Zupełnie jasnem i naturalnem jest dla nas, że niedołężne niemowlęta i małe dzieci pozostają pod opieką nianiek; dziwnem jednak może się wydać, że podobne opiekunki istnieją także u niektórych owadów, a między innemi u mrówek.
Owady te, dobrze znane każdemu od dawien dawna, stanowiły przedmiot zainteresowania wielu badaczy ze względu na bardzo ciekawy sposób życia. Niejeden zapewne wiąże z mrówkami niemiłe wspomnienia, gdy, zmęczony długą wędrówką po lesie, usiadł na jednym z wielu pniaków, rozrzuconych na pięknej polance leśnej, ciesząc się nadzieją miłego wypoczynku, musiał jednak z tej przyjemności zrezygnować, napadnięty przez te owady. A ileż to razy amator konfitur po otworzeniu słoika zauważył całe ich mnóstwo, raczące się słodyczą, i sam musiał obejść się tylko smakiem!
Mrówki żyją gromadnie, zakładając swe gniazda w ziemi lub pniach drzewnych, albo też budują kopce, dobrze wszystkim znane mrowiska, wznosząc je z cząstek drewna, kory, ździebeł trawy oraz igliwia. W mieszkaniu takiem są liczne komory, galerje i korytarze, znajdujące się na różnych piętrach. W nich składają mrówki jajka, wychowują i pielęgnują gąsienice i poczwarki, magazynują żywność, prowadzą hodowlę mszyc lub innych owadów albo zakładają ogródki, hodując w nich różne grzybki.
Mrówki, uznane za symbol pracowitości, tworzą społeczeństwa, złożone z nielicznych stosunkowo samic i samców oraz wielkiej bardzo ilości robotnic. Osobniki te różnią się między sobą nietylko pewnemi szczegółami w budowie i wielkością, ale także wykonywanemi przez siebie czynnościami.
Skoro nadejdzie okres „lotu godowego”, uskrzydlone samce i samice wzbijają się w przestworza, a kiedy opadną na ziemię, samce giną, samicom zaś odpadają skrzydła lub też zostają one odgryzione przez robotnice. Wtenczas samice zaczynają składać jajka. O ile rola ich ogranicza się tylko do tej funkcji, to robotnice spełniają bardzo wiele różnorodnych czynności. Panuje wśród nich wyraźny podział pracy, czego następstwem jest niezwyczajny i zadziwiający ład, jaki panuje w mrowisku. Każda robotnica zajęta jest swoją — jej tylko przeznaczoną — czynnością. Jedne z robotnic żywią całą kolonję, inne utrzymują porządek w komorach i korytarzach, a w razie uszkodzenia mrowiska natychmiast przysłane zostają do jego naprawy; większe od innych, opatrzone dużemi głowami i szczękami, prawdziwi „żołnierze”, stają w chwili zagrażającego niebezpieczeństwa w jego obronie, a wychowaniem potomstwa, wyległego z jajek, zajmują się robotnice specjalnie do tego celu przeznaczone.
Niejeden z czytelników przyglądał się zapewne mrowisku i mrówkom przy pracy i podziwiał, jak te maleńkie stworzonka ciągnęły zdobycz, znacznie je przewyższającą tak wielkością, jak i ciężarem, a gdy nie mogły dać sobie rady, na pomoc przychodziły im inne i wspólnemi siłami dokonywały zamierzonej pracy.
A jeżeli włożył ktoś kij w mrowisko, co stało się nawet przysłowiowem niemal powiedzeniem, zakotłowało się w niem i zaroiło od wielkiej ilości mrówek, rozbiegających się w różnych kierunkach. Pomiędzy niemi zauważyć można było takie, które, zaniepokojone nagłym ruchem, szybko porywały z ziemi jakieś maleńkie, białawe, owalne, jakgdyby jajeczka i umykały z niemi wgłąb mrowiska, szukając tam schronienia. To właśnie niańki mrówcze, które, korzystając z pięknej pogody, wyniosły poczwarki na słońce i strzegły je niby drogocennego skarbu. W razie zaatakowania przez jakiegoś nieproszonego napastnika taka mrówka-niańka, niosąca jakgdyby w powijakach przyszłą mrówkę, nie tak łatwo pozbędzie się powierzanego jej opiece „maleństwa” i bronić go będzie z narażeniem własnego życia.
Ponieważ w różnych częściach mrowiska panują różne warunki temperatury i wilgotności, przeto robotnice-piastunki, które troszczą się bardzo o powierzone ich pieczy potomstwo, przenoszą z miejsca na miejsce beznogie, przeźroczyste gąsieniczki, aby zapewnić im w każdej chwili najlepsze warunki rozwoju.
Robotnice te są także i mamkami. Sok bowiem pożywny, który wydzielają, wlewają one do pyszczka gąsienicy. Skoro gąsieniczki są syte, leżą nieruchomo, jakgdyby bez życia, lecz gdy im tylko głód dokuczać zacznie, dają znać o tem przez żywe wykręcanie przedniej części ciała. Po jakimś czasie gąsieniczki, zmienione w oprzędzione kokonem owalne poczwarki, niesłusznie zwane „mrówczemi jajami”, wynoszą mrówki-piastunki na słońce i świeże powietrze, a w razie jakiegoś niebezpieczeństwa chowają je w najgłębsze gniazda.
A kiedy poczwarka przeradza się w młodziutką mrówkę, wtenczas przy wydostaniu się z kokonu słabiutkiemu temu stworzonku pomaga jego niańka-opiekunka i uwalnia je z więżącej osłonki. Następnie nowonarodzona mrówka otrzymuje od karmicielki pierwszą kropelkę pożywnej cieczy, zanim rozpocznie samodzielne życie.
Dr Z. Maślankiewicz
Tygodnik AS nr 21, 21 lipca 1935 (s. 8, 31)