Tegoroczny tydzień lotniczy L. O. P. P. odbywał się pod nowem hasłem: „Uczmy się latać”. Równolegle do decyzji polskich naczelnych władz lotniczych, Liga Obrony Powietrznej Państwa, pozostająca pod kierownictwem gen. dyw. Berbeckiego, świadoma zadań, jakie rzeczywistość polska stawia przed wielką organizacją, położyła w obecnym XII tygodniu lotniczym L. O. P. P. główny nacisk na popularyzację lotnictwa wewnątrz kraju. Postanowiła uświadomić społeczeństwo, że gotowość do odparcia ataku powietrznego na państwo polega nietylko na licznych szeregach zawodowych lotników wojskowych, ale przedewszystkiem na jak najszerszych rzeszach pilotów niezawodowych, stanowiących tak ważne dla każdego kraju „rezerwy latające”.
Poraz pierwszy od czasów swego istnienia L. O. P. P. oparła się — o ile idzie o propagandę zapomocą samolotów — o lotnictwo sportowe. Dotychczas bowiem posługiwała się głównie lotnictwem wojskowem, którego znakomici piloci dokonywali rok rocznie popisów w akrobacji powietrznej lub też demonstrowali manewry powietrzne w zwartych formacjach kluczowych. Obecnie zaszczytny ciężar propagandy dla L. O. P. P. spoczął prawie wyłącznie na lotnictwie sportowem, które już dotychczas rozwijało się obiecująco, a któremu nowy kurs naszych władz lotniczych ku jak największej popularyzacji latania miał zapewnić wspaniałą przyszłość.
W wielu miastach polskich — m. in. w Krakowie — ukazały się poraz pierwszy samoloty sportowe, prowadzone przez pilotów niezawodowych, nie mających żadnego kontaktu z lotnictwem wojskowem — już nie w indywidualnem lataniu, ale w trójkowych formacjach. Przez pierwsze dni tygodnia L. O. P. P., w sobotę i niedzielę, program wykonany został wzorowo, a propaganda gotowości powietrznej kraju odbywała się w radosnym nastroju.
Późnym wieczorem w niedzielę uderzył w kraj cały ogrom tragicznej wieści. Lotnictwo sportowe, jako ściśle związane z problemem gotowości obronnej Polski, który tak leżał na sercu Wielkiemu Marszałkowi, odczuło go bardzo boleśnie. Program tygodnia lotniczego nie został jednak przez władze L. O. P. P. odwołany — zmienił tylko swój charakter. Przed pilotami sportowymi stanęło nowe zadanie. Nad każdą większą osadą ludzką trzeba było rozrzucić ulotki L. O. P. P., w których obok doniesienia o straszliwym ciosie, jaki dotknął Polskę, mieściło się stwierdzenie faktu, że zadaniem L. O. P. P. nie jest bynajmniej dostarczać rozrywek szerokim masom ludności, ale organizować gotowość kraju do jak najskuteczniejszego odparcia ewentualnego przyszłego ataku z powietrza.
I znowu — przynajmniej na terenie województwa krakowskiego — samoloty lotnictwa sportowego ukazały się nad każdą niemal miejscowością, krążąc w niskich wirażach i zrzucając żałobne ulotki. Nawet w największej niepogodzie, mgle i deszczu, panujących na terenie zachodnich Karpat, samoloty sportowe Aeroklubu Krakowskiego dotarły wszędzie i wywiązały się bez zarzutu z zadania nałożonego na nie przez L. O. P. P.
Kirem ciężkiej żałoby okryty jest cały polski świat lotniczy, ale może najbardziej lotnictwo niezawodowe, ściśle związane ze sportem. Ś. p. Marszałek Piłsudski otaczał sport polski, którego placówkami są Aerokluby, szczególną opieką. Polskie lotnictwo sportowe nie zapomni nigdy, że decyzja wycofania się Polski z challenge’ów powzięta została z najwyższą aprobatą Wielkiego Marszałka, decyzja, która przywracała na użytek wewnętrzny przysposobienia lotniczego kraju wielkie sumy pieniędzy, wpływające dotychczas do kasy międzynarodowej imprezy, jaką jest challenge, będący niewątpliwie dobrą propagandą, ale posiadający dla gotowości lotniczej kraju jedynie znaczenie laboratorjum eksperymentalnego.
W sercu polskich lotników sportowych tkwi głęboko wyryte przykazanie, które pozostawił nam ś. p. Pierwszy Marszałek Polski: „wszystko dla obrony wielkości Polski i Jej niepodległości”. Nowy kurs lotniczy, powzięty w ostatnich miesiącach życia Wielkiego Marszałka, zostanie zpewnością nadal utrzymany, a lotnictwu polskiemu dostarczona będzie możność dalszego rozwoju. Hangary Aeroklubów we wszystkich większych miastach kraju zapełnią się niewątpliwie nowemi samolotami sportowemi, a szkolenie się w pilotażu ułatwione zostanie — stosownie do nowych przepisów — jak najszerszym rzeszom ludzi zdrowych fizycznie i duchowo.
W przeciągu lat najbliższych pomnoży się wielokrotnie nieliczna dotychczas rzesza polskich pilotów sportowych, a hasło wychowania fizycznego i przysposobienia wojskowego młodzieży, któremu patronował Wielki Zmarły, będzie zrealizowane wytrwale i konsekwentnie.
Kazimierz Piotrowski
Tygodnik AS nr 13, 26 maja 1935 (s. 11)