Rozprawa naukowa jednego z uczonych amerykańskich, jaka niedawno się pojawiła, rozpatrująca zagadnienie istnienia szóstego zmysłu, na nowo poruszyła ten interesujący problem.
Już od dawna zauważono, że ludzie pierwotni i niektóre zwierzęta okazują zadziwiającą zdolność orjentowania się w lasach, pustyniach czy górach. Zarówno wśród ludzi, jak i zwierząt spotykamy pewne wypadki tak zadziwiającej zdolności orjentacyjnej, że nie możemy jej wytłumaczyć sobie prostą wprawą, nabytą przez ćwiczenia czy warunki życiowe. Tak n. p., gdy ekspedycja naukowa francuska przed kilku laty robiła pomiary na Saharze, zdarzył się ciekawy wypadek: jeden z inżynierów z pomocą mapy i kompasu oznaczył kierunek drogi. Obecny przytem jeden z Beduinów zwrócił uwagę inżynierowi, że kierunek drogi jest źle wytyczony, bo miejsce, do którego zdążają, jest o parę stopni odchylone na zachód od miejsca, oznaczonego przez inżyniera. Gdy pomiary powtórzono z większą dokładnością, okazało się, ku niesłychanemu zdziwieniu uczonych, że Beduin miał rację.
Jeden z angielskich myśliwych opisuje znów zadziwiającą zdolność murzynów afrykańskich do odnajdywania drogi. „Jakim sposobem murzyni w najdzikszych pustyniach i puszczach odnajdują zawsze najkrótszą drogę do swoich wsi, to jest dla mnie dziś zagadką. W Afryce wschodniej słońce koło południa znajduje się w zenicie, dlatego określenie czterech stron świata nie jest tam rzeczą tak prostą, jak u nas; nie przypuszczam też, żeby się ludzie tamtejsi kierowali słońcem; poprostu wiedzieli i mówili sobie: tam i tam jest nasze obozowisko. Któż dojdzie, dlaczego oni się nigdy nie pomylą w kierunku?”
Podobną zdolność orjentacyjną posiadają prawie wszystkie ludy pierwotne. U nas w Europie zdolność tę posiadają w wysokim stopniu cyganie. U ludzi cywilizowanych zanika ona i przytępia się, mimo to możemy obserwować, że jedne osoby orjentują się doskonale, inne zaś zdają się być zupełnie jej pozbawione. Zdolność orjentacyjną można w dość prosty sposób wypróbować. W lesie lub w górach badanej osobie zawiązuje się oczy i prowadzi chwilę krętą drogą. Po pewnym czasie osoba ta, nadal z zawiązanemi oczyma, ma wskazać strony świata i niektóre miejscowości, o ile je zna i była tam. Ciekawem jest, że są pewne osoby, które przy takiej próbie nie pomylą się nigdy. W nieokreślony sposób „czują” strony świata i położenie szukanych miejscowości. Oczywiście próbę tę można zrobić i w pokoju, ale tu jest orjentacja łatwiejsza i próba prawie zawsze się udaje.
Osoby obdarzone tą zdolnością nie mogą nigdy zabłądzić. O ile w danej okolicy mają bodaj jeden punkt znany, to, chociaż go nie widzą, kierują się według niego i znajdą zawsze właściwą drogę. Zrozumiałem jest, że zdolność ta zawodzi w górach lub bagnistych okolicach, gdzie nie wystarczy znać kierunek, lecz głównie różne przejścia i niebezpieczne miejsca.
Podobną, lecz o wiele doskonalszą zdolność orjentacyjną posiadają zwierzęta. Opisy życia zwierząt podają nam szereg faktów, dowodzących istnienia zwierząt o niezwykłej zdolności orjentacyjnej. Franklin w swojej książce p. t. „Życie zwierząt” tak opisuje pewien wypadek: „Na fregacie „Ister”, płynącej z Gibraltaru do Malty, znajdował się osioł, będący własnością jednego z kupców, jadących na statku. Fregata ta rozbiła się na ławicach piaszczystych o 200 mil morskich od Gibraltaru. Osioł wpadł do wody, wpław dostał się na ląd i najkrótszą drogą przez góry i rzeki powrócił do Gibraltaru”.
Jeszcze bardziej zadziwiającą jest historja żółwia, złowionego w oceanie Spokojnym w pobliżu wyspy Ascension, któremu wypalono na skorupie litery i cyfry. Gdy okręt zbliżał się już do Anglji, żółw ciężko zachorował, a ponieważ nie chciano, żeby zdechł na okręcie, rzucono go spowrotem do morza. W dwa lata później złowiono go znów w bliskości wyspy Ascension.
Arabowie opowiadają, że konie niejednokrotnie ratują karawany, które chcą zboczyć pod wpływem złudzenia fata morgany. Konie instynktownie idą dobrą drogą, a przewodnicy baczną zwracają uwagę na ich zachowanie. W razie wątpliwości, gdy zachodzi podejrzenie zjawiska fata morgany, koń jest wtedy nieocenionym przewodnikiem. Ptaki, wracające na wiosnę z ciepłych krajów, zawsze trafiają do swej rodzinnej wioski czy lasu. Gołębie pocztowe dokazują cudów, przenosząc pocztę. Wypuszczone w nieznanych sobie okolicach, przelatują setki kilometrów do miejsca zamieszkania. Któż wreszcie nie zna tych wzruszających historyj psów i kotów, które, wywiezione w workach poza granice swoich rodzinnych miejsc, wracają z daleka, nieraz po kilku miesiącach wędrówki.
Trudno przyjąć, by był to tylko wpływ warunków i ćwiczenia. Coraz częściej uczeni tłumaczą zdolność orjentacyjną posiadaniem szóstego zmysłu, zmysłu miejsca. U ludzi cywilizowanych zmysł ten, jako nieużywany, jest przytępiony. Częste wycieczki i przebywanie w górach czy lasach zaostrzają go w wielkim stopniu. Wytrawny turysta o wiele lepiej orjentuje się niż nowicjusz.
Kategoryczne stwierdzenie szóstego zmysłu jest trudne, bo nie znamy ani jego umiejscowienia, ani nerwów, przewodzących wrażenia orjentacyjne, co oczywiście uniemożliwia przeprowadzenie odpowiednich doświadczeń.
Inż. Władysław Miller
Tygodnik AS nr 15, 9 czerwca 1935 (s. 7)