Wanda Skurczyńska
Rzec można, że w literaturze świata niema postaci tak popularnej, jak Don Juan. Poprzez wieki i narodowości, w legendzie, poezji, historji i dramacie błąka się Don Juan w rozmaitych swoich wcieleniach, będąc zawsze przedmiotem zainteresowania czytelników. Jest to jakby widomy symbol grzechu i występku i jako taki musi być zrozumiany przez wszystkich ludzi, których żywot z konieczności jest ciągłą walką między dobrem i złem. Ani Romeo, ani Trystan, ani Hamlet, ani król Lear nie jest tak w całej pełni człowiekiem, jak ta postać, która zdaje się żyć od niepamiętnych czasów. Mało ludzi wie jednakże, że nie jest to postać zmyślona, że Don Juan żył w istocie i że żywot jego byłby nie tylko urzeczywistnieniem legendy, ale mógłby stanowić dla niej wzór, gdyby nie fakt, że stał się z czasem sam legendą.
Dzieje Don Juana to temat dla publiczności polskiej prawie obcy. Dramatyczne utwory Moliera, Musseta, Dumasa (ojca), Rostanda, poezje Baudelaire’a, Byrona nie cieszyły się u nas nigdy popularnością. W pamięci żyje tylko utwór da Ponte’a z muzyką Mozarta i wystawiany w ostatnich latach na wszystkich scenach Polski dramat hiszpański Zorilli.
Don Juan, jak go przedstawia fantazja poety
Dramaty poświęcone dziejom Don Juana w treści swojej znacznie są do siebie zbliżone. Prototypem ich jest utwór mnicha hiszpańskiego Tirso da Molina. Wskazanem będzie podanie jego treści.
Don Juan Tenorio, potomek starożytnego, szlacheckiego rodu w Sewilli, cieszy się smutną sławą awanturnika i uwodziciela, którego przygody są tematem rozmów całego miasta, a nawet królewskiego dworu. Utrzymuje on romans z czterema kochankami: Izabellą, Anną, Amintą i Tizbe. Dwie ostatnie oddają się Don Juanowi z miłości. Donna Izabella uwiedzioną zostaje przez Don Juana podstępem, gdyż ten zakrada się do niej w nocy i utrzymuje ją w mniemaniu, że jest jej narzeczonym, Don Ottaviem. Anna, córka komandora d’Ulloa, jedna z czterech ofiar Don Juana, wzywa w czasie schadzki, na której Don Juan stał się bardziej natarczywy, pomocy ojca. Komandor zjawia się na widowni. Podczas pojedynku między dwoma mężczyznami ojciec donny Anny pada, ugodzony ciosem śmiertelnym, obiecując awanturnikowi, że dosięgnie go jeszcze jego zemsta.
Don Juan nie bierze słów jego poważnie. Po upływie pewnego czasu zatrzymuje się on w przejściu przed pomnikiem grobowym komandora i, szydząc z nieboszczyka, który obiecał się na nim zemścić, zaprasza go na ucztę. Posąg odpowiada skinieniem głowy na znak zgody i udaje się wraz z Don Juanem na ucztę. Pod koniec biesiady komandor zwraca się do Juana z zapytaniem, czy przyjmie zkolei jego zaproszenie i czy pójdzie za nim tam, gdzie go on zaprowadzi. I Don Juan, zapominając o wyznaczonem posłuchaniu u króla, który chce nakłonić go do zaślubienia Izabelli, idzie wraz z posągiem do mrocznego kościoła. Statua każe Don Juanowi podnieść jedną z płyt grobowych. Ukazuje się stół, zastawiony potrawami ze skorpjonów, żmij, pazurów dzikich zwierząt. Komandor zaprasza Don Juana, aby jadł. Awanturnik zasiada do uczty mimo wstrętu, jaki się w nim budzi, tylko dlatego, aby okazać swą odwagę. Posąg podaje mu rękę na pożegnanie. Don Juan ściska ją, ale nie może się już uwolnić. Czuje, że pożera go wewnętrzny ogień. Daremnie prosi komandora, aby uwolnił jego dłoń, daremnie mówi mu, że córka jego została czysta. Posąg nie słucha jego gróźb i zaklęć i uprowadza go w otchłanie piekielne.
Dramat ten, poczęty w mózgu teologa, jest utworem tendencyjnym. Nie ulega wątpliwości, że napisany został w celach religijnych. Mimo usiłowań autora, aby przedstawić bohatera w świetle jak najgorszem, postać jego ma jednak tylko zwolenników, nie wyłączając uwiedzionych przez Don Juana kobiet.
Don Juan Zorilli
Dramat Tirso da Molina nie jest już grywany, ale nie można tego powiedzieć o utworze Zorilli, który wystawiany jest stale w Hiszpanji podczas Wielkiego Tygodnia, a i u nas zyskał w ostatnich latach dużą popularność. Pochodzi on z pierwszej połowy XIX w. Utwór ten dzieli się na dwie części, z których pierwsza poświęcona jest występkom, druga nawróceniu się Don Juana Tenorio.
Widzimy naprzód Don Juana w oberży, w której spotkać się ma z kilkoma awanturnikami Sewilli, w ich liczbie Don Luizem. Chodzi o rozstrzygnięcie, który z nich popełnił więcej występków i kto miał najwięcej kochanek. Don Juan wykazuje, że zarówno w Rzymie, jak i Neapolu popełnił tyle przestępstw, uwiódł tyle kobiet, że Don Luiz, jakkolwiek rozpustnik i znany awanturnik, nie może mu dotrzymać placu. W czasie orgji zbliżają się niespodziewanie do Don Juana dwaj starcy zamaskowani, oburzeni jego przechwałkami, że tej samej nocy jeszcze uwiedzie narzeczoną Don Luiza i donnę Inez, która ma wstąpić do klasztoru. Don Juan zrywa starcom maski z twarzy i poznaje ojca swego i ojca donny Inezy. Nie zważając na ich przekleństwa i gniew, szydzi ze starców, a na słowa ojca, który przestrzega go przed sprawiedliwością Boga, odpowiada pogardliwie, że na to ma zawsze czas.
Zatrzymany przez strażników po wyjściu z oberży, ucieka i, nie tracąc czasu, wślizguje się do pokoju donny Anny, która oczekuje swego narzeczonego Don Luiza. Don Luiz, ubezwładniony przez ludzi Don Juana Tenorio, nie może przeszkodzić nowej zbrodni swego rywala, który dotrzymuje obietnicy i uwodzi donnę Annę, przekupiwszy wpierw jej służącą. Zkolei dąży do klasztoru i dostaje się do pokoju Inezy, wprowadzony tam przez jej damę do towarzystwa. Młoda dziewica, widząc obcego człowieka, mdleje. Don Juan porywa ją.
Ineza budzi się w pałacu Don Juana. Na zapytanie, w jaki sposób dostała się tutaj, jej opiekunka objaśnia, że Don Juan ocalił ją z narażeniem życia z płonącego klasztoru. Wtedy pojawia się dopiero bohater dramatu, a młoda kobieta okazuje mu tyle wdzięczności i słodyczy, że oczarowany jej wdziękami i urokiem awanturnik zapomina o zbrodniczych planach i kieruje się odtąd jedną myślą, jednem pragnieniem, którem jest połączenie się z donną Inezą na zawsze.
Niespodziewanie zjawia się ojciec Inezy. Rozgrywa się bezsprzecznie najpiękniejsza scena dramatu. Don Juan prosi na klęczkach o rękę Inezy, a ojciec jej obrzuca go obelgami, nie chcąc o tem słyszeć. Przybywa również Don Luiz. Po dłuższej walce z sobą Don Juan wybucha. Widząc, że ze strony obu mężczyzn spotkać się może tylko z żywiołową nienawiścią, zapomina, że jeszcze przed chwilą postanowił zerwać z dotychczasowym trybem życia. Z okrzykiem: „Niech triumfuje piekło! D’Ulloa, ty sam rzucasz mnie w ramiona szatana” chwyta za pistolet i szablę. Wystrzałem pistoletu zabija starca, potem po krótkiej walce na szable Don Luiza, a widząc, że zbliżają się przyzwani przez nich alguazile, wyskakuje przez okno do rzeki, na której czeka go łódź.
Zjawia się Inez. Widok trupa ojca jest dla niej ciosem ponad siły. Strażnicy wznoszą okrzyki przeciw zabójcy, domagając się zemsty niebios, ale młoda dziewica zdaje się nie podzielać ich zdania. Ostatnie jej słowa świadczą raczej, że prosi Boga, aby dokonane przez Don Juana nocy owej zbrodnie nie zadecydowały nieodwołalnie o jego potępieniu, poczem pada bez życia na ciało ojca. Na tem kończy się pierwsza część dramatu Zorilli.
Część druga przedstawia dzieje Don Juana po powrocie z wojny. Wraca on do Sewilli nocą i ku wielkiemu swemu zdumieniu stwierdza, że miejsce pałacu jego przodków zajmuje cmentarz z szeregiem posągów i grobowców. Don Juan dowiaduje się od rzeźbiarza, który wystawił te posągi i który spotyka się z nim przypadkowo na cmentarzu, nie znając go, że don Diego Tenorio umarł z rozpaczy i że przeznaczył cały swój majątek na grobowce i posągi grobowe dla ofiar swego niegodnego syna. Jest tu między innemi i posąg donny Inezy. Don Juan zostaje sam i wobec grobu swej ukochanej zdejmuje go żal za przeszłością. Doznaje dziwnej skruchy, płacze i prosi Inezę, aby się za nim wstawiła do Boga.
Nagle posąg ożywia się. Inez wita uśmiechem kajającego się Don Juana. Mówi, że oddała duszę swoją w zamian za zbawienie jego duszy, że nie wszystko jeszcze jest stracone, ale że pozostaje mu tylko jeszcze jedna noc do życia, która zadecyduje o zbawieniu jego. Posąg staje się znowu kamieniem. W duszy Don Juana budzi się bunt. Opanowany dumą, zdaje się szydzić z otaczających go posągów. Ale posągi ofiar jego budzą się teraz do życia i otaczają go zwartem kołem. Don Juan nie daje się jednak zastraszyć, urąga widmom, a kiedy zjawiają się dwaj jego dawni przyjaciele, odzyskuje zupełnie odwagę i, zapraszając na ucztę swoich druhów, nie zapomina zaprosić dla urągowiska posągu komandora Ulloa, ojca Inezy, który wznosi się nad jego grobowcem.
Następny obraz rozgrywa się w czasie uczty. Obok trzech żywych przeznaczone jest miejsce dla komandora. Ktoś puka. Służący otwiera drzwi, ale nie widzi nikogo. Po chwili drugie pukanie, jeszcze silniejsze. Don Juan zarzuca przyjaciołom, że sobie z niego żartują. W odpowiedzi słychać nowe, potężne uderzenie. „Umarli wchodzą przez mury” — woła Don Juan, wyprowadzony z równowagi. I komandor przechodzi przez ścianę, która się rozstępuje. Obaj towarzysze Don Juana padają zemdleni. Komandor zwraca się teraz do zdumionego, ale nieugiętego Don Juana i oświadcza mu, że umrze o świcie i że Bóg chce mu raz jeszcze okazać swą łaskę, o ile się skruszy. Jeśli się na to zdecyduje, niech przybędzie do grobu komandora i da mu swą odpowiedź. Don Juan przyrzeka przybyć z odpowiedzią. Komandor znika. Po chwili do pogrążonego w dziwnej rozterce duchowej Don Juana przybywa duch Inezy i radzi mu stawić się na schadzkę z komandorem.
Ostatni obraz rozgrywa się na cmentarzu. Don Juan, który popełnił znów nową zbrodnię, wyzwawszy i położywszy trupem obu współbiesiadników, których podejrzewał o chęć zadrwienia z niego, staje przed posągiem komandora. Pojawiają się widma wszystkich ofiar Don Juana z wyjątkiem Inezy. Ten nie chce okazać skruchy, ale urąga dalej komandorowi. Posąg wyciąga rękę, aby sprowadzić go do piekieł, gdyż minęła godzina próby. W tej chwili dopiero, pod wpływem nagłego żalu za popełnione grzechy, Don Juan zwraca się do Boga, prosząc o przebaczenie. Komandor, który nie wypuszcza dłoni swego zabójcy z kamiennego uścisku, nie daje się wzruszyć, ale zjawia się Inez i obiecuje mu przebaczenie, gdyż wiara grzesznika zbawiła ich oboje. Widma znikają, posągi na grobowcach zajmują swoje miejsca. Don Juan umiera na grobie Inezy (którą otaczają i wieńczą aniołowie), głosząc chwałę Boga miłosierdzia, który jest i jego Bogiem.
Dramat Zorilli jest w znacznej mierze zaczerpnięty z prawdziwych przeżyć człowieka, który był wzorem dla postaci sewilskiego awanturnika. Tem tłumaczy się jego powodzenie od chwili napisania. Człowiekiem, którego przygody i życie stały się pobudką dla Zorilli w odmalowaniu głównej postaci jego dramatu, był don Miguel Mañara Vincentelo di Leca, historyczny Don Juan. Jak dzieje uczą, żywot jego był jednym pasmem awanturniczych przygód i przestępstw, a nawrócenie mogłoby uchodzić za przejaw działania sił nadprzyrodzonych, jak w rozlicznych utworach poświęconych przygodom Don Juana Tenorio.
Don Juan w innych utworach poetyckich
Z pomiędzy szeregu utworów poetyckich, poświęconych dziejom sewilskiego awanturnika, wymienić trzeba przedewszystkiem dramat, a raczej komedję Moliera, która tem bardziej zasługuje na uwagę, że autor z pewnością pisał ją tylko pod wpływem utworu Tirso da Molina, nie znając dziejów rzeczywistego Don Juana. Z tych względów idea przebaczenia nie jest w niej uwydatniona, jak np. w dramacie Zorilli, opartym w części już na rzeczywistych faktach.
Utwory Dumasa (ojca), Prospera Mérimée, jakkolwiek bliższe nam, niż dzieła wyżej wymienione, nie dały w charakterystyce samej postaci nic nowego. Są one tylko dowodem zainteresowania się tym tematem ludzi, którzy obdarzeni byli zmysłem zużytkowywania własnych przeżyć i spostrzeżeń, ilekroć sam przedmiot na to zasługiwał. A obaj ci pisarze słyszeć musieli o losach Don Juana w czasie pobytu w Hiszpanji. Don Juan Byrona to raczej dzieje samego poety, niż utwór opiewający losy awanturnika z Sewilli. Inne utwory (Grabbe, Shadwell, Haraucourt) nigdy nie zyskały popularności. Różnią się one od siebie raczej doborem scen i osób, niż myślą przewodnią.
Kim był Don Juan w rzeczywistości
Dramaty Zorilli, da Ponte’a i t. d. opierały się na wszystkich w danej epoce znanych faktach. Były właściwie dziejami jednostki, która przez pewien czas budziła w Sewilli powszechne zainteresowanie i szereg najsprzeczniejszych uczuć. Podobnie, jak w dziejach Don Juana Tenorio, żywot historycznego Don Juana podzielić można na dwa okresy. Pierwszy kończy się poznaniem Inezy, drugi jest właściwie próbą rehabilitacji i jedną wielką ekspiacją za popełnione przestępstwa.
Don Miguel Mañara Vincentelo di Leca, który żyje dotąd w pamięci potomnych jako Don Juan Tenorio, urodził się w Sewilli z ojca i matki Korsykanów z pochodzenia, w r. 1626. Matka jego była kobietą świątobliwą i wychowała syna bardzo religijnie. Ojciec, należący do jednej z najznakomitszych rodzin korsykańskich, postarał się o to, aby potomek jego wyrósł na odważnego i dzielnego rycerza. Don Miguel miał wszelkie podstawy, aby stać się człowiekiem wybitnym, jak chciał ojciec, lub wieść żywot spokojny w zaciszu domowem, jak pragnęła matka. Dostatek, w jakim się wychował, i temperament, odziedziczony po przodkach, pchnął go jednak wcześnie w wir uciech światowych, które były naówczas dla człowieka bogatego i z dobrego domu nieodłączną częścią wychowania.
Był pierwszorzędnym rębaczem. Z zimną krwią stawiał czoło kilku przeciwnikom. Miał zresztą wybitny dar przekonywania i pociągania ludzi ku sobie. Nikt w Sewilli nie odznaczał się równą mu odwagą. Jego zalety charakteru były tak nieprzeciętnej miary, że zdawały się wprost „darem djabelskim”. Don Miguel przyznał sam w swoim testamencie, że służył „Babilonowi i Djabłu, piekielnemu księciu” najwstrętniejszemi grzechami, z których cudzołóstwo i rozbój wysuwały się na pierwszy plan. W istocie przerodził się w genjusza występku. Skargi i narzekania pokrzywdzonych tłumił odgłos jego wspaniałych uczt, które zdumiewały przepychem swoich i obcych. Nikt nie śmiał podnieść na niego ręki, gdyż szerzył dokoła postrach i grozę. W kołach sewilskich awanturników uchodził za niezwyciężonego. Dwóch, trzech, czterech przeciwników pokonywał bez trudności w orężnem spotkaniu w niezliczonych starciach i burdach o kobiety. Uniesiony żądzą imponowania ludziom, sięgnął po laury toreadora i stał się wkrótce bożyszczem tłumów. Zawsze znajdował szeregi zwolenników, mimo że żył tylko kłamstwem i nieuczciwością, gdyż w każdej sytuacji umiał zapanować nad drugimi. Ale przedewszystkiem był bożyszczem kobiet.
Wizerunek Don Juana
Należałoby wnosić, że człowiek ten chwytał za serca swoją powierzchownością. Ale, o ile można wnosić z dochowanych do naszych czasów portretów i podobizn don Miguela Mañary Vincentelo di Leca, był to raczej człowiek o brzydkich rysach twarzy. Portretów tych dochowało się kilka, wliczając w to i maskę pośmiertną, znajdującą się w szpitalu Caridad w Sewilli. Na jednym z nich don Miguel przedstawiony jest na koniu z lancą, którą przebija smoka. W głębi widnieje ołtarz, a na nim w owalu serce, złożone na szczycie wybuchającego wulkanu. Z serca wyrasta krzyż w koronie cierniowej i w aureoli, a na nim napis łaciński: Bóg jest Miłosierdziem. Jakkolwiek don Miguel robi na pierwszy rzut oka wrażenie człowieka brzydkiego, brzydota ta nie razi, ale raczej pociąga ze względu na inteligentny wyraz oczu. Uwydatnia się to tem bardziej na portrecie, znajdującym się w zakrystji szpitala Caridad. Posąg don Miguela, który się tam również znajduje, pochodzi z czasów nowszych (r. 1902) i jest dziełem rzeźbiarza Susilla.
Co mówią dzieje?
Trudno uwierzyć dzisiaj, aby ten brzydki człowiek o ponurym wyrazie twarzy był kiedyś uosobieniem życia i wszelkich występków Sewilli. A jednak dzieje głoszą, że żadne przejście, żadna katastrofa nie zmusiły go do skruszenia się, do uznania jakichkolwiek praw boskich i ludzkich aż do trzydziestego roku życia. Rozboje, gwałty, zabójstwa, zamiast uczynić go postrachem, przeobraziły don Miguela w jakiegoś szatana zbrodni, raczej podziwianego, niż budzącego wstręt. Być może, że krew rycerska di Leców i troskliwe wychowanie obdarzyły go pewnemi cechami charakteru, które, jakkolwiek trudne do określenia, odróżniały go mimo wszystko od pospolitych bandytów i przestępców. Zresztą don Miguel był bez wątpienia człowiekiem mężnym i odważnym. Zmuszony do opuszczenia Sewilli po jakiemś morderstwie, walczył dzielnie jako ochotnik we Włoszech, Niemczech i Flandrji. Wrócił okryty chwałą, ale nie zmienił sposobu postępowania. Wiele z przestępstw jego pozostało nieznanych, o wielu zapomniano później. Wiele wybaczono mu w latach, kiedy don Miguel zaczął wieść żywot świątobliwy. Ale kilka dokonanych i usiłowanych zbrodni stało się głośnemi właśnie w czasie jego powrotu do kraju.
Próba uwiedzenia siostry
Don Miguel wiedział, że ojciec jego pozostawił w Calvi na Korsyce nieślubną córkę, której piękność i zalety charakteru były szeroko znane. Mieszkała ona u swego wuja Anfriana. Don Miguel cieszył się już wówczas smutną sławą uwodziciela i zdobywcy serc niewieścich per fas et nefas, a znudzony dotychczasowemi triumfami i podstępami, zapragnął do szeregu kochanek doliczyć i własną siostrę. Wyjechawszy pokryjomu do Calvi i nie podając prawdziwego nazwiska, poprosił o gościnę w domu Anfriana. Tu poznał swoją siostrę, której piękność olśniła go odrazu. Gość, który przybywał z wielkiego świata, umiał pozyskać sobie gospodarzy bardzo prędko. Młoda kobieta, olśniona jego wytwornemi manierami, pewnością siebie i wymową, widziała go bardzo mile. W krótkim czasie don Miguel stał się jej powiernikiem i przyjacielem. Uczuła, że go kocha, a don Miguel nie wahał się przyrzec jej, że uważa się za jej przyszłego męża. Proponował wyjazd do Sewilli… i pewnego wieczoru zakradł się do jej sypialni.
Nie wiadomo, coby się stało, gdyż przerażona Korsykanka nie miała siły bronić się, gdyby nie zarozumiałość i djabelska chęć przekory, które nakazały don Miguelowi wyjawić prawdziwe nazwisko. Na dźwięk nazwiska, które w rodzinie budziło wstręt, młodą kobietę zdjęła groza. Zaczęła wołać o pomoc. Zwabiony krzykami wychowanicy Anfriano zjawił się w samą porę, aby zmusić do ucieczki napastnika. Don Miguel uciekł do fortecy, w której stała wówczas załoga hiszpańska, i przy pierwszej sposobności wrócił do Sewilli.
Historja ta żyje jeszcze w legendzie. Nie można się dziwić, że przysporzyła ona don Miguelowi dużo „sławy” i stała się jednym z momentów, które zadecydowały o coraz bardziej się rozpowszechniającem w Sewilli mniemaniu, że don Miguel otrzymał od szatana misję gubienia dusz. Odtąd legendy, odnoszące się do Don Juana, mieszają się z rzeczywistością we wszelkich opowiadaniach o jego czynach. Podkreślić jednak trzeba, że wiele z nich potwierdzonych zostało świadectwami ludzi wiarygodnych w epoce, kiedy chodziło o beatyfikację don Miguela. Świadectwa te przetrwały do dnia dzisiejszego.
Prawdziwa miłość Don Juana i jej dzieje
Historja nawrócenia don Miguela, opisana w „Duszach czyśćcowych” przez Mérimée’go, wydaje się fantazją. Faktem jest jednak, że don Miguel pod wpływem jakiegoś przeżycia zmienił nagle swój światopogląd i zerwał z otaczającymi go ludźmi na zawsze. Należy przypuszczać, że decydującą rolę odegrała tu kobieta, która się stała jego dobrym duchem i którą legenda uważa za jego wysłanniczkę nieba. Nazwisko jej brzmiało Girolama Carillo de Mendoza.
Kiedy don Miguel ją poznał, miał lat trzydzieści. Rzecz dziwna, kobieta ta zdołała wzbudzić w nim wspomnienia dzieciństwa i przeżyć, wspomnienia nauk matki, która była niewiastą bogobojną i budzącą powszechny szacunek. Czar jej, nie tyle fizyczny, ile duchowy, sprawił, że umarł w nim dawny Don Juan. Girolama nie znała, jak należy przypuszczać, przeszłości don Miguela. Wiedziała zapewne to tylko, że życie jego dotychczasowe było życiem grzesznika. Kochała go jednak tak bardzo, że miłość jej dokonała cudu. Zmieniła tego człowieka całkowicie.
Miasto zrazu nie chciało temu wierzyć. Dotychczasowi towarzysze zabaw i awantur Don Juana próbowali szyderstwem i drwinami zniszczyć posiew czystej miłości Girolamy. Ale don Miguel nie zwracał uwagi na to, co o nim mówiono. Żył i chciał żyć nadal tylko dla swej wybranej. Uczucie, którego doznawał, było czemś tak dziwnem i tak słodkiem, że chciał, aby szczęście, jakie mu dawało, trwało wiecznie. Niestety, w kilka miesięcy po ślubie z Girolamą żona jego zachorowała i zmarła.
Przemiana duchowa don Miguela
To, co teraz nastąpiło, było jakby zemstą złego ducha nad jego dawnym stronnikiem. Boleść don Miguela była w istocie tragiczną. Po raz pierwszy w życiu zrozumiał, czem jest śmierć, której dotąd ani się nie lękał, ani nie wahał się zadawać drugim. Wielokrotnie chciał odebrać sobie życie, ale dziwna jakaś siła powstrzymywała go za każdym razem. Czas pewien spędził na samotnych wędrówkach po okolicy Ronsa, nigdzie nie znajdując spokoju. Kiedy znużyła go wędrówka, wstępował do klasztoru Karmelitów bosych i tu przebywał w towarzystwie mnichów, modląc się i umartwiając. Był to już inny człowiek. Boleść zbliżyła go do Boga. I wtedy dokonała się w nim ostatnia przemiana.
Ostatnie lata don Miguela
Pobyt w klasztorze ukoił wprawdzie ból don Miguela, ale go nie wyleczył. Dawny awanturnik przerodził się w melancholika. Nie mógł brać udziału w żadnej weselszej zabawie, wszystko wydawało mu się marnością. Zamknął się w swoim pałacu, jakby chciał uciec przed dręczącem go wciąż wspomnieniem śmierci. I mówią, że śmierć prześladowała go rzeczywiście. Kiedy pewnego razu ujrzał na ulicy młodą kobietę, która z postaci przypominała Girolamę, poszedł za nią, chcąc zobaczyć jej twarz. Szła tak prędko, że zaledwie mógł nadążyć. Weszła do kościoła, nie bacząc na prośby don Miguela, aby odsłoniła twarz i przemówiła do niego chociaż słowo. Dopiero w mrokach świątyni nieznajoma odwróciła się i przerażony don Miguel zobaczył szkielet.
Równie znaną jest druga wizja don Miguela, który, napotkawszy pewnego wieczoru pogrzeb, zaczął pytać biorących w nim udział, kogo niosą w trumnie. Odpowiedziano mu: don Miguela de Mañara. Kiedy powtórzył pytanie, a inni zgodnie zaświadczyli, że niosą zwłoki don Miguela de Mañara, kiedy, poszedłszy za orszakiem pogrzebowym, znalazł się w kościele, gdzie szykowano się do odśpiewania pieśni pogrzebowych za don Miguela de Mañarę, uczuł się tak wzruszony, że stracił zmysły. Znaleziono go na progu kościoła bez przytomności i zaniesiono do pałacu. Odtąd zaczęto go uważać za jasnowidzącego, względnie za człowieka, który komunikuje się z tamtym światem.
W krótki czas potem don Miguel sprzedał pałac, za uzyskane pieniądze odnowił kościół de la Caridad i zbudował obok niego szpital dla najuboższych. Odtąd żył razem z nimi, jako apostoł miłosierdzia w ubóstwie i poniżeniu. Po szeregu lat świątobliwego żywota, który budził równy podziw, jak jego dawniejsze występki, po wielu dobrych uczynkach, świadczących o jego zaparciu się siebie i całkowitem poświęceniu się dla bliźnich, don Miguel zmarł 19 maja 1679, opłakiwany przez prostaczków, szlachtę, duchowieństwo i całe miasto. Jak wielką sobie zjednał miłość u współczesnych, świadczy fakt, że zawezwany do umierającego arcybiskup Sewilli ucałował po spowiedzi rękę dawnego przestępcy i zbrodniarza, dając tem dowód, że uznaje w nim człowieka świętego żywota.
Testament don Miguela
Testament, który pozostawił don Miguel, a którego wykonawcami stali się markiz Paradas, syn jego siostry Izabelli, i kuzyn jego don Juan Vincentelo di Leca, świadczy najlepiej o duchowej przemianie, jaka zaszła w dawnym awanturniku. Czytamy tam między innemi: „Chcę, aby zwłoki moje z obnażoną głową i stopami, otulone płaszczem jak całunem, złożono na cedrowym krzyżu, między krucyfiksem i dwoma świecami. Chcę, aby zaniesiono mnie do kościoła Caridad bez muzyki i śpiewów, jedynie w eskorcie dwunastu księży. Chcę, aby pochowano mnie za progiem świątyni tak, aby tłum deptać mógł moje ciało, które uważam za niegodne pochowania w kościele. Miejsce, gdzie spoczywam, oznaczać ma prosty kamień z takim napisem: Tu leżą szczątki najgorszego człowieka, jakiego ziemia wydała. Módlcie się za niego”.
Na pogrzebie don Miguela była cała Sewilla, a był to pogrzeb, o którym długo jeszcze mówiono, gdyż zwłoki don Miguela odprowadziły do Caridad nieprzejrzane tłumy.
To, co po nim zostało
Każdy ze zwiedzających Sewillę zagląda z ciekawością do Caridad i ogląda pamiątki po zmarłym: celę, w której żył i umarł, jego portret, maskę pośmiertną, sławny rapier i krzak róży w podwórzu klasztornem, zasadzony jego własną ręką w 1674 roku. Róże te kwitną od dwustu lat. W pewien czas po śmierci don Miguela myślano o wszczęciu procesu beatyfikacji. Zbierano nawet odnośne dokumenty. Ale zczasem sprawa ta stała się nieaktualną.
Dziś mało osób poza Hiszpanją zdaje sobie sprawę, kim był ten człowiek, którego żywot stał się właściwie legendą i symbolem. A jednak dzieje jego zasługują na poznanie, gdyż są widomem świadectwem zwycięstwa dobrych pierwiastków w jednostce, która przez pewien czas uchodziła za wcielenie przewrotności.
Wanda Skurczyńska
Tygodnik AS nr 14, 2 czerwca 1935 (s. 4–5, 25, 27, 30)