Handel wymienny na Olimpie

Artysta osobiście załatwia transakcję zamienną w składzie kolonjalnym.

Kryzys, który objął cały świat, wtargnął również w zaciszną i romantyczną krainę sztuk pięknych i poezji. A może właśnie tam dał się odczuć bardziej niż w innych dziedzinach, gdyż artyści i poeci są po większej części, jak wiadomo, mniej przygotowani do walk z życiem niż inni ludzie.

Gdy jednak liczni malarze, nawet bardzo znani, zobaczyli, że publiczność ogranicza się do minimum, jeżeli chodzi o rzeczy potrzebne, a cóż dopiero o przedmioty zbytku, postanowili z właściwą sobie fantazją wziąć, jak to mówią, byka za rogi i stawić czoło kryzysowi.

Nietylko w Paryżu, w tem typowem mieście cyganerji i „malarji” wszelkiego rodzaju, ale również w innych stolicach Europy artyści zorganizowali się w sposób nadwyraz pomysłowy i praktyczny. Np. w takiej Kopenhadze powstaje specjalna organizacja p. t. „Kunst for Varer” — „Sztuka za towar”. Ma ona za zadanie gromadzenie przedmiotów sztuki, a więc obrazów, rzeźb, rysunków i t. d., celem wymiany ich na towary spożywcze, przedmioty pierwszej potrzeby — jednem słowem te wszystkie poziome i „niskie” artykuły, bez których nawet najgenjalniejszy artysta obyć się nie może.

Do dziwnej tej organizacji należą prawie wszyscy artyści stolicy Danji, oczywiście tylko ci, którzy naprawdę są artystami i którzy od pięciu lat swoje dzieła wystawiali już publicznie. Są oni tak dobrze zorganizowani, a sama organizacja cieszy się takiem uznaniem wśród społeczeństwa, że dochodzi tam naprawdę do bardzo korzystnych, aczkolwiek nieraz zadziwiających zamian.

Sława organizacji „Kunst for Varer” zyskała sobie wkrótce takie uznanie nietylko w Danji, ale też zagranicą, że ciągle napływają zgłoszenia z Paryża, Oslo, Sztokholmu lub Ameryki z prośbą o informacje celem założenia identycznych w tamtych krajach.

Rzeczywiście, o ile na pierwszy rzut oka obraz rzeźnika, niosącego wspaniałą szynkę i kosz kiełbas do atelier malarskiego, jest nieco dziwny, to jednak, mimo oryginalność pomysłu, jest to wysoce logiczne i dobre. Niedawno temu pewien artysta duński wybudował sobie willę wartości 6000 koron, nie płacąc zresztą ani grosza, lecz wkrótce ogromna ilość murarzy, cieśli, stolarzy i innych rzemieślników mogła sobie powiesić na ścianie piękne obrazy nowego właściciela willi.

Zamiany towaru na towar dokonywują nieraz artyści nawet między sobą, przyczem zdarzają się oczywiście mimowolne śmieszne pomyłki. Nieraz za dostarczony obraz artysta bierze rodzaj abonamentu na pewien czas, zwłaszcza jeżeli chodzi o spożywcze artykuły, i ma w ten sposób zapewnione utrzymanie na dłuższy przeciąg czasu. W salach towarzystwa „Kunst for Varer” widać też licznych piekarzy, rzeźników, kupców kolonjalnych i t. d., którzy przychodzą z miną znawców obejrzeć sobie najnowsze obrazy.

Oczywiście, że jest to możliwe tylko w kraju, w którym szerokie sfery społeczeństwa posiadają nietylko pewien zmysł estetyczny, ale przedewszystkiem pewne aspiracje kulturalne i, co najważniejsze, mogą sobie pozwolić na miły, a niepotrzebny wydatek.

Słysząc o nadwyraz trudnych warunkach, w jakich dzisiaj żyją nasi artyści, którzy nietylko już nie mają możności utrzymania się na pewnej stopie życiowej, ale nieraz odmawiać sobie muszą nawet lepszego obiadu, przychodzi niejako automatycznie myśl, będąca zresztą tylko echem zagranicy, aby podobne towarzystwo założyć i u nas.

Trzeba bowiem wziąć pod uwagę jeden ważny moment, na który zdaje się dotychczas niedostatecznie zwrócono uwagę. Chodzi o ułatwienie publiczności zobaczenia utworów artystycznych, i to nie na wystawie, która wstępem swoim i atmosferą tam panującą onieśmiela może niejednego laika, ale niejako na zwykłym rynku, który za jedyne zadanie ma doprowadzenie do wymiany towaru na towar.

Można być przekonanym, że sprowadzenie dzieł artystów do poziomu obiegowego towaru nic nie zaszkodzi ich wartości, a równocześnie doda im tylko ruchliwości kupieckiej i pewnej „obiegowości”. Czasy dzisiejsze są tak pozytywne i tak bardzo oparte na czynności, zwanej pospolicie „z rączki do rączki”, że wprowadzenie tego systemu zagranicznego na naszym rynku artystycznym domaga się conajmniej zbadania, jeżeli już nie zrealizowania.

Gamma

Szewc oglądający obraz w zamian za swoje wyroby
Szewc — mecenas sztuk pięknych — zamienia swoje wyroby na obraz.

Tygodnik AS nr 22, 28 lipca 1935 (s. 11)

Udostępnij ten artykuł
Brak komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *