potrafili w ostatnim czasie narzucić modę Europie i dziś nasze piękne panie w Zakopanem i Warszawie noszą tyrolskie kapelusiki z szczecinką.
A my!
Miłość do Tatr i Podhala zaszczepili w nas przed pół wiekiem poeci, muzycy i malarze, jak: Tetmajer, Karłowicz, Witkiewicz, Pawlikowski i in. Niektórzy przypieczętowali tę najgorętszą swoją miłość tragiczną śmiercią wśród Tatr. Wśród współczesnych jakże mało wyczuwamy prawdziwej miłości do poezji i majestatu Tatr. Posiadamy niespożyte skarby wielce ciekawej regjonalnej sztuki Podhala, a nie czynimy nic, aby podtrzymać to bogate dziedzictwo. Z chłodną obojętnością patrzymy, jak górale tatrzańscy banalizują swój strój, a co gorsze, poczynają się już go wstydzić!
Znawcy Podhala twierdzą, iż krawcy i hafciarze góralscy są już na wymarciu. Miejska tandeta coraz częściej wciska się w Tatry, z których znika barwność góralskiego stroju, malarskiego akcentu podhalańskiego krajobrazu. A co dzieje się z przemysłem ludowym? Oto parę faktów i cyfr. Istnieje wprawdzie aż 75 sklepików z pamiątkami z Zakopanego, wiodących marny żywot. Pytamy się kupców, jakież to pamiątki kupują nasi turyści? „Tanie, najtańsze! Przeciętnie od 10 groszy do 1 złotego!…” To też góralski chałupniczy przemysł przystosował się tragicznie do tych cen i odpowiednio brutalizuje i banalizuje stare, szlachetne wzory snycerskie i inne.
W Zakopanem sprzedaje się rocznie około 10.000 ciupag, lecz te ciupagi tylko w małej części są wytworem rąk podhalańskich snycerzy. Większość przywożą hurtownicy z pod Kalwarji, Olkusza i Jaworowa (pod Lwowem), a nawet z warszawskich Nalewek, sprzedając je sklepikom po cenie od 30 groszy za sztukę. Trzydzieści groszy za ciupagę wraz z materjałem, robocizną i dostawą do sklepu! Obsadki bywają dostarczane przez podhalańskich snycerzy, rzeźbione w drzewie z szarotką lub orłem, w cenie od 5 groszy za sztukę. Czy taką ceną opłacić można sprawiedliwie i słusznie materjał, trud i wartość rzemiosła chałupnika? Czy ta pogoń za tanizną nie wypacza i nie zabija życia i rozwoju ludowej sztuki?
Posiadamy całą falangę wybitnych podhalańskich artystów, którzy wytwarzają prawdziwe dzieła sztuki regjonalnej, związane z najpiękniejszą tradycją dekoracyjną. Artyści dostarczają na rynek swych wzorów, które jednak bywają podchwytywane przez nieuczciwych handlarzy i zbanalizowane nędznem wykonaniem. Żmudną walkę z tandetą prowadzą w Zakopanem artyści prof. Brzega, prof. Olszowski, prof. Karol Kłosowski, snycerze Jan Szostak-Gąsienica, pochodzący ze starej snycerskiej rodziny, Wieczorek, Pasternak, doskonały ceramik Jan Sobczak, oraz solidny białoskórnik Józef Rosenberger i szereg innych. Wszyscy pracują w niezmiernie przykrych warunkach finansowych, pozbawieni odpowiednich warsztatów i urządzeń technicznych. Praca ich wynagradzaną jest niesłychanie nisko. Podam jako przykład fakt, iż utalentowany snycerz Jan Gąsienica-Szostak za pełną fantazji góralskiej kompozycję, wykonaną w arcytrudnej technice inkrustacyjnej (używa 70 kosztownych gatunków drzewa), otrzymuje za pracę wielkości 22 cm na 30 cm, wykonaną w ciągu trzech dni, wynagrodzenie 25 złotych!
Czyż nie należałoby poprzestać z kupowaniem taniochy, a począć popierać wytwórczość oryginalną artystów, podtrzymujących tradycję starej podhalańskiej dekoracyjnej sztuki, którą z takiem znawstwem i miłością pielęgnował patron podhalańskiej sztuki Witkiewicz? Aby stworzyć odpowiednie warunki dla ujęcia wytwórczości ludowej w odpowiednie organizacyjne ramy, zorganizować trzeba wszystkich najpierw miłośników Tatr do energicznej walki z tandetą i taniochą.
Kto kocha prawdziwie, ten nie kupuje dla swej wybranej upominków po 10 groszy!
M. Dienstl-Dąbrowa.
Tygodnik AS nr 2, 10 marca 1935 (s. 8)