Są w historji nazwiska, które tak zespoliły się z pewnym krajem, że nie są do pomyślenia bez dodania jego nazwy. W starożytności panował u Rzymian zwyczaj nazywania własnych wodzów od kraju, w którym odnieśli oni największe zwycięstwa. Czy to będzie Scypjon Afrykański, czy też znacznie później Lyautey l’Africain, czy też wkońcu Lawrence of Arabia — wszyscy oni trwale wpisali się w księgę historji, przyczyniając się w wysokim stopniu do zmiany oblicza tego starożytnego lądu, pełnego wielkich kataklizmów i przewrotów, jakim jest Afryka.
„Aurans” — nazywali Arabowie człowieka, który, czując dziwny afekt do tych piasków afrykańskich i ich mieszkańców, całe życie swe poświęcił zjednoczeniu Arabów i stworzeniu arabskiego państwa. Śledząc poszczególne etapy tego dziwnego życia, pełnego tylu przygód, ma się wrażenie, że jest to duchowy sobowtór Tadż-el-Fachera, zwącego się w życiu prywatnem Wacławem Rzewuskim. I tu, i tam znajdujemy podobną awanturniczość, w obu wypadkach bohaterowie piasków afrykańskich wykazywali równą napozór niekonsekwencję postępowania, o obu trudnoby dzisiaj powiedzieć coś konkretnego, jeżeli chodzi o ich duszę i charakter. Są to typy ludzi stworzone do przygód, żyjące tylko gwałtownemi przeżyciami, czujące się w swoim żywiole tam, gdzie grasuje śmierć i zniszczenie.
Późniejszy niekoronowany władca Arabji, człowiek, do którego nazwiska przywiązane było pojęcie wielkości i zwycięstwa, był synem skromnych rodziców, którzy tylko z trudem mogli łożyć na jego wychowanie. Życie młodego Lawrence’a układało się od samego początku jako ciężka walka z przeciwnościami.
W r. 1907 kończy on swoje studja w Oxfordzie i, nawiązawszy stosunki z grupą znanych angielskich archeologów, realizuje swoje marzenie, udając się do Syrji i Transjordanji celem nauczenia się języka arabskiego. Pobyt jego w pustyniach Arabji miał trwać kilka miesięcy, faktycznie jednak przeciągnął się znacznie dłużej, gdyż Lawrence wrócił do Anglji dopiero po 7 latach.
Robiąc poszukiwania archeologiczne, z pomocą licznych garnizonów tureckich, rozsianych zresztą dosyć rzadko po kraju, Lawrence coraz lepiej poznaje nietylko język tubylców, ale również ich sposób życia i staje się sam powoli Arabem. W tymże czasie rozwija on duże zdolności szpiegowskie, obserwując wpływy niemieckie w Turcji; to też jedzie pewnego razu do Kairu celem podzielenia się swemi spostrzeżeniami z lordem Kitchenerem.
Gdy wojna już wybuchła, angielskie ministerstwo wojny porucza Lawrence’owi opracowanie szeregu map geograficznych okolic, które on jedynie zdołał wzdłuż i wszerz przebyć. W r. 1915 centrala angielskiego szpiegostwa „Intelligence Service” porucza Lawrence’owi trudne zadanie: przekrada się on w mundurze tureckiego żołnierza przez front turecki w okolicy Damaszku celem zdobycia pewnych dokumentów wojskowych.
Szpiegostwo angielskie, działające na terytorjum Turcji, miało naówczas swą siedzibę w Kairze, a macki jego rozciągały się aż do Morza Czerwonego. Głównym celem akcji angielskiej było zorganizowanie powstania Arabów przeciwko Turcji i stworzenie w ten sposób groźnego nieprzyjaciela w samem jej centrum. Chodziło też równocześnie o trzymanie w szachu Egiptu, będącego wasalem Turcji, a faktycznie pod protektoratem Anglji.
Siedem lat, spędzonych pod słońcem Afryki wśród Arabów, zrobiło swoje. Tomasz Edward Lawrence zdobył sobie zupełne zaufanie tamtejszych szczepów, a co więcej, uważano go za szczerego wyznawcę ich samodzielności, nie mającego żadnych ukrytych politycznych celów. Arabowie nie mylili się: Lawrence był naprawdę z duszy Arabem, lubował się w swobodnem życiu tych synów pustyni, czuł się dobrze pod ich namiotami i najchętniej przywdziewał biały burnus, porzucając mundur angielski lub cywilne ubranie europejskie.
Pewnego razu Lawrence zjawił się w Kairze i oświadczył swoim przełożonym:
— Potrzebuję kilkaset funtów szterlingów, aby oddać Wielkiej Brytanji większe usługi niż wszystkie jej armaty, znajdujące się na froncie tureckim.
Przełożeni jego odnosili się do Lawrence’a z pewnem niedowierzaniem, traktując fantastyczne jego plany jako dziwactwa „zbzikowanego” na punkcie Arabji młodego uczonego. Wkrótce jednak mieli się przekonać, że słowa jego były więcej jak prawdziwe. Przebrany za żebraka, starą kobietę lub też kupca żydowskiego, Lawrence zaczął się „specjalizować” w wysadzaniu w powietrze tureckich pociągów wojskowych. Rezultatem jego zabiegów było zniszczenie 20 pociągów, wiozących wojsko i amunicję.
O ile wobec Turków umiał on być przewrotnym nieprzyjacielem, dla którego nie było niedozwolonych środków, aby dojść do celu, o tyle wobec swoich ukochanych Arabów odznaczał się pełną lojalnością. Obiecał im bowiem zupełną niezależność i, jak się później okazało, dotrzymał słowa.
Szeroko zakreślone jego plany zaskoczyły jednak politykę angielską, gdyż obawiano się, że stworzenie państwa arabskiego i usamodzielnienie muzułmanów odbije się niekorzystnie na kolonjach angielskich. Wkrótce jednak było już zapóźno, gdyż Arabowie zasmakowali w swych fantazjach przyszłości i organizowali nowe państwo.
Życie Lawrence’a było oczywiście narażone na szereg niebezpieczeństw, z których zdawał on sobie dobrze sprawę, nigdy ich jednak nie unikając. Przecież, znajdując się pewnego razu na kwaterze Abbela, omal że nie został zastrzelony, innym znów razem byłby uległ otruciu. Dziwny ten człowiek nie kontentuje się laurami, które zebrał na pustyniach Afryki, lecz wkrótce wstępuje do lotnictwa angielskiego, w którem odnosi również duże sukcesy.
Jakkolwiek postać pułkownika Lawrence’a do dziś dnia otoczona jest wielką tajemnicą i trudno o nim powiedzieć coś konkretnego — tak bardzo karjera jego była różnorodna i niespodziewana — to nie ulega jednak wątpliwości, że przyczynił się on w wielkiej mierze do stworzenia wśród Arabów poczucia samodzielności politycznej i że on właśnie spowodował, iż emir Fejsal został pierwszym władcą nowoutworzonego państwa.
Pułkownik Lawrence nie kontentował się jednak rolą polityczną, sięgnął również po laury literackie. W roku 1926 publikuje on w niewielu zresztą egzemplarzach swoje pamiętniki, które dochodzą do takiej ceny, że w Ameryce jeden egzemplarz został sprzedany za 20.000 dolarów. Drugie jego dzieło, „Rewolta w pustyni”, również przynosi pułkownikowi duże uznanie, gdyż zawiera bardzo wiele ciekawych szczegółów o życiu i charakterze Arabów.
Pisma doniosły o śmierci tego dziwnego człowieka, naoczni świadkowie znów twierdzą, że widzieli go w Madrycie i w innych miastach. Nie byłoby w tem nic dziwnego, gdyby „Lawrence of Arabia” zjawił się znowu w jakimś egzotycznym kraju, powodując ruchawkę tubylców. Jest to bowiem człowiek, którego życie polegało na ciągłych niespodziankach.
Przy wszystkich tych cechach charakteru „Lawrence of Arabia” jest typem szczerze angielskim. Mieszkańcy Zielonej Wyspy mają tę dziwną właściwość, że umieją łączyć praktyczność życiową, a nawet wyrachowanie i talenty kupieckie, z dużą dozą fantastyczności usposobienia, a równocześnie ze zdolnością do poświęcenia się w imię szczytnego celu. Tak też i Tomasz Edward Lawrence był jednocześnie spekulantem na wielką miarę, szpiegiem, uczonym, a przy tem wszystkiem — wielkim poetą piasków arabskich…
J.
Tygodnik AS nr 19, 7 lipca 1935 (s. 12, 14)