Cécile Sorel wskrzesza Sarę Bernhardt

Cécile Sorel w jednej ze swych kreacyj.

Dużo się pisze i mówi o tradycjonaliźmie Anglików, a zamało o tymsamym objawie u Francuzów. Tymczasem przywiązanie do tradycji widać w takim n. p. Paryżu na każdym kroku. Bieg życia przeciętnego Francuza dziś jest taki sam, jaki był wczoraj, przed wojną i dawniej. I chociaż w Paryżu tyle się zmienia z roku na rok — to w gruncie rzeczy tam, gdzie tkwią korzenie francuskości, jest stale wszystko to samo.

Zamiłowanie do tradycji widzi się też dobitnie w teatrze francuskim. Od lat jeszcze przedwojennych działały i działają w Paryżu jednostki i całe zespoły teatralne, starające się popchnąć teatr nową drogą. Owszem, te próby mają nawet powodzenie — ale zawsze i mimo wszystko na czele teatru Paryża, a tem samem Francji, stoją „teatry subwencjonowane”, konserwujące dawnego ducha i dawną sztukę teatralną, nazwijmy ją klasyczną, z „Komedją Francuską” na czele i jej filją „Odeonem”.

Te właściwie teatry nadają ton poziomowi teatralnemu stolicy Francji; tam powstają sławy sceniczne, zarówno autorskie, jak aktorskie i reżyserskie. Nam, przyzwyczajonym do innego teatru, nieraz trudno jest wysiedzieć na takiem przedstawieniu, którego zarówno sama treść, jak podanie odbiega daleko wstecz od przyjętych obecnie mniejwięcej w całym świecie zasad nowego teatru.

A jednak Francuzi te właśnie teatry uznają najwięcej i jeśli idą do innego przybytku Melpomeny, to tylko dla rozrywki, a do „swoich” teatrów chodzą dla czegoś jeszcze innego: dla upojenia się tradycjonalizmem, dla wsłuchania się w skandowanie ubiegłego stulecia, wpatrzenia w gest i mimikę, jakiej na żadnej chyba innej scenie świata w tej formie nie da się już zauważyć. Stąd te naprawdę wzruszające sceny, jakie się widuje w „Komedji Francuskiej” — naprzykład ludzi ślepych, którzy przychodzą tam tylko po to, by usłyszeć słowo francuskie, podane tak, jak gdzieindziej go nie usłyszą, deklamację aktora, dla nich pełną wzruszeń, dla nas nieraz robiącą wrażenie „zgrywania się”…

Tam też, na tej tradycjonalistycznej scenie francuskiej, wyrosła postać aktorska na miarę olbrzymią — Sarah Bernhardt, i tam obecnie od lat kilkudziesięciu sławą jest, nimbem otoczona, Cécile Sorel, „głosem ludu” zwana następczynią wielkiej Sary.

Lat kilkadziesiąt na scenie — i wciąż u szczytu sławy — to już miara talentu chyba wystarczająca.

Tygodnik AS nr 11, 12 maja 1935 (s. 19)

Udostępnij ten artykuł