Ostatni wyścig

Biały samochód wyścigowy na torze — ilustracja do noweli „Ostatni wyścig”.

Nowela

James Lexington Pyne z zaciekawieniem oglądał nowy model wyścigowego wozu, wyprodukowanego przez fabrykę, w barwach której tyle razy już startował. Biały Miller, 12 cylindrów, 200 koni z kompresorem, lśnił w słońcu, robiąc wrażenie rasowego konia na starcie — konia, który biegać chce poto, aby zwyciężać, aby upajać się szalonem, opętańczem tempem…

To był jego nowy wóz, wspaniały jednoosobowy Miller, na którym miał przysporzyć nowych laurów fabryce.

James Lexington Pyne miał zaledwie 26 lat, a już od 6 czy 7 lat tłukł się po wszystkich wyścigach samochodowych Ameryki. Od czterech długich lat prasa przezwała go „kierowcą śmierci”, urobiła opinję, że Pyne odważy się na wszystko, że nie ma równych sobie na świecie, że jest największym z pośród genjuszy, których wyprodukował współczesny nam sport samochodowy.

W Indianopolis czy Chicago w USA, w Monthléry czy Brooklands w Europie, zawsze zwyciężał kierowca w czerwonej koszulce, zwyciężał bezkonkurencyjnie w fantastycznych czasach, bijąc na głowę najgroźniejszych przeciwników.

Tłumy wyły, szalały na trybunach, motory grały potężnym rytmem swych stalowych serc, prasa poświęcała wyścigom całe kolumny, produkcja fabryk, w barwach których startował Pyne, rosła z godziny na godzinę…

Pyne jeden tylko był niewzruszony; jemu też tłum i walka, jaką staczali o jego osobę fabrykanci, była zupełnie obojętna. Zdążył się już do tego przyzwyczaić. Jedna jedyna osoba doprowadzała go zawsze do stanu, w którym zatracał się zupełnie — Joan Bellamy, maleńka, czarnowłosa dziewczynka, którą kochał nad wszystko…

Joan podziwiała go. Nigdy nie potrafiła zrozumieć jego sposobu myślenia — dlaczego jej James, as nad asy, poprostu żywiołowo nie znosi sportu, w którym jest mistrzem. Kiedyś nawet wyznał jej, że robi to wszystko tylko dla pieniędzy, że wyścigi samochodowe traktuje jak każdą inną pracę, że nie entuzjazmuje go ani tłum, ani zwycięstwo…

To bolało Joan, ją, fanatyczkę sportu samochodowego, dla której wyścigi były wszystkiem. Miała ukochanego, który wyścigi lekceważył… I tak już się dziwnie dzieje, że często przez drobny napozór fakt zniszczyć można miłość… James Lexington na dzień przed objęciem nowego Millera stracił ostatecznie swoją Joan, której nie umiał zrozumieć…

Herbert G. Tracy, naczelny dyrektor zakładów przemysłowych Millera, zbliżył się do Pyne’a.

— Hallo, chłopcze, jak tam, przyglądamy się nowemu dziełu, co? Muszę panu obwieścić ciekawą nowinę. Zgłosiliśmy Millera typ LXI do wyścigu o Grand Prix Ameryki. Pan będzie go prowadził, naturalnie zarząd wypowiedział się za tem jednogłośnie.

James uśmiechnął się:

— Ta maszyna podoba mi się, dyrektorze…

Po raz pierwszy od początku swej błyskotliwej karjery wielki kierowca wypowiedział zdanie, które świadczyć mogło o zainteresowaniu się wozem i samym wyścigiem. Za dwa tygodnie stanie na torze Indianopolis, na jednym z najniebezpieczniejszych, a zarazem najszybszych torów Ameryki, do walki o tytuł mistrza. Ogarnęło go nagle jakieś dziwne, niczem niewytłumaczone uczucie, jakieś dziwne podniecenie…

James Lexington Pyne zmienił się w jednej chwili. On, człowiek bez nerwów, on, w swojem własnem mniemaniu „jeździec dla pieniędzy”, stał się nagle sportsmenem, przeżywającym wyścig. Wielka myśl Joan Bellamy zwyciężyła!

Dzień w dzień biały Miller trenował na próbnym torze fabrycznym, dzień w dzień biały Miller pędził z zawrotną szybkością 300 klm/g. po betonowym torze. Zbliżał się termin wielkiego wyścigu.

Na kilka dni przed wyścigiem Pyne zameldował się w dyrekcji, otrzymał ostatnie instrukcje, serdeczny uścisk dłoni i… popędził po zwycięstwo!

Stotysięczny tłum zalegał trybuny autodromu w Indianopolis, piekielny warkot maszyn mieszał się z pomrukiem ludzkim.

— Ladies and gentlemen!… — rozległ się głos speakera — za chwilę rozpocznie się gigantyczny wyścig na dystansie 500 mil o Wielką Nagrodę USA…

Maszyny ustawiły się na starcie. Miller, śnieżno-biała zabaweczka z kierowcą w czerwonej koszulce, Jamesem Pyne, dalej dwa potężne 800-konne Duesenbergi, trzy wspaniałe Scotty, tworzące razem team fabryczny, wozy, które cechowało sterowanie tylnemi kołami, wreszcie jedyny przedstawiciel starej Europy, „monoplace” Alfa Romeo. Mistrzostwo Stanów Zjednoczonych rozegrać miało między sobą siedem wozów zaledwie, siedem wozów, które prowadzili najlepsi z najlepszych…

James Pyne, jeśli przez chwilę mógł się obawiać, to chyba tylko Rogera Davidsa na potężnym „smoku” Duesenbergu, z którym miał zawsze na pieńku i który tym razem prowadził najsilniejszy wóz na torze.

Strzał startera… Wozy ruszyły wśród ryku rozgrzewanych silników, osiągając już po kilkunastu metrach zawrotną szybkość.

Już po pierwszem okrążeniu stało się zupełnie jasnem, że walka rozegra się między „kierowcą śmierci” na Millerze a dwoma Duesenbergami. Pyne oszczędza wyraźnie maszynę, zdaje sobie sprawę, że jest to najlepszy wóz wyścigowy, jaki kiedykolwiek wyprodukował przemysł samochodowy, wie, że musi wygrać…

Tempo rośnie, pierwsze 100 mil zawodnicy przebywają w tempie około 235 klm/g. Lecz tempo rośnie ciągle, publiczność amerykańska, żądna sensacji, widzi już katastrofę, wietrzy krew… Tor w Indianopolis, tor drewniany o małym obwodzie, należy do najniebezpieczniejszych na świecie…

Po przebyciu 300 mil Pyne zbliża się do stacji zaopatrywania; w ciągu minuty zmieniają mu koła, bo gumy miał starte do płótna, oraz dolewają mieszanki. „James Pyne stracił minutę 20 sekund” — ogłasza megafon. I znów biały Miller ruszył w bój…

Kilometr po kilometrze Pyne zbliża się do czerwonego Duesenberga. Tempo rośnie… Za chwilę głośny wybuch i słup ognia: to Alfa Romeo, prowadzona przez słynnego Tazio Aluari, wywraca się na wirażu, zbiornik eksploduje, kierowca ginie. Widzów ogarnia szał…

Sześć wozów na torze mknie w coraz to większem tempie… „Pyne prowadzi, tempo około 260 km/g” — ogłasza megafon.

Jeszcze raz zatrzymuje się Miller dla nabrania paliwa i zmiany kół i zaczyna się szalona walka o zwycięstwo… Na torze znajdują się już tylko trzy wozy, wszystkie Scotty odpadły — jeden spowodu wypadku, dwa wycofały się po zatarciu tłoków. Jeden biały Miller i dwa czerwone Duesenbergi…

Jeszcze 10 mil, biały wóz wychodzi coraz bardziej na czoło. Pyne daje „cały gaz”, ogarnia go szał chwili, daje się upoić szalonem tempem, wie, że musi wygrać…

Z ostrym zgrzytem hamulców bierze z fantastyczną wprost brawurą ostry wiraż, wóz obraca się, ale Pyne prostuje go z dziecinną łatwością… przed sobą widzi już linję mety, za kilka minut otrzyma wieniec zwycięzcy…

Wychyla się z wozu, aby mieć lepsze pole widzenia, i w tej samej chwili doznaje po raz pierwszy w swem życiu uczucia emocji… Prawe koło zgubiło nakrętkę i zsuwa się wolniutko z osi…

Zgubić koło w takiem tempie oznaczało śmierć, o tem Pyne wiedział doskonale, ale przecież do mety miał już tylko dosłownie kilkaset metrów; wiedział, że gdyby się zatrzymał, mógłby się uratować, z drugiej jednak strony zdawał sobie sprawę z obowiązku, który na nim ciążył. Miał przecież za wszelką cenę zwyciężyć, tak kazał mu dyrektor!

W sercu jego odezwała się żyłka hazardu… „Spróbuję, może mi się uda” — myślał. Świadomie zaciska gaz, Miller zawył… Wśród szalonego entuzjazmu mija metę, aby dwa metry za nią zgubić koło…

Wóz wywraca się, sygnał ambulansu i straży pożarnej… Pod szczątkami wspaniałego samochodu — skrwawiony człowiek. Żył jeszcze. Na chwilę odzyskał przytomność, zobaczył koło siebie dyrektora fabryki…

— Wygrałem, prawda? — wyszeptał…

Następnego dnia odbył się pogrzeb Jamesa Lexingtona Pyne’a. Na trumnie leżał wieniec laurowy za zdobycie Wielkiej Nagrody… Śledztwo wykazało, że Pyne padł ofiarą morderczej ręki, że nakrętka została rozluzowana przez konkurencyjną fabrykę… Pyne padł na posterunku, jak prawdziwy rycerz przemysłu…

Po tygodniu fabryka Millera wzmogła produkcję bardzo wydatnie. Obok nowego, białego wyścigowego Millera stał znów młody człowiek, ale dyrektor generalny Herbert G. Tracy wiedział, że nie będzie to już James Lexington Pyne… rycerz nad rycerze!

Tygodnik AS nr 19, 7 lipca 1935 (s. 9–10)

Udostępnij ten artykuł
Brak komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *