Książęta mody

Typ dandysa z początku XIX w.

Napisał: André de Fouquières, b. szef protokółu dyplomatycznego Republiki Francuskiej

Gdy oglądam stare obrazy, spotykam się z typami ludzkiemi, które już dawno zginęły. Strata ta nieraz jest wysoce dotkliwa, przynajmniej jeżeli idzie o mnie. Jednym z najciekawszych takich typów jest bezwątpienia — dandy.

Czemże jest dandy? Słynny poeta Chateaubriand pozostawił nam niezbyt pochlebną definicję dandysa; pisze on bowiem: „Dandy wykazuje dumną niezależność swego charakteru, wyciągając swoje nogi przed siebie i podsuwając je paniom, które siedzą naprzeciwko niego, aby je podziwiały. Kiedy jedzie konno, trzyma swój stek tak, jak się nosi świecę podczas procesji, nie użyczając koniowi, na którym siedzi, najmniejszej uwagi. Możnaby przypuszczać, że dandy nie jest świadom swej egzystencji lub też egzystencji otoczenia. Robi wrażenie, jakgdyby nie zdawał sobie sprawy z obecności pań i jakby wogóle z nikim nie potrzebował się liczyć”.

Obraz ten przedstawia nam dandysa, jakim on był w Anglji w początkach XIX wieku. Reprezentantem tego typu był Jerzy Bryan Brummell, którego pieśń pochwalną zamierzam tutaj wypowiedzieć. Najlepszemi jednak typami dandysa byli, mojem zdaniem, Richelieu, Grammont i d’Orsay. Istnieją bowiem dwie drogi, któremi można dojść do skończonego typu dandysa. Jedna z nich jest praktyczną, a druga teoretyczną. Są dandysi w ubiorze, ale są też dandysi literatury.

W pierwszej grupie Brummell był jedynym w swoim rodzaju. Był to bezwzględnie unikat, który panował niejako nad swoją epoką. Będąc synem właściciela składu z konfekcją, dostał się do Eton i robił wszelkie możliwe wysiłki, aby zaprzeć się swych rodziców. Nie posiadał jednak wielkich szans wybicia się dzięki swemu urodzeniu. Nie miał też ani żadnych talentów, ani specjalnego zamiłowania do jakiejkolwiek gałęzi wiedzy. Mimo to stał się wkrótce najwybitniejszym młodym człowiekiem w całej szkole. Posiadał bowiem niebywały instynkt, który nakazywał mu milczeć w odpowiedniej chwili, a innym znów razem wyrażać się bardzo pięknie, a przytem ubierał się nienagannie. Coraz to nowe wynajdywał klamry do bucików, a czegoż więcej było potrzeba?

W tym właśnie czasie arystokratyczne towarzystwo dzieliło się na dwie kategorje: jedna część, nosząca nazwę „bucks” — określenie dandy jeszcze nie było wynalezione — starała się być tem, co dzisiaj nazywamy „smart”, to jest człowiekiem bezpretensjonalnym, który nie liczy się z pieniędzmi. Brummell wkrótce zajął pierwsze miejsce w tej grupie i znany był jako „piękny Brummell”, w czem polegała tajemnica jego powodzenia.

Nie przesadzam. Brummell cieszył się w tych kołach niebywałem uznaniem i wpływami zgoła niezrozumiałemi, jeżeli się weźmie pod uwagę, że chodziło przecież o człowieka, który nie miał żadnej większej wartości. Osoba jego musiała mieć jakieś niezwykłe zalety i nieokreślony czar. Ówczesny książę Walji, a późniejszy król Jerzy IV, stał zupełnie pod jego wpływem i często się z nim spotykał. „Pierwszy gentleman” Europy był bezapelacyjnym sędzią we wszystkich zagadnieniach mody.

Współcześni twierdzą, że rocznie wydawał 2.000 funtów szterlingów na stroje. Brummell odznaczał się niebywałą pomysłowością w zakresie mody męskiej. Potrzebował też „tylko” dwóch godzin na ubranie się, a najbardziej kunsztownem u niego było zawiązywanie krawatki. Musiało ono się udać za jednym zamachem. Krawatka ta, będąca białą wstążką, układała się naokoło kołnierzyka dosyć wysokiego, a spięta szpilką, pozwalała mu opadać na nią. Krawatka Brummella wzbudziła zainteresowanie pani de Staël, a Alfred de Musset mówił o niej często. Nieraz też ówczesny książę Walji, który był równocześnie regentem państwa, był obecny przy misterjach zawiązywania krawatki przez Brummella, ku jego jednak wielkiej przykrości nie udawało mu się nigdy sprostać naszemu dandysowi. Obaj panowie mieli jednego krawca, który bardziej był dumny z tego, że ubierał Brummella, niż ze swego książęcego klienta.

Taine opowiada, że lord Byron nigdy nazwiska Brummella nie wymawiał bez zazdrości i pewnego rodzaju podziwu. Ale też Brummell bardzo dbał o opinję i starał się podtrzymywać dobre o sobie mniemanie. Rzadko tylko przemawiał w większem gronie, wybierając jakąś impertynencję, aby swoją reputację bardziej zaakcentować. Kiedyś zapytał się lorda X:

— Co pan ma za jakieś dziwne przedmioty na nogach?

— No, oczywiście buty — odparł zdziwiony lord.

— Ach tak — odparł dandys, podnosząc swoje lorgnon i przypatrując się pilnie butom lorda z pewnem zdziwieniem. A wkońcu dodał: — Wziąłem to za pantofle.

Gdy pewnego razu jeden znajomy zaprosił go na obiad, odparł:

— Owszem, chętnie odwiedzę pana, o ile o tem nikt się nie dowie.

Innym znów razem oświadczył znajomemu, który chciał go odwieźć swoją karetą:

— Cóż ludzie sobie pomyślą, gdy zobaczą mnie w karecie, a pana na koźle?

Brummell stanowił wśród dandysów specjalną odmianę, gdyż był wysoce nieuprzejmy, podczas gdy inni nimi nie byli. Lecz mógł sobie na to pozwolić. Mimo to jednak, wystąpiwszy kiedyś w swoim właściwym mu tonie wobec księcia Walji, powinęła mu się noga. Musiał opuścić Londyn, przeniósł się do Calais, a potem do Caen, gdzie umarł w biedzie.

Koniec jego był srogą karą za jego poprzednie życie. Zdarzało się, że zbierał końce świec w hoteliku, w którym mieszkał, przynosił je do swego pokoju sypialnego, a następnie, otwarłszy drzwi, anonsował fikcyjnych gości: „Jego królewska wysokość książę regent!”, „Lady Jersey!”, „Jej miłość Georgina, księżna Devonshire!”. Następnie biegł do drzwi, jakby chciał dostojnych gości powitać. Na końcu stary dandys chciał zaanonsować sam siebie i obwieścić doniosłym głosem: „George Bryan Brummell!”, lecz głos jego się załamywał, zrozumiał, że to wszystko jest przecież tylko fantazją, opadł na fotel i zaczął rzewnie płakać.

Brummell jest charakterystycznym typem praktycznego dandysa. Lord Byron zrobił z tego typu rodzaj bohatera, tajemniczego i dumnego ducha ciemności, jakiegoś Manfreda, Larę czy Don Juana.

Każda epoka posiada swoich dandysów i gdy porównamy postacie bohaterskie w powieściach z temi typami elegantów, znajdziemy, że wpływ ich na literaturę jest duży i że oni ją inspirują. Staje się ona wtedy obrazem obyczajów i manier danego czasu.

W XVII wieku takim dandysem był Ludwik XIV, który ubierał się z wielkim smakiem. Spotykamy się znów z innymi postaciami, jak książę de Lauzun, margrabia de Vardes, hrabia de Lude, kawaler de Grammont i hrabia de Guiche. Wiek XVIII przynosi typ „dyletantów-uwodzicieli”, zjawiają się postacie powieściowe, modelowane wszystkie na Don Juanie. Taki np. książę Richelieu był poprostu opętany manją dandyzmu, ale tylko niewiele kobiet zdołało mu się oprzeć. Był jednak zupełnie niepodobny do Brummella, gdyż posiadał wiele uroku czysto francuskiego. W czasach tych nikt nie posiadał skrupułów, dlaczegoż też miałby je mieć wytworny Richelieu? Przecież każdy elegant ówczesny posiadał swoją kochankę i szczycił się tem. Zdarzyło się, że dwie panie z towarzystwa pojedynkowały się o pięknego księcia, co ogromnie go ubawiło. Zjawił się też podczas pojedynku i… pozostał zwycięzcą.

Był to renesans donjuanizmu, co jednak niedługo trwało, gdyż pod razami satyry i krytyki filozofów cały gmach ówczesnego ustroju wkrótce się zawalił, a razem z jego upadkiem również i typ Don Juanów został zmieciony z powierzchni ziemi.

Lecz przyszły nowe wcielenia dandysa. Zjawili się muskadyni, kobiety wtedy podziwiały szerokie ramiona, a przylegające stroje pozwalały obserwować ruch mięśni. Nowi dandysi nosili grube laski i wogóle robili wrażenie wysoce energicznych i dzielnych. Następny okres przyniósł ze sobą znów postacie, które odznaczały się myślącą, ale głównie bladą i wysoce tragiczną twarzą. Chodzili oni po świecie tak, jakgdyby nosili go na swoich ramionach. Epoka ta trwała dosyć długo, gdyż typ ten dobrze był widziany jeszcze na dworze Karola X i Ludwika Filipa. Byli to poprzednicy romantycznych bohaterów. Z Niemiec przyszedł zrozpaczony Werther i zapoczątkował epidemję samobójstw.

Pierwsi dandysi, którzy pojawili się na bulwarach paryskich, byli kombinacją Brummella i Manfreda i ujawniali cechy zarówno elegancji, jak też pewnej bliżej nieokreślonej ponurości. Do takich typów należał Barbey d’Aurevilly, jakoteż Alfred de Musset. Przyszedł wkońcu czas, kiedy kobieta zaczęła oddawać się sportom. Ówczesne panie brały udział w polowaniach, paliły cygara, piły alkohol jak mężczyźni, zachowywały się hałaśliwie, a nawet z całą śmiałością, jakiej dawniej nie posiadały.

Drugie cesarstwo natomiast było idealną epoką dla miłości. Byronizm wyszedł z mody, a ludzie cieszyli się byle czem. Dużo uroku dawała okoliczność, że panował wtedy wielki przepych. Weszło w modę rujnowanie się dla kobiet.

Dzisiaj ludzie są ogólnie bardzo sceptycznie usposobieni, to też wolą prowadzić spokojną konwersację i czynić to, co jest w zgodzie z ogólnie przyjętemi przepisami, niż drapować się w taką czy inną rolę koturnową. Wszyscy zresztą są mniej lub więcej ograniczeni w przejawach swej woli, dlatego też nie ma dzisiaj miejsca dla dandysów.

Tłum. J. G. M.

Tygodnik AS nr 16, 16 czerwca 1935 (s. 25, 30)

Udostępnij ten artykuł
Brak komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *