Zmechanizowana kosmetyka.
„Ach, gdybym tam mógł i moją starą włożyć” — wzdychał niejeden mężczyzna, gdy w połowie XIX wieku podziwiał sztych Moritza von Schwind. Dzieło to nosi tytuł „Mechaniczne Odmłodzenie”. Fantazja artysty stworzyła maszynę, do której wrzucało się stare, brzydkie baby, wychodziły zaś po dokonanym w jej wnętrzu procesie mechanicznym urodziwe i pełne wdzięku niewiasty. Nie trzeba nawet dodawać, że na każdą z tych świeżo upieczonych piękności czekali już przy jej wyjściu z maszyny wielbiciele, którzy przyklęknąwszy całowali rączkę i ofiarowywali nadobnej swe serce.
Gdyby von Schwind wstał dziś z grobu, byłby zdumiony, w jakiej mierze jego fantazje ziściły się. Z biegiem lat robiono coraz to lepsze szminki i pudry, które potrafiły twarzy nadać jaknajkorzystniejszy wygląd, a zwłaszcza umożliwiły ukrycie szkód przez czas wyrządzonych. Prócz używania szminek, co czyniły już podobno elegantki w starożytności, posługuje się nowoczesna kosmetyka już od wielu lat drobnemi zabiegami, zwłaszcza jeżeli chodzi o usunięcie zmarszczek i fałdów skóry, które niezwykle szpecą i postarzają kobiety. Jako zupełną nowość możemy jednak zanotować coraz to częstsze uciekanie się kosmetyki do pomocy maszyn.
Dotychczas operacje kosmetyczne robiono, opierając się tylko na powierzchownych, dość niedokładnych pomiarach. Przeprowadzający operację dopiero próbował i obserwował na swej pacjentce, czy np. daną kość nosową już dosyć, lub nie zaduża, naprostował. Przedłużało to i niepotrzebnie czyniło przykrzejszą operację kosmetyczną, która ma to wielkie minus, iż z reguły niemożna jej robić pod narkozą, a tylko po miejscowem znieczuleniu.
Nowy, dość skomplikowany, bo zawierający aż 325 różnych śrubek, wynaleziony w Hollywood aparat pozwala przy pomocy umiejętnej manipulacji śrubkami ustalić dokładne pomiary twarzy i z matematyczną precyzją zanotuje każde uchylenie od idealnych proporcyj, dzięki czemu ewentualnie potrzebna operacja kosmetyczna może już naprzód być szczegółowo obliczona.
Niewątpliwie wielkie zastosowanie znajdzie również w kosmetyce świeżo przez słynną na tem polu Elisabeth Arden wymyślony aparat, spektroskop. Polega on na specjalnej konstrukcji wklęsłych luster oraz odpowiedniem oświetleniu, a pokazuje patrzącemu przezeń nietylko najdrobniejsze usterki urody, lecz także „grożące niebezpieczeństwo”, miejsca, w których mają się dopiero utworzyć zmarszczki lub inne oszpecenia, chwilowo jeszcze niewidzialne gołem okiem kreseczki.
Następną całkiem rewelacyjną nowość przynosi nam Hollywood. Tutaj odebrały panie monopol — autom. W ten sam bowiem sposób, w jaki lakieruje się auta, a to zapomocą maszynki, której konstrukcja ma coś wspólnego z pistoletem i która przez strzał równocześnie rozprasza farbę, artystki w stolicy filmu nadają skórze jednolity odcień opalenizny lub też matowej białości.
W ostatnich dniach jedna ze słynnych diw wywołała wśród swych wielbicieli przerażenie, wyjąwszy z torebki mały rewolwer, którego lufę skierowała ku swej twarzy i pociągnęła za cyngiel. Naprzód prawy, a po drugim „strzale” i lewy policzek artystki powlekły się jednolitą różową barwą.
Carmen.
Tygodnik AS nr 2, 10 marca 1935 (s. 29)