Nie wolno nam przykładać do oceny ducha i twórczości ludzi genjalnych filisterskiej miary, którą określamy zwykłych śmiertelników, i zapuszczać sondy w ich życie prywatne! Nie wolno nam tego czynić, gdy chodzi o uznanie dla genjuszu przyświecającego wiekom — wolno natomiast, jeżeli wnosimy z pewnych epizodów, że pozostają one w związku z twórczością i genjuszem danego twórcy. Zresztą rzeczywistość, choć nieraz gorzka i pożałowania godna, jest czasem barwniejsza i fantastyczniejsza, aniżeli nimb legendy, opływający świetlanym obłokiem potężną indywidualność.
Koronkowa, subtelna muzyka Mozarta nie jest bynajmniej odbiciem jego burzliwego życia erotycznego. Ten tytan ducha wyraził się raz szczerze przed swoim ojcem — a był wówczas jeszcze bardzo młody — że „gdyby musiał się ożenić z wszystkiemi kobietami, z któremi łączyły go bliższe stosunki, miałby conajmniej dwieście żon”. Mówił prawdę. Ten ulubieniec bogów przerzucał się z jednej ostateczności w drugą. Walka wewnętrzna między najwznioślejszemi wzruszeniami a najbardziej poziomemi namiętnościami cechowała całe jego życie.
Już w 21-szym roku życia rozkochuje w sobie swą kuzynkę. Gdy rodzina dowiaduje się o tym stosunku, wysyła Mozarta z Augsburga do Mannheim. Lecz i tam czyhają na niego liczne niebezpieczeństwa w postaci pięknych, mniej lub więcej nieobyczajnych kobiet. W listach pozostaje jednak przez cztery lata wierny swej pierwszej miłości. Mozart był frywolny w życiu prywatnem, jak epoka, której był dziecięciem. Nie był jednak podobny do bohatera skomponowanej przez siebie opery „Don Juan”. Nie zwyciężał kobiet, lecz ponosił klęski, a jedną z najszkodliwszych dla całej jego karjery było właśnie jego małżeństwo. Wpadł w sidła płytkiej, cynicznej kokoty i jej matki, nałogowej pijaczki. Wiedział o tem, a jednak kochał Konstancję Weber do śmierci. Małżeństwo to zdeprymowało go jednak i pozbawiło na dłuższy czas żywotnych sił twórczych. Jego biografowie podkreślają często, że spadek duchowy po Mozarcie wyglądałby jeszcze wspanialej, gdyby nie to nieszczęsne małżeństwo.
Łatwiej i prostolinijniej, jakkolwiek nie bez dramatycznych konfliktów, ułożyło się życie jego kuzyna, wielkiego kompozytora niemieckiego Karola Marji Webera. Rozpaczał, gdy dręczyła go swojemi kaprysami tancerka Brunetti, lecz najlepiej czuł się, gdy mógł być przy niej obecny. W listach do przyjaciół narzekał: „Bez niej niema w mojem życiu radości! Przy niej tylko zmartwienia i udręki!”. Dopiero w późniejszym wieku poznał Karolinę Brandt, która otoczyła go macierzyńską pieczołowitością. Gdy szczęście zaczyna mu świtać, staje przed nim nielitościwe widmo śmierci. Umarł podczas tournée koncertowego w Londynie na gruźlicę, zdala od ukochanej kobiety.
Zupełnym kontrastem Karola Marji Webera był wielki twórca nowych dróg w muzyce, Ryszard Wagner. Zdawał sobie z tego sprawę, że kobiety nie są w stanie zrozumieć go i dlatego traktują go niepoważnie. Nie znalazł też szczęścia w pożyciu małżeńskiem z aktorką Minną Planer. Po całym szeregu zawodów miłosnych poznaje Wagner Cosimę, córkę Liszta i hrabiny d’Agoult, w której zakochuje się bez pamięci. W rok później umarła żona Wagnera, Minna. Cosima, która w międzyczasie wyszła za mąż za Bülowa, przeprowadza się wkońcu z dziećmi do Wagnera. Mija jeszcze rok, a Cosima Bülow staje się panią Wagner. W jej ramionach umiera tytan muzyki niemieckiej.
O Beethovenie wiadomo, że prowadził bardzo swobodny tryb życia. Lecz jego tragedją było to, że dostawał się w sidła kobiet, które mu nie odpowiadały pod żadnym względem, natomiast obojętny był tym kobietom, do których sam lgnął ciałem i duszą. Dlatego też całe życie pozostał samotnym. Posiadał jednak bardzo wyrobiony instynkt ojcowski. Aby go zaspokoić, wziął na wychowanie bratanka. Doznał jednak srogiego rozczarowania z powodu niewdzięczności i lekkomyślności wychowanka. Każdemu okresowi jego życia odpowiada wybór dopełniającej go miłości. Umarł, nie zaznawszy miłości, o jakiej marzył.
„Gdy umrę, pochowajcie moje serce przy mojej matce” — tak brzmiało ostatnie życzenie Chopina. Bo matka Chopina była jego jedyną wielką miłością. Widział w niej ideał człowieka i kobiety. A jakkolwiek losy sprzęgły go z wielką miłośnicą George Sand, której właściwie nigdy nie kochał, to stosunek ten przypisać należy tylko męskim właściwościom charakteru literatki. Paryżanki szalały za nim i prześladowały go swoją miłością, lecz Chopin nie rewanżował się im uczuciem.
Poeta austrjacki Grillparzer wyraził się o Robercie Schumannie: „Sądzę, że artysta, który popada w obłęd, poniósł klęskę w walce z własną naturą”. Zdanie to niezawsze zgadza się z wypadkami tego rodzaju, lecz niewątpliwie jest słuszne w odniesieniu do Roberta Schumanna. Syn zamożnych rodziców, muzyk i poeta, miał już w 20-tym roku życia wielką sławę. Po kilku miłostkach, mniej lub więcej szczęśliwych, ożenił się z wielkiej miłości z córką swojego profesora, Klarą Wieck, która już jako dziecko uchodziła za sławną pianistkę. Ojciec marzył o fantastycznej karjerze dla swojej ukochanej córki i sprzeciwiał się długo tym planom, lecz wreszcie musiał ulec. Klara stanowiła ogniwo między twórczością muzyczną męża a publicznością.
Gdy Schumann po 12-tu latach pożycia zaczął zdradzać objawy choroby, rodzina starała się je ukryć. Jego biografowie zgadzają się z tem, że przyczyną rozstroju była upokarzająca wegetacja w cieniu „wielkiej Klary”, która zaćmiewała go sławą.
Tygodnik AS nr 7, 14 kwietnia 1935 (s. 20)