Jaka ona jest i jaką pragnąłbym ją widzieć? — Jerzy Leszczyński, Tadeusz Dołęga-Mostowicz.
Jerzy Leszczyński.
Mam pełne prawo do uważania siebie za stuprocentowego konserwatystę. Tak, jak z miłą zawsze chęcią wracam do starego teatru pod każdym względem, tak samo ideałem dla mnie kobiety, zarówno pod względem fizycznym, jak i psychicznym, moralnym, jest kobieta dawna.
Bo przyjrzyjmy się kobiecie współczesnej. Stara się ona ciągle poprawiać naturę, co jest najgorsze, bo natura nie znosi żadnych poprawek. Utleniona, z wyskubanemi, cienkiemi brwiami, umalowana, ćmiąca papierosy i goląca wódę jak huzar, przesadzająca cokolwiek w sportowych wyczynach — których nie neguję bynajmniej, bo sam jestem zapalonym sportowcem, który zbierał nagrody w całej prawie Europie za strzelanie do rzutków; przed 35 laty wygrałem w Warszawie pierwszy konkurs strzelecki i tenisowy — otóż w ten sposób kobieta nie zyskuje ani fizycznie, ani moralnie.
Przechodząc znowu do sceny: bez wielkiego treningu fizycznego dzisiejsza kobieta nie robi wrażenia postaci prawdziwej. Dlatego też mnóstwo sztuk z t. zw. wielkiego, romantycznego repertuaru nie ma swoich godnych wykonawczyń. Śliczna, wysmukła postawa, piękny głos, szeroki i malowniczy gest — to wszystko należy dziś prawie do przeszłości.
Ideałem urody są dla mnie kobiety Rubensa, jego żona, którą tyle razy malował, Helena Fourment. Jestem szczęśliwy, że taką właśnie kobietę mam przy sobie. Bo moim ideałem kobiecej piękności i tych wszystkich warunków, które trzeba posiadać do odtwarzania wielkich postaci romantycznego repertuaru, jest — moja żona.
Tadeusz Dołęga-Mostowicz.
Jeszcze inaczej, niż dwaj poprzedni reprezentanci sztuki scenicznej i literatury, odpowiedź swą ujął p. Dołęga-Mostowicz, który zagadnienie to, tak głębokie i ponętne, potraktował z wnikliwością godną powieściopisarza.
— Kobieta jest jak słownik: każdy znajdzie w nim te wyrazy, których szuka. Ułożyć z nich można zarówno hymn pochwalny, jak i zjadliwy epigramat.
— Współczesna kobieta, jak i współczesny słownik, nie utraciła nic z dawnego zasobu pozycyj. Podstawowe, istotne ich znaczenie nie uległo zmianie. Przybyło tylko wiele nowych form.
— Nie jestem aż takim impertynentem, by szczerze i głośno powiedzieć, co o nich sądzę, ani takim pesymistą, by nie wierzyć w ich przejściowość: przeminą te i będą jeszcze gorsze.
— Na pociechę dzisiejszych kobiet dodam, że cokolwiekby się stało, będą podawane swoim wnuczkom i prawnuczkom na wzór cnót staroświeckich.
— Dlatego, jak też i z wielu całkiem prywatnych powodów, nie pragnę zmieniać współczesnej kobiety.
W. M.
Tygodnik AS nr 9, 28 kwietnia 1935 (s. 11–12)