Jedwabny żywot krawatki

Współczesna krawatka o żywym, niesymetrycznym wzorze.

Pewnego razu król Edward VII we foyer paryskiej Opery zbliżył się do jednego z nieznajomych i własnemi królewskiemi rękami poprawił mu węzeł krawata, mówiąc: „Nie mogę patrzeć na źle zawiązaną krawatkę”. Anegdotę tę przyniosły swego czasu pisma paryskie jako dowód poczucia elegancji u króla.

Mało tylko ludzi zdaje sobie z tego sprawę, że prawdziwa, wytworna i „kulturalna” elegancja jest bezwątpienia wypływem artystycznych zamiłowań człowieka. Nie mówię oczywiście tutaj o przesadnych snobach i „gogusiach”.

W tem ciekawem królestwie mody, poddanem ciągłym przewrotom i rewolucjom, jedną z wybitniejszych ról gra bezwątpienia krawatka. Krawat, albo krawatka, jak ją nieraz nazywano przed wojną, wyrobiła się dopiero w początkach XIX wieku. Rodowód swój wywodzi ona z żabotu, t. j. plisowanego i nieraz misternie ułożonego gorsu, noszonego w XVIII wieku, a składającego się z licznych koronek, spiętych kosztowną często agrafą brylantową. Te ozdoby piersi męskiej nazywano w Polsce również „fontaziami”. Żabot miał swe odpowiedniki w koronkach u rękawów, noszonych nawet przy mundurze. Musiał się on odznaczać nietylko nienaganną bielą, ale również cienkością płótna.

Gdy „ancien régime” padł pod razami paryskiego ludu i zaczęto tworzyć nowy światopogląd, odbiło się to przedewszystkiem na modzie, w której wprowadzono na miejsce koronek zwykły „halsztuk”, t. j. naokoło szyi ułożoną materję, stanowiącą równocześnie kołnierz. Wiązanie tego halsztuka było nielada sztuką i ważnym momentem w tualecie eleganta.

Powoli halsztuk „rewolucyjny” przyjmuje się w całej Europie i stanowi on dla najsławniejszego eleganta w początkach XIX wieku, Jerzego Bryan Brummella Esq., jeden tytuł więcej do jego europejskiej sławy. Nikt bowiem nie umie tak wspaniale wiązać halsztuka, jak właśnie on. Wprowadza on nieznane dotąd materje, muśliny, nieco cięższe od dotychczas używanych, które jednak pozwalają zawiązać węzeł w sposób znacznie piękniejszy. Nieraz ówczesny książę Walji, a późniejszy król Jerzy IV, asystuje przy wiązaniu tego węzła, o którym naówczas mówiono z takiem zainteresowaniem, jak w starożytności o węźle gordyjskim. Kołnierze noszono wtedy nad wyraz wysokie, a prawdziwy elegant tonął niejako aż po samą brodę w misternie związanym halsztuku.

Po pewnym czasie zauważono niepraktyczność halsztuka i zaczęto kontentować się jedynie kołnierzem, okolonym już tylko cieniem halsztuka, t. j. krawatem. Metamorfoza ta nastąpiła w pierwszej połowie XIX wieku, chociaż jeszcze w czasie Kongresu Wiedeńskiego większość ludzi, należących do sfer uprzywilejowanych, nosiła chętnie dawne koronki.

Ówczesne krawaty pozbawione były wszelkiego uroku i przypominały raczej kompresy na gardło. Powoli tylko z brzydkiej poczwarki, jaką był krawat w latach 1830 do 1870, przedzierzgnął się w wytwornego i barwnego motyla, jakim widzimy go dzisiaj.

W końcu XIX wieku krawat nabiera barwności, zmienia swą postać i konwencjonalny krój ustępuje miejsca fantazyjnym kreacjom. Odznacza się on w tym czasie wielkim formatem, ulubione wzory stanowią kwiatki, kółka, kropki, różne linje i wężyki. Wiązanie krawata ówczesnego również było odmienne od dzisiejszego: zakładano jeden koniec na drugi i spinano często dużą, jak na dzisiejszy gust brzydką, szpilką.

Dopiero XX wiek przyniósł krawatowi korzystne warunki rozwoju. W dziedzinie tej odznaczyło się kilku elegantów, a przedewszystkiem król Edward VII, p. Duval, właściciel licznych paryskich restauracyj swego imienia, markiz Bonifacy de Castellane i kilku innych.

Wobec znacznego poszarzenia stroju męskiego moda, chcąc nie chcąc, musi mieć w odwodzie kilka barwnych szczegółów, któremi może go ożywić. Ta rola przypadła też krawatowi i kamizelce. Mężczyzna, umiejący naprawdę tworzyć w zakresie mody oryginalne pomysły, posługuje się krawatem nietylko celem urozmaicenia swego stroju, ale również celem podkreślenia okoliczności, w jakich wypadnie mu się znaleźć. Szary garnitur np. można ożywić krawatem, ale można też nadać mu cechę powagi. Krawat włóczkowy lub zrobiony z bardzo lekkiego materjału dodaje strojowi męskiemu pewien odcień sportowy, gdy natomiast poważniejszy, w tonach ciemnych, spięty drobną perłą, dodaje charakteru oficjalnego.

Ważny moment w omawianej przez nas dziedzinie stanowi t. zw. „muszka” lub „motylek”. U nas w Polsce nosi się ją przeważnie jako mniej oficjalną odmianę krawata, co jednak jest regjonalizmem, gdyż, jak wiadomo, w Anglji np. i we Francji panowie wkładają muszkę do wykładanego sztywnego kołnierzyka i do… żakieta. Oczywiście, że musi ona być wtedy o spokojnym wzorze, żywsza w kolorze, lecz nie krzycząca.

Trudno byłoby ustalić pewne wytyczne co do krawata, gdyż tu decydować musi własny gust. W każdym razie istnieją pewne „kanony”, których nie można pomijać. Krawat powinien być nie skompletowaniem w kolorze ubrania, lecz przeciwnie — urozmaiceniem jego, to też do brązowego np. ubrania nie powinno się dobierać krawata o identycznym kolorze. Jeżeli chodzi o wzory, to nie powinny one być zbyt fantastyczne, a już zupełnie źle widziane są różne kwiaty i t. p. wzory.

Jan Maleszewski

Trzy portrety pokazujące żabot, dawny krawat i współczesną krawatkę
Trzy epoki: koronkowy żabot XVIII wieku, krawat naszych dziadków i barwna krawatka margrabiego Boni de Castellane.

Tygodnik AS nr 22, 28 lipca 1935 (s. 25)

Udostępnij ten artykuł
Brak komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *