Tajemnice przyrody.
Jeżeli znalazłeś się kiedy, Czytelniku, nad brzegiem morza, zapatrzony w jego dal bezbrzeżną i wsłuchany w szum fal spienionych, uderzających raz po raz o skaliste brzegi — może pod wpływem przedziwnego majestatu, bijącego od wód przepastnych, uległeś nastrojowi i zadumałeś się nad życiem i jego kolejami.
I pewnie nie przyszło ci na myśl, że pod szafirową, czy też szaro-zieloną tonią morskich wód, nieraz pozornie martwych i cichych, życie pulsuje odrębnem, własnem tętnem, że i tam odbywają się tajemne misterja miłości i tragedje życiowe, że i tam poczyna się cud życia i rozgrywa dramat śmierci. Walka o byt, troska o potomstwo, ucieczka przed zasadzkami i niebezpieczeństwami jest także udziałem mieszkańców podwodnych, podobnie jak i w świecie żywym na ziemi.
Gdybyś mógł, kochany Czytelniku, znaleźć się na rafach koralowych, tych wspaniałych ogrodach podwodnych, uderzających świetnością barw i różnorodnością kształtów, a tak niebezpiecznych i unikanych przez żeglarzy, łatwo zapoznałbyś się bodaj z częścią tajemnic bujnego życia podwodnego.
Tu i ówdzie pod przeźroczystem zwierciadłem wody ujrzeć możesz jakieś barwne, różnokolorowe plamy. Takie odbierzesz wrażenie, gdy patrzysz zdaleka. Skoro jednak podejdziesz bliżej, oczom twym wspaniały ukazuje się widok. Jesteś oczarowany. Zdaje ci się, że śpisz. Bo oto widzisz przyczepione do skały jakieś przepyszne w kolorach — zda ci się — kwiaty, rozchylające swe kielichy, poruszające się w takt igrających fal. Tu różowe, tam znowu zielone, czy białe lub czerwone — co jeden, to piękniejszy wykwita przed twemi oczami.
Patrzysz w niemym zachwycie. I oczom swym wierzyć nie chcesz. Przez chwilę uległeś złudzeniu; lecz powoli przekonujesz się, że te istoty, tak wspaniałe, nie mogą być kwiatami — to nie są rośliny, bo takich pod wodą nie spotkasz nigdzie. Skoro będziesz pilnie obserwował te piękne wytwory przyrody, zauważysz, że to, co brałeś za kielich kwiatu, to ramiona cieńkie i długie, prężące się we wodzie.
Chciałbyś się dowiedzieć jaknajprędzej czegoś więcej o tych ciekawych mieszkańcach podwodnych. I oto los ci sprzyja. Odkrywa tajemnicę. Wśród tych „kwiatów” widzisz pływające rybki. Wesołe te mieszkanki wód uwijają się chyżo, pluskają we wodzie, igrając beztrosko, niepomne niebezpieczeństwa. Czyż mogłoby im ono zagrażać tutaj, w tym podwodnym ogrodzie?
Chwilka i rąbek tajemnicy uchylony. Oto jedna z rybek zbyt blisko przewinęła się koło „kwiatu” i w tym momencie ramiona wyciągnęły się po nią. Rzuca się na wszystkie strony biedna ofiara, stara się wyślizgnąć, lecz nadaremnie. Ramiona coraz silniej obejmują ją i ściskają. A zpośród ramion wychyla się szeroki otwór. Ramiona zaginają się coraz bardziej i szamocącą się zdobycz wciągają w stronę otworu, tak, że wkońcu rybka ginie w jego czeluści. Ramiona zamknęły się nad nią. Rybka została połknięta.
A więc ten piękny niby „kwiat” — to zwierzę żarłoczne i drapieżne. Przyczepione do skały, czyhało na zdobycz. Na imię mu — ukwiał, który ze względu na swe podobieństwo do kwiatu nazwano także morską różą, zawilcem lub też goździkiem, chociaż obdarzono go także i mniej zaszczytną nazwą pokrzywy morskiej. A wiecie dlaczego? Bo na ramionach swych posiada t. zw. parzawki, z których wystrzykuje zabójczą ciecz w chwili atakowania ofiary.
To jeden tylko fragment tragedji życia rybki. A na ileż innych niebezpieczeństw narażone jest niemal ustawicznie jej życie! Setki jej towarzyszek ginie w paszczach wielorybów, lub żarłocznych delfinów, czy wreszcie fok; na inne czyhają mewy, kormorany, lub niestrudzone w swym locie długoskrzydlate albatrosy; wreszcie drapieżne ryby, nie pomijając człowieka, który na wiele z nich zastawia zdradzieckie sieci.
I próżno litowałbyś się, Czytelniku, nad ich losem. Nie tylko na nie, ale i na innych mieszkańców wód czyhają ciągle niebezpieczeństwa różnego rodzaju. W głębinach mórz wre wieczna walka, z której silniejszy wychodzi zwycięsko. Bo takiem jest życie!
Dr Z. Maślankiewicz.
Tygodnik AS nr 2, 10 marca 1935 (s. 18–19)