Rządzi nami „maszyna piekielna”…

Scena z „Maszyny piekielnej” w Teatrze Nowym w Warszawie. W głębi — pies Anubis (Wierciński), na pierwszym planie królowa Jokasta i król Edyp.

O Jeanie Cocteau.

Jean Cocteau. Nazwisko to „obiło się” o uszy wielu, gdyż Teatr Nowy w Warszawie gra wciąż niezwykle ciekawy, chwilami zaś niesamowity, utwór tego poety francuskiego. „Maszyna piekielna” to bodaj czy nie jedyne dzieło wielkiego poety współczesnego Francji, jakie poznało polskie społeczeństwo.

A Jean Cocteau to poeta z krwi i kości, poeta ciekawy, wszechstronny, twórca zarówno nowych kierunków poetyckich, jak i subtelnych poezyj, wstrząsających utworów dramatycznych i awangardowych filmów, wreszcie autor piosenek, obrazów, rysunków, karykatur… A wszystkie te dzieła Jeana Cocteau są przepojone prawdziwą poezją i niezwykłym artyzmem.

Trudno poznać całą twórczość Jeana Cocteau i trudno ją też ocenić. Jedni mówią o tym poecie, że jest genjalny, inni nie uznają go i wygwizdują jego utwory. Trzeba być wybitnym intelektualistą (a rozum, intelekt jest bożyszczem współczesnych dni i współczesnej kultury), a przedewszystkiem artystą i poetą w swych estetycznych zainteresowaniach i uczuciach — by poznać i uznać wielkość tego poety.

Piętnaście lat miał urodziwy Cocteau, gdy stał się ulubieńcem Paryża, wodzem ruchu intelektualnego i poetyckiego. Wszędzie go było pełno, wszystko rewolucjonizował. Roznosił go temperament poetycki; ten sam temperament poetycki i życiowy przekształcił poetycką młodzież i pchnął ją na drogę postępu, na drogę nowych poszukiwań artystycznych, które są przecież celem naszego życia.

Cocteau chwytał życie „na gorącym uczynku”, z życia czerpał całą swą twórczość, twórczością chciał przeobrazić życie. A celem do tego była mu sztuka: teatr, film, książka, obraz…

Życie jednak przyniosło rewolucję wielkiej wojny. Mord i przestępstwo zmieniły życie, a nie jego piękno, poezja i sztuka.

Poeta Cocteau poczuł się osamotniony. Życie zburzyło jego ideały. Rzeczywistość nie pozwoliła mu wierzyć, kazała rozpaczać. Sławiony we wszystkich kulturalnych zakątkach świata poeta uznał, że sława jego jest bezcelowa. W pełni jest sił, czterdzieści lat liczy, a już najbujniejszy okres życia ma za sobą. Dręczy go zagadka: co będzie dalej?

Życie nasze — to „maszyna piekielna”, nieubłagany los, pisany nam przez bogów, przed którym nikt uciec nie potrafi, którego nikt i nic zmienić nie zdoła. O tem, o niewolnictwie człowieka w szponach lichwiarza-Losu, mówi pięknie poetycka trawestacja mitu o Edypie, którą Cocteau dał teatrowi — a która na warszawskiej scenie znalazła oprawę równie niesamowitą, jak sam tekst.

Tygodnik AS nr 9, 28 kwietnia 1935 (s. 4)

Udostępnij ten artykuł