O spodniach w garderobie pięknych pań.
Szybkość, z jaką kobieta zdobywa w naszych oczach wszystkie dotąd jej niedostępne dziedziny pracy, nauki i stanowisk w świecie, wydawałaby się zdumiewającą ludziom tylko wczorajszym. Dla nas tempo jest jeszcze zbyt wolne. Jeszcze nie we wszystkich państwach przyznano kobiecie pełnię praw obywatelskich, a więc awangarda nie ustaje w zdobywaniu coraz to nowych pozycyj. Czyż dziwićby się zatem można, że w zakresie środków walki z przesądami stanął tak ważny atut, jak strój, do pomocy.
Wychowanie młodzieży w kulcie zdrowia i sportu kazało dziewczynkom ubierać strój gimnastyczny. Droga do używalności spodni została nieśmiało otwarta. Coprawda nikt nie spodziewał się, że znana kapryśnica, bożyszcze kobiet — moda — zaanektuje sobie prawo przeobrażenia tego męskiego stroju, w arcykobiecy sposób zmieniając krój i materjał, by fantazje z tego wynikłe odstąpiły aż tak daleko od swego pierwowzoru.
Bo jakaż daleka przestrzeń dzieli dziewczęcy kostjumik gimnastyczny od wytwornej koronkowej pyjamy lub czysto męskiego ubioru Marleny Dietrich, spacerującej po Hollywood w spodniach i marynarce z białej wełny!
Były zresztą i inne wpływy, których nie pominięto w twórczości modeli tego działu ubiorów pięknych pań. O ile bowiem kobieta europejska od zarania dziejów nie znajdowała zainteresowania dla naśladowania męskiego stroju, chyba tylko gdy służył jej specjalnym celom, kiedy chciała przebrać się po męsku dla utajenia swej płci, o tyle kobiety bliższego i dalszego wschodu nosiły spodnie od wieków jako strój codzienny — i stamtąd właśnie przyszły do Europy szerokie pyjamy plażowe i domowe, w niczem już nie przypominające męskiego kroju.
Tygodnik AS nr 7, 14 kwietnia 1935 (s. 28–29)