Salony polskiej emigracji

Pałac Lambert, stara siedziba XX. Czartoryskich, w którym zbierała się polska emigracja, radząc o akcji politycznej.

Salon — ten wielki niegdyś współczynnik kulturalny w życiu narodu — traci obecnie coraz bardziej na wartości. Stając się unikatem, zaczyna „trącić myszką” i przypominać gabinet osobliwości. A jednak jakąż odgrywał on cywilizacyjną rolę w Polsce, iluż wielkich posunięć stał się świadkiem, ilu tajemnic państwowych powiernikiem!

Stanowił on przecież, jeżeli chodzi np. o stosunek do Francji, najlepszy węzeł, łączący ducha i politykę obu narodów. Od czasu, kiedy delegacja polska odwiedziła Paryż celem zaofiarowania korony królewskiej ks. Henrykowi de Valois, Paryż i Francja stały się celem podróży licznych panów polskich. Jan Sobieski stał się atrakcją salonów paryskich, a w sto niecałe lat później inny król polski, Stanisław I z domu Leszczyńskich, miał w swojem Nancy i Lunéville stworzyć pierwsze salony polskiej emigracji. Zbierali się tam malkontenci wobec rządów saskich, krewni króla — Jabłonowscy, Krasińscy, Wielopolscy, Ossolińscy — i liczni adherenci, którzy kończyli lotaryńską szkołę rycerską, stworzoną przez króla. Kultura francuska zaczęła przenikać, Francja stawać się coraz bardziej Mekką polskiej szlachty, a później inteligencji wogóle.

Lecz salon polski zagranicą przechodził przedziwne metamorfozy: od wesołego, wykwintnego i czysto towarzyskiego miejsca zebrań przechodził przez wielkie odmiany aż do zebrania konspiratorów, myślących o zbawieniu Ojczyzny. Takim stał się on zwłaszcza po r. 1831 i 1863, kiedy to Polacy używali go celem nawiązania na terenie towarzyskim kontaktu z wybitnemi osobistościami Francji, uważanej za naturalną naszą opiekunkę. Takich placówek politycznych zagranicą mieliśmy więcej: w Rzymie, w Dreźnie, we Florencji, wkońcu w Berlinie, Wiedniu i Petersburgu.

Dzięki zaletom towarzyskim i duchowym Polacy dobrze widziani byli na obcej ziemi, zwłaszcza w Paryżu. Gdy przecież wspomnieć o tragicznej śmierci ks. Rozalji z Chodkiewiczów Lubomirskiej, ofiary terroru rewolucyjnego, to jedną z pierwszych osób, jaką odwiedził powracający z wygnania Ludwik XVIII w r. 1814, jeszcze przed swym oficjalnym uroczystym wjazdem do stolicy, była pani z Massalskich Potocka, 2-o voto księżna de Ligne, mająca w paryskim „świecie” ogromne koneksje.

O ile w czasach przedpowstaniowych Paryż pamiętał Polaków w glorji dobrobytu i uroku towarzyskiego, o tyle miał ich zobaczyć po roku 1831 jako emigrantów — i wtedy salon stał się kuźnią naszej polityki. Punktem oparcia życia polskiego stanowił wtedy słynny „Hôtel Lambert” XX. Czartoryskich. Tam też, pod egidą ks. Adama, a później ks. Władysława, mającego wielkie stosunki na dworach europejskich, będąc wnukiem Ludwika Filipa przez swą matkę ks. Matyldę Orleańską, znajdowała się kwatera główna polskiej polityki.

Jak wiadomo, Polacy z imieniem Napoleona III łączyli ogromne nadzieje na interwencję Francji w powstaniu 63 r., to też utrzymywali ścisłe stosunki z dworem, aby w ten sposób wpływać na nastroje cesarza wobec Polaków. Dobrze widziana przez cesarza pani Liza z Lachmanów Przeździecka była nieraz rzeczniczką nadziei polskiej emigracji, zwłaszcza gdy dwór przenosił się do Biarritz lub do St. Cloud. Tak było w r. 1864 na wiosnę, kiedy pani Liza po obiedzie w St. Cloud zwróciła się do cesarza, tłumiąc łzy w głosie, z zapytaniem: „Czy jest dla nas jeszcze nadzieja?” — na co Napoleon III, zwany ogólnie naówczas Sfinksem, odrzekł ponuro: „Nie widzę żadnej”. Podobnie było 2 lata przedtem, gdy p. Przeździecka wręczyła cesarzowi podczas polowania w Compiègne memorjał, zredagowany przez Karola Przeździeckiego i Władysława Czartoryskiego.

Lecz były też inne salony, nie mniej ciekawe, gromadzące wybitnych artystów, muzyków, dyplomatów. Takim salonem był gościnny dom pani Marji z Nesselrodów Kalergi, 2-o voto Muchanowej. Z matki Polka, pani Kalergi uchodziła naówczas za jedną z najwybitniejszych reprezentantek wielkiego kosmopolitycznego świata Europy. Pani Kalergi zawsze wykazywała dużo sentymentu dla polskości, chociaż po ojcu pochodziła ze zruszczonej westfalskiej arystokracji. Niezwykłe przymioty jej umysłu i wielka uroda czyniły z niej przyjaciółkę wielkich ludzi. W niej Alfred de Musset znajdował natchnienie, widziano ją grającą z Lisztem, Ryszard Wagner u początku dopiero swojej sławy pocieszał się słowami zachęty do dalszej pracy, wypowiedzianemi przez piękną kosmopolitkę, a słynny poeta francuski Théophile Gautier poświęcił jej swój cudowny wiersz „Symphonie en blanc majeur”. W salonach na rue d’Anjou bywał też powieściopisarz Aleksander Dumas, bywał Szopen oraz późniejszy cesarz francuski, ks. Ludwik Bonaparte.

Była to kobieta nad wyraz ciekawa, nienaganny typ wielkiej damy. Dziwny amalgamat narodowości tej rodziny — ojciec Rosjanin, matka Polka, mąż Grek, zięć Niemiec, hr. Coudenhove — wydał za naszych czasów twórcę koncepcji „Paneuropy”, hr. Henryka Coudenhove-Kalergi.

Lecz poza tym salonem były jeszcze inne, nie mniej ciekawe. Tak np. liczni wybitni literaci francuscy wspominają w swoich pamiętnikach o salonie p. Olimpji z Maleszewskich Chodźkowej, literatki i współpracowniczki „La Pologne pittoresque”, osoby wielkiej urody i zalet umysłu. O typie wybitnie południowym, przez matkę była półfrancuzką; pani Olimpja cieszyła się sympatją wśród szerokich sfer dyplomatów i literatów. Uwiecznił ją przecież twórca „Cyganerji” Murger w postaci jednej z cyganek, występującej w tej książce, a Gautier również należał do stałych gości tego salonu. Poza gospodynią samą atrakcją salonu była też jej siostra, margrabina de Laqueille d’Amanzé. Panował tam kult literatury i sztuk pięknych, a osoba wuja obu pań, Józefa Sułkowskiego, bohatera z pod Piramid, sprowadzała nieraz rozmowę na tematy polityczne.

A ileż innych jeszcze przeróżnych salonów polskich było w Paryżu! Pan Ludwik Wołowski, dzielny oficer z r. 1831, a równie świetny finansista, żonaty z Francuzką, panną Faucher, siostrą ministra finansów, grał niepoślednią rolę jako twórca — wraz z hr. Ksawerym Branickim — Towarzystwa Kredytowego Ziemskiego.

Nie należy zapominać o skromnym zewnętrznie, ale jakże wartościowym salonie Adama Mickiewicza, gdzie przychodzili Polacy zaczerpnąć odwagi do wytrwania na obcej ziemi i do dalszych walk o, zdawało się, nieziszczalny ideał! Również szereg pięknych kobiet stanowiło wielką atrakcję polskich salonów. Należy tu wymienić margrabinę de Noailles, z domu Świeykowską, dom Karolostwa Przeździeckich, gdzie częstym gościem był poeta Lenartowicz, i tyle innych.

Również Florencja i Rzym stały się ulubionemi siedzibami polskiej emigracji. Z Rzymem łączy się przecież pamięć miłości Mickiewicza do Henrietty Ankwicz, późniejszej hrabiny Skarbkowej, 2-o voto Kuczkowskiej. Roger Raczyński, dziedzic Rogalina, wielki przyjaciel Lenartowicza, przyjmował u siebie we Florencji licznych i ciekawych gości. Bywała tam też pani Marja z Wodzińskich Orpiszewska, pierwsza miłość Szopena, bywał hr. Bosak-Hauke, generał z powstania 1863 r., a również słynny rewolucjonista rosyjski Bakunin.

Drezno centrem emigracji stało się dopiero w latach po powstaniu styczniowem. Zjawiło się tam dużo ciekawych postaci, a przedewszystkiem znany działacz hr. Gustaw Olizar, który poza wielkiemi zasługami w powstaniu odznaczał się artyzmem w wycinaniu z papieru wspaniałych scen, ilustrujących bajki La Fontaine’a. Polacy zbierali się najchętniej w Hotelu Bellevue, gdzie komentowali żywo wypadki polityczne. Przez długi czas przemieszkiwał w Dreźnie J. I. Kraszewski, gen. Kołaczkowski, Maciej Mielżyński, twórca bibljoteki w Poznaniu, i wielu innych wybitnych ludzi. Raz po raz w salonach drezdeńskich pokazywał się również August Cieszkowski, twórca „Ojcze nasz”.

W Petersburgu wielką popularnością cieszył się kosmopolityczny salon pani z Wołowskich Szymanowskiej, który umiała ożywić swą bogatą indywidualnością. Przecież sam Goethe zadedykował jej wiersz p. t. „Trilogie der Leidenschaft”, tak dalece oczarowany był jej powabami duszy i ciała!

Wiedeń i Berlin dopiero w połowie XIX wieku stały się siedzibą licznych salonów polskich, które należały przeważnie do polskich mężów stanu w służbie państw zaborczych. Wiedeń jednak pamiętał Polaków już w XVIII wieku, z czasu Kongresu. Salony Gołuchowskich, Badenich, Potockich i t. d. grały tam w XIX wieku pierwszorzędną rolę. W ostatnich czasach znaną postacią towarzyskiego życia był wielki ochmistrz dworu austrjackiego, kawaler Złotego Runa, wielki uczony hr. Karol Lanckoroński, dziedzic Rozdoła i właściciel wspaniałego pałacu na Jacquingasse, pełnego nadwyraz cennych zabytków sztuki wszelkiego rodzaju.

Salony polskie zagranicą stawały się często jedynem nieomal miejscem, w którem można było zaznajamiać oficjalną politykę europejską z aspiracjami narodowemi, co czyniło z nich coś więcej nad przeciętny salon.

Jan Maleszewski

Portret Olimpii z Maleszewskich Chodźkowej
Pani Olimpja z Maleszewskich Chodźkowa należała do znanych postaci paryskiego towarzystwa.
Wnętrze polskiego salonu dworskiego z początku XIX wieku
Salon ht. Morskiej w Zarzeczu przedstawiał typowe dla salonów polskich wnętrze z początku XIX wieku.

Tygodnik AS nr 21, 21 lipca 1935 (s. 4–5)

Udostępnij ten artykuł
Brak komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *