Narodziny nowoczesnej bajki

„Mickey Mouse” i „Trzy świnki” — bohaterki filmowych bajek Walta Disneya.

Bajka jest tak stara, jak dawny jest człowiek. Zrodziła się u początku istnienia człowieka na ziemi, w tym czasie, gdy człowiek, jak małe dziecko, patrzał na całość zjawisk niby na zaczarowaną krainę baśni. Animizowanie każdego zjawiska było wystarczającem wyjaśnieniem. Słońce „wschodziło” i „zachodziło” w dosłownem znaczeniu, gwiazdy „bladły” na niebie. Świat był piękną bajką i nie potrzeba było się wysilać na jakieś naukowe tłumaczenia. Gdy człowiek się otrząsnął z tego metafizycznego, jak to Comte nazywa, stanu, nie wyrzekł się jednak bajki, która stała się jedną z form ucieczki od zbyt przykrej rzeczywistości, od zbyt naukowego pojmowania świata.

Świat baśni jest przedewszystkiem domeną dziecka, które w pewnym okresie życia przeżywa to samo, co kiedyś przeżywała ludzkość cała, gdy była jeszcze „małem dzieckiem”. Dziecko w tym okresie życia tkwi po uszy w świecie fantazji. Nie rządzą w tym świecie prawa fizyczne, nie istnieją ludzie, są tylko dziwy! Księżyc wtedy jest dobrym, uśmiechniętym wujaszkiem, las zbiorowiskiem rusałek, krasnoludków i chochlików, szurgotanie miotły w kominie może być łacno wzięte za sabat czarownic, zamarznięte szyby to piękne kwiaty, wymalowane przez Pana Mroza. Dziecko pochłania wtedy moc bajek o zaczarowanych królewnach, czerwonych kapturkach, strasznych babach Jagach. Ten najszczęśliwszy okres dziecka mija szybko, wali się w gruzy misterny gmach fantazji, a wyłania się naga, przykra rzeczywistość. Ale człowiek, raz zasmakowawszy w świecie fantazji, z chęcią do niej wraca w ciągu dalszego życia w różnych formach. Bezwzględnie książka i film, teatr i sztuka robią nieraz z życia bajkę.

Starsi zamienili się w grzeczne dzieci, oglądające z przyjemnością bajkę na filmie. A trzeba przyznać, że jest co oglądać. Groteska rysunkowa wtargnęła na pole bajki i, porzuciwszy stały, oklepany typ w rodzaju poczciwej Mickey-Mouse, wprowadza szeroko różne zwierzątka, które przecież w bajce prym wiodą. Te krótkometrażowe filmy ze złotej serji, opracowujące różne tematy powszechnie znane, stały się niezbędne w programach filmowych i brak ich psuje nastrój całego wieczoru. Publiczność zachwyca się każdym nowym filmem o treści bajkowej niby dzieci i niema czego się wstydzić, filmy są opracowane genjalnie. Dawna bajka, opowiadana czy opisana, zrealizowała się w nowej postaci filmowej i odkrywa nieprzeczuwane bogactwa wrażeń i odczuć. Świat widziany od strony różnych drobnych istot, much, komarów, chrząszczy, koników polnych, świat brzęczenia pszczół, pisków mysich, ćwierkań świerszczy i wróbli. Co się słyszało w bajkach, to się powtórnie przeżywa, ale w formie zupełnie nowej i oryginalnej.

Tematy są tak znane, tak ogólnoludzkie! Któż bowiem na kuli ziemskiej nie zna żałosnej historji lekkomyślnego świerszcza polnego i pracowitych mrówek, chytrego lisa i mądrego bociana, kruka zarozumiałego i jeszcze raz lisa. Od Ezopa przez La Fontaine’a do naszego Krasickiego, Mickiewicza i Naruszewicza bajki te były pisane niekoniecznie dla dzieci. Ale inaczej wyglądała bajka literacka. Podziwialiśmy w niej rytm i rym w zastosowaniu do zdarzeń, onomatopeje i porównania. Bajka filmowa wniosła nowe walory. Bawi najpierw kolorem, mieni się wszystkiemi kolorami tęczy, a ponieważ akcja toczy się zwykle na jakiemś źdźble trawy, na tle łąki, nieba i kwiatów, łatwo o bogactwo kolorystyki. Drugą nowością rewelacyjną w bajce filmowej jest muzyka, odpowiednio ściszona, wysubtelniona, zestrojona z organami głosowemi wszystkich małych zwierzątek. Świerszcz gra na skrzypcach o żałosnym tonie, świnka na harmonijce, kwoka potrafi tak gdakać, że przechodzi w śpiew.

Ten wielki i rozległy świat małych istotek śpiewa po swojemu pieśń życia, a sprytny reżyser naśladuje kapitalnie te głosy, parodjując je lub uwypuklając ich oryginalność. Groteskowość ujęcia różnych zdarzeń w tym świecie może doprowadzić do paroksyzmu śmiechu. Tańcząca świnka, wróble, ćma, mrówka, mucha, siadający na własnym ogonie konik polny, mimika zwierzątek, wymagająca całych studjów. W dawnych bajkach zwierzęta miały więcej cech ujemnych: lew był żarłoczny, osioł głupi, lis chytry, tutaj jakoś to się zatarło. Zwierzęta są tylko groteskowe i to nas rozśmiesza. Reżyser-rysownik podkreśla celowo ich wady i śmiesznostki w sposób groteskowy, ale ich ani potępia, ani wyśmiewa. Czasem zwierzątka zachowują się jak ludzie, i to najkomiczniejsze. Oto kukurydza z wielkiemi ziarnami, które z ogromnym mozołem wydobywają mrówki i składają do spiżarni, niby ludzie do magazynu. Oto wielka kwoka rozdziela na talerze małym kurczętom dobrą polewkę. Świat ludzkich spraw miesza się ze zwierzęcemi i zaciera się granica między obu, a wtedy tak łatwo o śmiech.

Dziedzina małych zwierzątek jest nieprzebrana i bardziej naturalna. Wymaga wielkiej cierpliwości rysownika i znajomości w najdrobniejszych szczegółach tego życia. Gęś, kaczka, konik polny, muszka, motyl mają swoje nawyki, swoje prawa psychologiczne i z niemi musi się autor filmu liczyć, jeśli nie chce się potknąć.

Bajka w filmie stanowczo jest dowcipniejsza, bardziej frapująca, fantastyczniejsza niż w książce. Bawi małych i starszych, szkoda tylko, że jej nie mogą ujrzeć dzieci przed siódmym rokiem życia. Ale dzięki Bogu też zato, że nie zakazano chodzić na nią ludziom starszym!

Tygodnik AS nr 14, 2 czerwca 1935 (s. 8)

Udostępnij ten artykuł
Brak komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *