Dramat w kropli wody

Flora mikroskopowa w kropli wody stawowej.

To był arcywzór leniwych buchalterów — ten jegomość Leeuwenhoek, któremu rajcy miejscy nadali później urząd dozorcy sali posiedzeń i przyznali mu wcale piękną pensję miesięczną na utrzymanie za to, że, nudząc się za kantorkiem sklepowym, zamiast zapisywać stronice kolumnami cyfr, szlifował szkiełka i oglądał przez nie własne paznokcie, kurz na pulpicie, dziury w ubraniu, krople wody i t. d.

Ten to nicpoń-buchalter zdarł zasłonę romantyczną z kropli rosy i odważył się wbrew twierdzeniom poetów powiedzieć, że to nie zaklęte słońce — ale świat zamknięty w sobie, podobny naszemu, w którym żyją malutkie istotki, toczące z sobą zawziętą walkę o byt.

Przepiękny, czarodziejski świat… Świat pełen romantyki, może nie tej mistycznej, słonecznej, o jakiej piszą poeci, mówiący o wiośnie i słońcu, ale świat życia, bezwzględnej walki o byt. Świat, w którym życie jednostki trwa krótko, jak krótko trwa zmrużenie oka; świat, w którym życie gatunku, rodu, plemienia, klanu jest najwyższym nakazem, a jednostka niewartym liczmanem. Świat, z którego poczęło się życie na ziemi.

Oto przed oczami naszemi przemyka chyżo owalny kształt, na szarem tle znaczony banieczkami. Porusza nerwowo otaczającemi go rzęskami, przerzuca się to tu, to tam w pogoni za czemś, o czem nie wiemy. Przesuwa się wolno kształt drugi, nieforemny, wysuwający przed siebie wąskie pasemko swego ciała i ściągający je z powrotem. Większe, mniejsze, całkiem małe istotki zapełniają minjaturową kroplę wody; spieszą się, zderzają z sobą, walczą, tworząc tak chaotyczną gromadę, jak chaotycznem jest ich życie.

Różnorodność form… Oto leniwie posuwa się z nurtem kluczkowata ameba. Po chwili zatrzymała się w biernym biegu, rozlała się jak kropla oliwy na szkle, wysunęła nibynóżkę naprzód, ogarnęła nią małe ziarenko i wciągnęła je do swego wnętrza. Te małe ziarenka to rośliny, to glony, to mikroskopowe grzybki. Odżywia się niemi to stworzenie.

Tuż obok niej owalny kształt, z którego na wszystkie strony, jak korzenie, wyrastają wypustki. To korzenionóżka — rhizopoda, nazywa ją zoologja. Przemykają chyżo twory podobne wężom. Gruba głowa, a za nią cieniutka wić. Takich witek może być więcej. To inny twór z gatunku wiciowców, zwanych technicznie flagellata s. mastigophora. Potem przesuwa się stworzonko, obramowane dokoła kołnierzem falującym na wszystkie strony — to collaria.

Są inne, mające witki cienkie jak nici. Nitek tych może być bardzo wiele. To dino- albo cilioflagellata.

Ale najpiękniejsze są wymoczki. Takiej różnorodności form, jak u nich, nie spotykamy nigdzie w przyrodzie. Chyba, że oczaruje nas widok stworzonek promienistych, których architektura może zakasować wszystkie ornamenty, wymyślone przez fantazję ludzką.

Widzimy ślimacznice, twory koliste, od których, jak promienie od słońca, na wszystkie strony wyrastają proste wypustki, łączone wspaniałemi łukami.

Życie w kropli wody to walka. Natura wyposażyła swe twory w rozmaitą broń zaczepną i odporną. Oto przepiękne, nieraz barwne otwornice mają na sobie mocne pancerze wapienne. Wymoczki mają rzęski opatrzone u dołu pęcherzykiem z jadem. Biada napastnikowi, który zaatakuje napozór bierną roślinkę; na jej łodydze zwisają przypominające kwiaty dzwonki. Z brzegów takiego dzwonka wyleci śmiertelny pocisk.

Ten mały świat, n. p. świat przepięknych otwornic, potrafi zmienić oblicze ziemi. One to budują wielkie koralowe rafy, na których rozbijają się potężne statki. One to przed wiekami, składając swe ciała na dna morskie, utworzyły olbrzymie złoża kredowe.

A te drobne żyjątka, te napozór niewinne stworzenia, mogą nawet zabić króla stworzenia — człowieka.

Świat małych istot żyje i pracuje nieustannie. Pracuje twórczo i pracuje destruktywnie. Takiem już jest życie.

SAM.

Tygodnik AS nr 8, 21 kwietnia 1935 (s. 4)

Udostępnij ten artykuł