Józef Mehoffer. 45 lat pracy artystycznej

Jedna z sal wystawy Józefa Mehoffera w Warszawie, zawierająca witraże wielkiego artysty.

Stolica Rzeczypospolitej złożyła w tych dniach głęboki hołd twórczości krakowskiego znakomitego artysty malarza, prof. Józefa Mehoffera. Na urządzenie jubileuszowej wystawy użyto niemal wszystkich wystawowych i muzealnych sal gmachu Towarzystwa Zachęty Sztuk Pięknych w Warszawie. Stojący na czele komitetu, złożonego z uczniów prof. Mehoffera, wiceprezydenci Magistratu m. Warszawy, pp. Jan Pochoski i Tadeusz Kochański, czynem w nieznany dotąd sposób wykazali kult dla artystycznej twórczości. Wielkim trudem i kosztem zebrano z wszystkich dzielnic Rzeczypospolitej około 600 najcenniejszych dzieł, będących dorobkiem całego życia znakomitego artysty.

Prof. Józef Mehoffer urodził się w tym samym roku 1869, co przyjaciel jego młodości, kolega z Akademji Sztuk Pięknych, Stanisław Wyspiański. Obaj byli uczniami Jana Matejki, obaj stali obok siebie na rusztowaniach pod sklepieniem Marjackiej świątyni, by pod kierunkiem mistrza pokryć niebiańską polichromją wnętrze świątyni, rozjaśnionej wizjonerskim talentem Matejki.

Magnetyczny wpływ twórczości Matejki obudził wcześnie w duszach Mehoffera i Wyspiańskiego zamiłowanie do dekoracyjnej sztuki. Pogłębił je wspólny czteroletni pobyt w Paryżu, a podobieństwo upodobań wyrazili we wspólnym kartonie witrażowym, wykonanym w Paryżu w roku 1891, przeznaczonym do Marjackiej świątyni. Przedstawiał on sceny ze Starego i Nowego Testamentu. Jedną połowę kartonu zaprojektował Wyspiański, drugą Mehoffer. Młodzi malarze gorączkowo entuzjazmowali się cudami gotyku, freskami Puvis de Chavannes’a. Wyspiański i Mehoffer podzielili się również pracą przy wykonaniu cyklu kartonów do dekoracji sal „Rudolfinum” w Pradze, przedstawiającej obrazy z historji kulturalnej i politycznej Czech. Młodzi artyści starali się podpatrzeć tajemnice czaru witraży gotyckich świątyń Paryża, Chartres, Rouen, Amiens i Strassburga.

Wcześnie zarysował i zróżniczkował się charakter ich indywidualności artystycznej. Wyspiański stał się w swoim malarstwie, jak i w poezji, tragicznym wizjonerem przeszłości, a nad sztuką jego unosiło się zawsze widmo śmierci. Wyspiański używał wszystkich malarskich walorów dla najmocniejszego zaakcentowania dramatycznej ekspresji swej kompozycji. W dziełach Wyspiańskiego uderza widza dantejska wyobraźnia, w której tragik zwycięża malarza. Zwięzłą dramatyczną ekspresją odznaczają się jego witraże, jak „Św. Salomea”, „Św. Franciszek” i „Kazimierz Wielki”; łączą się one z poetyckiemi zjawami jego dramatów.

Natomiast Mehoffer był od zarania młodości malarzem radości życia. W każdej kompozycji obchodzi go jedynie artystyczna treść utworu. Dzieła jego przepojone są równowagą i pogodą uczucia, a treść literacką czy też ikonograficzną usuwał zawsze w cień. Kolory i bogato rozwinięte ornamenty strzelają na witrażach Mehoffera niby świetlne fontanny barw. Kwiaty w ornamencie Wyspiańskiego pozostają kwiatami i nie zatracają swych morfologicznych cech, natomiast kwiaty Mehoffera w swej stylizacji ornamentalnej zbliżają się do granicy abstrakcji. Twórczość Mehoffera jest spokojna, estetyzująca, poszukująca w życiu sumy zadowolenia z piękna.

Mehoffer jako 25-letni młodzieniec spotkał się z niezwykłem uznaniem, otrzymując najpierw w roku 1894 złoty medal na Wystawie Sztuki Polskiej we Lwowie za portret artysty rzeźbiarza Konstantego Laszczki, który z niewyjaśnionych powodów nie znajduje się — niestety — na obecnej wystawie. W roku 1894 spotyka Mehoffera zaszczyt, który stał się największą sensacją ówczesnego polskiego życia artystycznego: 25-letni Mehoffer zwyciężył 46 konkurentów rozmaitych narodowości i otrzymał pierwszą nagrodę i zlecenie wykonania witraży dla starej gotyckiej świątyni katedry św. Mikołaja we Fryburgu w Szwajcarji.

Wśród obcych znajduje się największe dzieło artysty, owoc pracy blisko 30 lat twórczego życia. W r. 1895 powstaje pierwszy karton fryburski, a ostatni w roku 1926, za który dostaje twórca nagrodę najwyższą na Wystawie dekoracyjnej sztuki w Paryżu.

Aby dać świadectwo objektywne olbrzymiej wartości artystycznej fryburskich witraży Mehoffera, przytoczę sąd o nich członka Akademji Francuskiej René Bazina, który w ten sposób wyraził się o tem dziele w „Journal des Débats” z 29 XII 1908 r.:

„Lecz najpiękniejsze witraże są gdzieindziej, w Szwajcarji, w kościele św. Mikołaja we Fryburgu. Tu nie mam przed sobą malowidła! Zaledwie kilka szarych tonów dla zaznaczenia rysów twarzy lub palców u rąk. Wszystko inne jest przeźroczystą mozaiką, zespołem drogich kamieni, ujętych w ołów. Koloryt jest nieporównany, a w kompozycji zawsze nowe motywy. Kocham tę „Matkę Boską Zwycięską”, której podziękę składa klęczące miasto fryburskie i stojący obok żołnierze. Kocham „Pokłon Trzech Króli”, gdzie gwiazda swemi promieniami zajmuje czwartą część witrażu i całą resztę okrywa swym blaskiem, kocham to „Zstąpienie z krzyża” na tle ciemnej zieleni, a nadewszystko „Wiarę, adorującą Hostję”, wiarę młodą, uwieńczoną różami, odzianą w szatę o wszystkich odcieniach barwy niebieskiej, dokoła której z kadzielnic, kołysanych przez ludzi, wznoszą się dymy szare, rdzawe, pomarańczowe, różowe, coraz więcej płomienne, im bardziej wchodzą w obręb glorji, bijącej od Hostji.

Z chwilą, kiedy pod sklepieniami zabłysną te witraże, czuje się, że to nie piękno kompozycji wywołuje wrażenie, ale objawienie żywej sławy. Słyszę psalm barw, zanim zrozumiem sens postaci, znajduję się w atmosferze przygnębiającej, urozmaiconej, sugestywnej. Nie znam artysty, który nazywa się Mehoffer, mówiono mi, że jest Polakiem i profesorem Akademji Sztuk Pięknych w Polsce, lecz wiem, że musiałem ponownie oglądać jego dzieło. Jednak za trzecim razem przejąłem się tą samą radością, tem samem wzruszeniem, tym samym entuzjazmem, co podczas pierwszej wizyty. Mehoffer stworzył nową formułę. Zbliża się do wszystkich tonów witraży średniowiecznych, niekiedy dorównuje im, lecz komponuje na swój sposób, suwerennie”.

Niepodobna chcieć słowami opisać kolorystyczny i linearno-dekoracyjny czar witraży Mehoffera. Opis ikonograficzny może dać złożone wyobrażenie o bogactwie i oryginalności kompozytorskiej wyobraźni artysty i uświadomić ogrom dokonanego przez niego dzieła. Wystawa warszawska, mimo iż zawiera większość kartonów, wykonanych dla fryburskiej świątyni, daje tylko słabe odbicie działania artystycznego oryginałów.

W Polsce posiadamy zaledwie kilka witraży Mehoffera w katedrze wawelskiej. Są nimi: „Matka Boska Bolesna”, „Chrystus wśród cierni” i dwa przeźrocza z tematem cierpienia. Krakowskie witraże Mehoffera posiadają odrębny styl. Cechuje je syntetyczna kompozycja, uproszczona ornamentacyjnie i spotęgowana nastrojem. Przeźrocza w kaplicy św. Krzyża zbliżone są w charakterze do przepychu barw fryburskich witraży. Poza Krakowem znajdują się witraże Mehoffera w Jutrosinie, w kaplicy zamkowej w Baranowie i Gołuchowie.

Obok sztuki witrażowej uprawia Mehoffer z niezwykłą maestrją również polichromję ścienną. Kaplica Szafrańców na Wawelu, zwana perłą polichromji polskiej, była pewnego rodzaju rewelacją. Artysta zerwał z historyzmem i wykonał kompozycję dekoracyjną według nowoczesnych zasad przestrzennej sztuki. Niestety, smutne warunki nie pozwoliły na dalszą twórczość mistrza na Wawelu. Projekty jego kartonów, zarówno do dekoracji skarbca wawelskiego, jak i katedry płockiej, zostały odrzucone, na skutek niefortunnego wystąpienia hr. Karola Lanckorońskiego. To, co dziś oglądamy w skarbcu katedry wawelskiej, jest zaledwie rozpoczętym szkicem, ramą dekoracyjną dla wielkiej figuralnej kompozycji, którą miał być obraz, przedstawiający rycerstwo polskie, śpiewające przed bitwą hymn „Bogurodzica”.

Bogactwo twórczości Józefa Mehoffera jest godne podziwu. Obok licznych polichromij i witraży artysta wykonał mnóstwo świetnych obrazów sztalugowych, z których poważną liczbę można oglądać na wystawie warszawskiej. Znajdują się wśród nich ogromnie precyzyjne w rysunku i silne w charakterystyce portrety, urozmaicone dekoracyjnymi motywami. Pierwiastek dekoracyjny wybija się u Mehoffera w każdem dziele, zarówno w kompozycjach, jak i portretach, i krajobrazach.

Mehoffer, jak sam o sobie żartobliwie się wyraził, „był Janem Chrzcicielem Stanisławskiego”, torując drogę impresjonistycznemu pejzażowi jeszcze przed rozpoczęciem działalności Stanisławskiego. Z tego czasu, t. j. z r. 1891, pochodzi kompozycja pejzażowa „Zachód słońca nad Wisłą”. Mehoffer próbuje swych sił w każdej dziedzinie artystycznej. Posiada w swym dorobku szereg prac graficznych, jak i zdobniczych.

Indywidualność Mehoffera nadała cechę jego epoce. Poza twórczością wpływał na współczesne pokolenia artystów olbrzymi pedagogiczny talent prof. Mehoffera, będącego strażnikiem sztuki na krakowskiej uczelni od czasu jej założenia.

Warszawska wystawa przypomina obecnemu pokoleniu o wspaniałej twórczości Józefa Mehoffera, posiadającej chlubny rozdział w historji naszej sztuki, dotąd jeszcze nie zamknięty. Ostatnie, wykonane dla kościoła w Turku polichromje świadczą o żywotności talentu znakomitego artysty, którego twórczość wypowiedziała się dotąd w tak imponującem bogactwie.

M. Dienstl-Dąbrowa

Tygodnik AS nr 17, 23 czerwca 1935 (s. 11–12)

Udostępnij ten artykuł
Brak komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *