Cuda mikrokinematografji

Konik morski w filmie Jeana Painlevégo.

Wśród ludzi, którzy w jakimkolwiek zakresie posługują się objektywem, nie celem realizacji romantycznych obrazów, lecz aby dostarczyć nauce pewną i przejrzystą dokumentację, jedno z miejsc najbardziej wybitnych zajmuje Jean Painlevé, Paryżanin, syn znanego polityka, niedawno zmarłego Paula Painlevégo. Wcześnie wszedłszy w orbitę zainteresowań naukowych, poświęcił się z początku specjalnym studjom matematycznym, następnie zaś historji naturalnej, a także medycynie, następnie zaś zajmował się kinematografją, a również teatrem. Prócz tego pociągała go biologja i dlatego Jean Painlevé oddał się zastosowaniu nowego środka badania, t. j. objektywu mikrokinematograficznego. Już w r. 1927 rozpoczął realizację swych dokumentarnych filmów naukowych, które następnie zostały wyświetlane w Paryżu, Amsterdamie, Berlinie, w Wiedniu, Nowym Jorku i t. d.

Painlevé jest również twórcą szeregu cudownych wręcz przyrządów, któremi posługuje się Instytut Naukowej Kinematografji. Filmy, „wydane” przez Instytut, mogą stać się środkiem naukowym, a zarazem również zainteresować szeroką publiczność, posiadając nad wyraz starannie opracowaną akcję, przyczem plastyka zdjęć jest do tego stopnia frapująca, iż wzbudza nawet u laików wielkie zainteresowanie. Drugi gatunek filmów służy wyłącznie specjalnym celom naukowym i te nie będą stanowić tematu niniejszego artykułu.

Filmy Jeana Painlevégo obeszły cały świat; bohaterowie ich, jak polip, kraby, ośmiornice i t. d., odkrywają nam w nich tajemnice swej egzystencji i swych oryginalnych zwyczajów. Na ostatnim kongresie międzynarodowym, poświęconym naukowej kinematograficznej dokumentacji, demonstrowano wśród innych film Jeana Painlevégo, zatytułowany „Konik morski”, w którym przedstawił życie tego dziwnego mieszkańca głębin.

Konik morski przebywa, jak wiadomo, w ciepłych morzach Europy, Dalekiego Wschodu i Australji. Ciało jego, przypominające wyglądem kamień, może posiadać kolor szary, czerwony lub ciemnozielony. Najoryginalniejszą jest jego głowa, do złudzenia podobna do łba konia lub też „konika” w szachach. Pragnąc zbadać życie tego zwierzątka, Jean Painlevé zapuszczał się na szereg godzin w głębiny morskie i pewnego razu omal nie postradał życia. Jakiej ogromnej potrzeba wytrwałości, aby śledzić te kapryśne stworzenia, które bynajmniej nie mają zamiaru pozować przed objektywem i właśnie w chwili, kiedy zamierza się je utrwalić, uciekają z pola widzenia?

W istocie, co to za dziwne stworzenie, ten konik morski! Wszystko jest u niego niesamowite. Już na pierwszy rzut oka uderza budowa jego ciała, zakończona oryginalnym ogonem, który zawija naokoło siebie i którym czepia się wodorostów lub też swych towarzyszy, dając się im „obnosić”. Samiec otrzymuje od samiczki i przechowuje w swojem łonie 200 jajeczek, które później staną się jego potomstwem; podziwiamy u niego wszystkie te starania, których użycza on niewidzialnym prawie larwom w chwili tworzenia się nowego życia. Z larwy powstaje embrjon, który z dnia na dzień przyjmuje bardziej wyraźną postać. Wkońcu ukazują się łuski i konik morski, pewny siebie, rozpoczyna swoją wędrówkę, pragnąc poznać otoczenie, trzymając się prosto, pionowo, z pewną wyniosłością, co jest zjawiskiem jedynem w świecie ryb.

— Jakież trudności nastręczają takie prace — tłumaczył mi Jean Painlevé — lecz właśnie te trudności spowodowały, że wybrałem te zwierzątka morskie jako temat dla moich filmów. Nieraz jednak wymogi handlowej eksploatacji zmuszają mnie do obcięcia najciekawszej części taśmy, właśnie tej, która kosztowała mnie najwięcej trudów i wysiłków. Wszystko w moich filmach jest szczerą prawdą. Staram się jednak uchwycić moich „aktorów” filmowych pod pewnym kątem widzenia, w pewnych chwilach, celem stworzenia filmu, który może równie zainteresować artystę, jak zwykłego widza i człowieka nauki.

Oto nadzwyczajne skrupuły uczonego, wstydzącego się użyć różnych „tricków” celem zabawienia publiczności romantyczną nauką, która nie byłaby już nauką w ścisłem tego słowa znaczeniu.

Publiczność całego świata wyraziła się nad wyraz pochlebnie o spostrzegawczości przyrodnika, o maestrji operowania światłami i cieniami na ekranie. Mimo to jednak Jean Painlevé nie spoczywa na laurach, lecz intensywnie pracuje dalej w swojem laboratorjum Instytutu Naukowej Kinematografji i tworzy nowe filmy, które wkrótce ujrzy publiczność całego świata. Jean Painlevé jest uczonym i artystą, dlatego też zupełnie słusznie nazwano go „poetą ekranu”.

Ferdynand Reyna (Paryż)

Tygodnik AS nr 15, 9 czerwca 1935 (s. 8)

Udostępnij ten artykuł
Brak komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *