Ze słonecznych wybrzeży Afryki północnej ciągną powietrznemi szlakami ku swej polskiej ojczyźnie chmary ptactwa, którego wylęgi odbywają się letnią porą w naszym kraju, a które jesień wypędza na dalekie południe. U nas budują sobie gniazda, tu pieczołowicie odchowują młode, aby, skoro tylko nabiorą sił do lotu, udać się jesienią na długą wędrówkę za słońcem, ciepłem, którego polska zima nie daje.
A wśród nich jakże bliskie naszym sentymentom są poczciwe boćki, których najpierwsze forpoczty lądują już szczęśliwie na opuszczonych jesienią gniazdach naszych strzech lub drzew przydrożnych.
Nauka ornitologji poddała troskliwym badaniom sprawę przelotu bocianów na południe. Wiemy już dziś dokładnie, którędy z Polski udają się bociany, odlatując wczesną jesienią na południe. Połączone stada bocianów płyną wielkiemi szlakami przez Węgry, ponad Bosforem, terenami Małej Azji, Syrji, Egipt i potem hen, ponad całym kontynentem afrykańskim, aż na południowy cypel Kraju Przylądkowego. I tu dopiero, po trudach powietrznej podróży, która trwa przeszło 2 miesiące, osiadają na zimowe leże. Druga partja dąży na zachód, by ominąć Morze Śródziemne ponad Gibraltarem.
Kto im wskazuje drogę? Oto pytanie, które mimowoli ciśnie się na myśl, kiedy zastanawiamy się nad olbrzymiemi przestrzeniami, pokonywanemi przez ciągnące odwiecznemi szlakami swych przeznaczeń ptaki.
Stacje ornitologiczne podejmują badanie przelotnych ptaków, posługując się znakowaniem ich obrączkami, zakładanemi na skrzydłach lub nóżkach ptaków. Obrączki mają wyryte daty i miejscowość, z której ptaki zostały wypuszczone. Tak śledzi się na podstawie odnajdywanych ptaków znakowanych szlaki ich przelotów, i wynikiem nowszych badań dopiero doszli uczeni do postawienia tezy, iż europejski bocian zimuje na południowym cyplu Afryki.
Podróże bocianów nie odbywają się rzecz prosta jednym ciągiem. Ptaki opadają dla wypoczynku i pożywienia na pewnych odcinkach stałych na ląd i dopiero po nabraniu sił podejmują dalszy lot.
W styczniu rozpoczyna się odlot bocianów na północ. Jednym z etapów jest naturalnie północna Afryka, a szczególnie Marokko. I rzecz najdziwniejsza: część bocianów pozostaje tu przez całe lato, aby jesienią złączyć się ze swą europejską bracią i wrócić na południe.
W Marokku są bociany bardziej jeszcze chronione przez zwyczaj ludowy, niżeli w Polsce. To też, jak u nas, gnieżdżą się one w pobliżu osiedli ludzkich, przynosząc szczęście swem pojawieniem się na gnieździe. Istnieje legenda afrykańska, która powiada, że bociany to dusze muzułmanów, odbywające pokutę w takiej reinkarnacji. Życie rozsiewa muzułmanów po całym świecie, a skoro za życia nie zdążą odbyć pielgrzymki do grobu świętego Mulay Idris, znajdującego się w Marokku, miłościwy Allah przyobleka ich dusze po śmierci w ciało wędrownych ptaków — bocianów, iżby mogły bodaj po śmierci odbyć przykazaną pielgrzymkę.
Widok bociana w Marokku jest czemś nieodłącznym prawie od jego krajobrazu. Na ubogich zagrodach tubylców, na skałach i murach, na minaretach, a nawet w lasach Atlasu, i to na znacznych wysokościach (1.700 m), wszędzie spotkamy dobrze Polakowi znane gniazdo bocianie.
Kult bociana jest nawet tak daleko posunięty, że są specjalne stacje ochrony bociana, a nawet szpitaliki, gdzie oddaje się chore bociany, porzucone nieraz przez przelatujące stada.
Tygodnik AS nr 6, 7 kwietnia 1935 (s. 18)