Przychodzi ten dzień z wiosną. Opromieniony blaskami wiosennego słońca, budzi w duszach ludzkich łobuzerję, śmiech, radość dla radości samej. Ludzie poważni, dostojni mężowie i zacne niewiasty przeradzają się w trzpiotów, w rozbawione dzieci, płatające drugim psikusy.
Cóż to za dzień? — to 1 kwietnia! — „prima aprilis”!
Któż z nas nie posyłał w tym dniu naiwniaczka po „komarowe sadło”, któż z nas nie wmawiał w przyjaciela w tym dniu, że ma posmarowany nos lub dziurę w ubraniu? Kto z nas nie weselił się naiwnością bliźnich lub kto z nas nie złościł się na samego siebie i drugich, że dał się wywieść w pole?
Zwyczaj kpienia z bliźnich w dniu 1 kwietnia jest stary. Dziś rozprzestrzenił się na cały świat. Wedle tego, co mówią stare kroniki, najwcześniej zaczął się we Francji, skąd następnie przeniósł się do Niemiec, a stąd rozprzestrzenił się na całą Europę. Z Europy przeszedł do Ameryki, gdzie szybko zyskał prawo obywatelstwa.
Różne są przypuszczenia i teorje na temat tego osobliwego zwyczaju. Zwodzenie bliźnich przez posyłanie ich w różne miejsca w dniu 1 kwietnia ma wedle jednych pochodzić z dawnych widowisk pasyjnych, urządzanych w okresie Wielkiego Tygodnia, wedle innych znowu w zwodniczej pogodzie kwietniowej, o której przysłowie mówi: „kwiecień-plecień”. Są także teorje, szukające źródła tego zwyczaju w wesołych zabawach wielkanocnych, które w wielu okolicach Francji mają charakter nawet frywolny.
Francuzi, wśród których zwyczaj ten najwcześniej się zakorzenił, są zdania, że stoi on w związku z uroczystościami, urządzanemi na zakończenie Starego Roku. Jak wiadomo, kiedyś Nowy Rok obchodzono w dniu 1 kwietnia, a więc po wiosennem porównaniu dnia z nocą. Dopiero Karol IX w r. 1564 przeniósł N. Rok z 1 kwietnia na 1 stycznia.
Zdaje się jednak nie ulegać wątpliwości, że zwyczaj 1-kwietniowy wywodzi swój ród ze starego kultu słońca. Wiosenne porównanie dnia z nocą, triumf słońca letniego nad zimowem, było obchodzone u wszystkich ludów wszystkich czasów nadwyraz radośnie. Resztki tego prastarego kultu utrzymały się do dzisiejszego dnia w zwyczajach wiosennych i zabawach, urządzanych w okresie Wielkiej Nocy. Do tych zwyczajów należy także „prima-aprilis”.
Co kraj, to obyczaj. We Francji subtelny humor galicki uzewnętrznia się w ciętej i kulturalnej satyrze, w lekkiem pokpiwaniu z bliźniego. W Niemczech zwyczaj ten przybrał bardziej surowe i nieraz niemiłe formy. Przedewszystkiem w tym kraju istnieje zwyczaj wysyłania do znajomych anonimowo listów i kartek, w których nie brak złośliwych, a nawet obelżywych uwag, skierowanych pod adresem odbiorcy. Niemcy są wyłącznymi producentami ohydnych kartek pocztowych, brzydkich w rysunku, a strasznie ciężkich w dowcipie. Niestety kartki te rozprzestrzeniły się dość znacznie i u nas.
Humor amerykański uzewnętrznia się w dniu 1 kwietnia również w niewybrednych formach. Powszechnym jest zwyczaj kładzenia na chodniku kapelusza, w którym ukryta jest cegła. Przechodzień kopie leżący kapelusz, przyczem uderza się mocno o cegłę, której obecności nie przewidział.
Z Ameryki wywodzi swój rodowód zwyczaj umieszczania w dziennikach różnych nieprawdziwych wiadomości. Nie brak także kawałów pierwszorzędnych. Twórcy tych kawałów korzystają zawsze ze słabości ludzkiej. Tak naprzykład dwaj dziennikarze w Chicago wysłali do ojców miasta zaproszenie do wzięcia udziału w komitecie budowy pomnika dla hiszpańskiego fundatora i dobroczyńcy Replifa de Noos. Nadmienili, że fundusze na budowę są już zebrane, chodzi jedynie o uświetnienie uroczystości położenia kamienia węgielnego. Ludzi chętnych znalazło się sporo.
Cała Ameryka śmiała się z dobrego żartu. Okazało się, że nazwisko W. Replif de Noos utworzyli dziennikarze ze słów „we pilfer the news”, co znaczy: „fałszujemy nowości”.
Pierwszy kwietnia jest dniem, w którym człowiek odrywa się od swych zajęć poważnych, od myśli ważkich, a wraca do pustoty dziecięcej. Należy się śmiać z kawałów, jakie nam płatają bliźni. Trzeba się uśmiechać łagodnie i wesoło, jak uśmiecha się promienne, wiosenne słońce. Trzeba tym uśmiechem witać wiosnę!
W numerze niniejszym „Asa” ukryliśmy kilka żartów prima-aprilisowych. Ciekawi jesteśmy, kto z naszych Czytelników potrafi je wykryć.
Sam.
Tygodnik AS nr 5, 31 marca 1935 (s. 30)